88. Chce do niego

28 1 0
                                        

*Wojtek*
Podniosłem Martynę i wyprowadziłem z sali.
- chce do niego. - mówi. Wszyscy na nas patrzą.
Ola płacze razem z nią.
- to nie on. Nie możliwe.
Idzie lekarz.
- gdzie jest p...
-śpieszę się.
Wyszliśmy z szpitala i wpadliśmy na Franka.
- co jest? - pyta i patrzy na Martynę
- nie żyje. Ponoć zmarł w nocy.
- nie pierdziel głupot. - zbladł jak ściana - poczekajcie u mnie.
Poszliśmy do niego.
Martyna zanosi się płaczem.
- zaprowadź mnie do niego - Martyna.
Przyszedł Franek.
- chodźcie.
Franek nas prowadzi na sale. Piotrek się zbiera i rozmawia z innym pacjentem. Martyna do niego podbiegła i się przytuliła. Przytulił ją mocno.
- jak widzicie żyje - Franek - i nawet idzie z tąd w pieruny

*Piotrek*
Dałem jej buziaka.
- Cześć kochanie - pytam i wycieram jej łzy. - wszystko ok?
- już tak - mówi
- no to chodź. Idziemy z tąd.
Wziąłem swoje rzeczy.
- oj kocha. - facet
- nie mam wątpliwości. Miło było poznać.
Wyszliśmy z sali.
- jaka obstawa. - mówię
- zmartwychwstałego trzeba powitać
Śmiejemy się a Martyna się tuli.
Podniosłem twarz Martyny i musnąłem jej usta.
- nie krzyczysz, że zjadłem ci szminkę?
Śmiejemy się i rozwaliłem jej włosy.
- bałam się że już nigdy tego nie zrobisz
- ojoj.  Chodźmy z tąd.
Pojechaliśmy do domu i przytulam ją dalej.
Dzwoni Wiktor do Wojtka.
Odebrał.
- za późno. Już byliśmy - Wojtek pije kawę - a jak myślisz?  W domu. 
Rozłączył się.
- przyjdą. Dostał tą samą informacje co my.
- jaką?
- że zmarłeś w nocy - Martynie łzy lecą
- ej ej . Jestem tu. Starczy - mówię - już się chyba wypłakałaś nie sądzisz?
- yhym. Mówiłam żebyś poczekał na policję. To ty nie. Uciekłeś. Wiesz że mogło cię tu już nie być?
Wiesz o tym?
- czy ty mnie właśnie opierdalasz przytulając się?
- tak. Bo jestem wściekła a z drugiej strony bałam się że już nigdy mnie nie przytulisz.  To ja tam dowodziłam. To ja pozwoliłam żebyś tam wszedł.
I to ja jako pierwsza cię ratowałam. I to ja przytulałam cię zimnego i sztywnego gdy oni się poddali...
- i To jej się boisz bo wróciłeś jak cię biła - Wojtek
- na mnie mówisz a sam ryzykujesz.  - Martyna
-  dobrze. Szefowo. Już nie będę - mówię i podnoszę ręce do góry
- czy dotarło do ciebie, że jak cię nie będzie to ja sobie nie poradzę? I nikt mi ciebie nie zastąpi.
Dlatego stosuj się do zasad. Nie ryzykuj nie potrzebnie. Jeszcze raz taka akcja a zrobię wszystko żebyś paradował w kitelku w szpitalu.
- obiecuje. Już nie będę. - dałem jej buziaka i ją przytulam - ale co by się nie stało. Wiem że sobie poradzisz. Jesteś silną, nie zależną kobietą.
Nie raz pokazałaś że masz więcej siły niż ja.
- razem albo wcale - mówi - zapamiętaj to.
- chodź. Położymy się. Pewnie nic nie spałaś.
- ty też.
- zgoda - mówię
Zaniosłem ją do sypialni. Położyłem na łóżku.
Położyłem się obok niej.
- już dobrze. Jestem obok. - wtuliła się a ja dałem jej buziaka.

***
*Wojtek*
Przyszedł Wiktor i reszta. Zalani łzami.
- jak się ma?
- poszli spać - mówię
- biedne dzieci. Ona też.
- Przestańcie - Ola - Piotrek żyje. Żeby ją uspokoić poszedł się z nią położyć spać.
Już dajcie spokój.
- co?
- są w sypialni. Na szczęście żyje.
Przenieśli go na inną salę bo przyjechał pacjent w krytycznym stanie i to właśnie on zmarł.
- boże. Dobrze że nie usłyszała tego
- właśnie, że usłyszała. - mówię
Usiedli sobie.
- Nie odbierał telefonu jak do niego dzwoniła.
Uspokajaliśmy ją że na pewno jest na badaniach.
Dojechaliśmy do szpitala... Jak pobiegła na tą sale... - Ola
- pielęgniarka akurat sprzątała łóżko. Martyna spytała. I powiedziała że zmarł w nocy. Bardzo jej przykro. - mówię - upadła na kolana. Zaniosła się płaczem i krzyczała że chce do niego. A ja z tej bezsilności zgłupiałem. Nawet nie pomyślałem że to nie on.
- spytałeś lekarza ale on cię olał - Ola
- tak?
- i jak potem? Kto wam powiedział.
- Wyszliśmy przed szpital i wpadliśmy na Franka.
Zaprowadził nas do siebie i poszedł ogarnąć co się stało. Potem przyszedł i nas zaprowadził tam gdzie trzeba. Wypisali go. I teraz śpią razem.
- a jak się czuje?
- nic nie mówił bo zajął się Martyną. Ale skoro go wypisali to chyba nic mu nie jest.
- mógł się wypisać sam dla niej. Zawsze to robi.
- Nie. Nie chce tego słyszeć. - mówię i robię
kawy.
Zrobiłem kawy.
- a tobie co się w ręce stało? - Wiktor do Oli
- a nic - Ola a ja mrugam żeby nie zaczynał. Zrozumiał. Zrozumieli.
Dałem im kawy i dzwoni Mama Piotrka.
Odebrałem.
- Co tam Wojtuś? Jak z nim?
- wypisali go. Jesteśmy w domu. Aktualnie śpią.
- no to dobrze. - mówi - odbierzemy dzieci i przyjedziemy.
-na spokojnie - mówię i Wiktor dorwał Piotrka wypis.
Rozłączyła się.
- i co? - pytam
- wypis na żądanie - Wiktor
- to zostajesz - mówię - prywatną opiekę medyczną mu zrobimy.
Śmieją się.
- nie no . Wyniki ma dobre. Nic się nie powinno mu dziać.
- mam nadzieję - mówię - bo mam dość gonienia po szpitalach.

***

In my Dreams 3Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz