*Martyna*
Wojtek wyjechał i nie odzywa się od trzech dni.
Ola nie je. Nie pije. Nie śpi. Przytulam ją wraz z Kornelią. Dzieci daliśmy do dziadków aby Maja nie odczuła że nie ma Wojtka. Piotrek próbuje się dodzwonić do jej Ojca, ale go odrzuca.
- zjedz coś - mówię - proszę
- nie przechodzi mi nic przez gardło. - Ola
- to chociaż wypij sok - Kornelia jej podaje - coś musisz.
Napiła się i przyszedł Tata Wojtka.
- nie płacz. Żyje. Nic mu nie jest - mówi
- to czemu się nie odzywa?
- bo wybuchł mu telefon - mówi - połączył się z bazy.
- chce go usłyszeć - Ola
- to zjedz coś - mówi - wypij. I spróbujemy się z nim połączyć.
- a czemu ten palant nie odbiera? - Piotrek
- bo wyłączył telefon bo według niego cyrkujecie
- zawsze się odzywał - Ola - mam prawo cyrkować
***
Ola wkońcu zasnęła. Tata Wojtka dalej próbuje się z nim połączyć. Przyszli wszyscy z bazy.
- i co? Odezwał się? - Wiktor
- ta - Tata Wojtka - dał znak, że żyje. Gadałem z nim a teraz nie odbiera.
- a Ola?
- zasnęła wkońcu - mówię
Tata Wojtka poszedł sobie zapalić.
- to się uspokoiła
- nie bardzo bo go nie usłyszała - Piotrek
- ale zasnęła. To już coś. - Kornelia
- po lekach - mówię - daliśmy jej na uspokojenie bo by się zamęczyła.
Tata Wojtka wszedł do domu rozmawiając przez telefon.
- żyje - Wojtek przez Telefon
- to wracaj - Piotrek
- to nie będzie takie proste - mówi - dajcie mi Ole do Telefonu
Wzięłam telefon i poszłam do Oli.
- Ola. Wojtek dzwoni - mówię a ona otworzyła oczy.
- Oluś - Wojtek - żyje
- poczekaj bo jest troszkę otumaniona - mówię - nic nie spała.
Ola wstała a ja ich zostawiłam samych.
*Ola*
- żyjesz? - pytam
- żyje. Nic mi nie jest. Postaram się wrócić jak najszybciej.
- a kiedy?
- nie wiem - mówi - ale wiem, że cię kocham.
Uśmiechnij się. Jadłaś coś?
- nic mi nie przechodzi przez gardło
- musisz jeść żeby mieć siłę. Zjedz normalnie. Wypij herbatkę i idź spać. Słyszysz? Bo słyszę że jesteś wykończona. A później się zdzwonimy jeszcze.
- wróć proszę
- wrócę - mówię - idź tam na dół do wszystkich.
Siedźcie normalnie bo nic się nie dzieje.
- yhym
Zeszłam na dół.
- jesteś?
- tak
- to teraz proszę zjeść coś i wypić herbatę.
Słyszysz? Bo jak wrócę to nakopie ci do dupy...
- dobrze - mówię
- powtórzysz bo nie wierzę
Śmiejemy się.
- no. Tak lepiej. Siadaj i jedz a ja Jestem na linii.
Piotrek mi dał naleśniki i jem.
- jesz? - Wojtek
- tak - mówię
- to smacznego. A co dobrego?
- naleśniki?
- ooo. Wyślij mi pocztą.
Śmiejemy się.
- a ty jadłeś coś?
- oczywiście - mówi - zjadłem swoją i ich porcje.
Śmiejemy się.
Zjadłam.
- a co zrobiłeś z telefonem?
- rzuciłem go razem z ka boom. I nie uwierzysz. On też zrobił boom.
Śmiejemy się wszyscy.
- amator - tata Wojtka
- Ekhem nie. - Wojtek - rzuciłem? Rzuciłem.
Wybuchło? Wybuchło i to podwójnie.
Śmiejemy się.
- zjadłaś? - pyta
- zjadłam.
- to teraz posłuchaj uważnie. Idź spać.
Weź sobie Tuptusia jako przytulankę i idźcie spać.
- Tuptuś słyszał? - pytam
- słyszał słyszał - Martyna - idziemy
- no. Prawidłowo. To idźcie spać. A jakbym później nie odbierał to znaczy że wracam, ok?
- ok - mówię
- no. Tak lepiej. Buziaki.
- uważaj na siebie - mówię
- tak jest szefowo. - mówi
Śmiejemy się. Oddałam Telefon i poszliśmy spać.
*Piotrek*
- poszła? - pyta
- ta - Jego ojciec
- uspokoiła się?
- ta. Wracacie?
- czekamy na pozwolenie.
- a tak serio coś odpierdolił? - ojciec
- mamy rannego. Leży w szpitalu w ciężkim stanie. - mówi
- mam cię zmienić?
- nie. Pilnuj Martyny. Oni tylko czekają aż zostanie bez ochrony.
- ale żyje tamten?
- Czarno to widzę - mówi
- ja pierdole. Amatorów bierzesz kurwa.
- przestań pierdolić. To nie była jego wina.
Robił tak jak miał. Po prostu dostał ataku serca.
Nie wiem czy z tego wyjdzie. Jest nie przytomny.
- spróbuj mu podać Martyny leki - mówię
- nie mam ich przy sobie - mówi - dobra. Wiecie, że żyje. Dzwonimy się później. Chyba że macie gdzieś moje maluchy w pobliżu?
- nie są u dziadków - mówię
- uff. To dobrze. To kryjcie mnie przed Mają.
Oli jeszcze nie kuma, ale Maja tak.
- luz. Pakuj się i przylatuj.
- nie mogę wrócić bez niego.
Jadę tam zobaczyć co z nim. Na razie.
- no pa
Rozłączył się.
- no. Żyje - Wiktor
- Czemu miałby nie żyć? - tata Wojtka - jest tak wyszkolony, że nawet atom go nie wysadzi.
- on jest w Krakowie? - Kornelia
- nie. - Mówię
- gdyby był w Krakowie, Ola już by tam była.
- to ile mu tam zajmie.
- teraz czeka na zgodę żeby wrócić bez tamtego.
Lub żeby go wziąć na pokład i wrócić. Musi mieć to na papierze bo inaczej wisi.
- niech jakiś lekarz leci z nimi
- po co? Skoro on też może być lekarzem.
Też ma takie uprawnienia.
Patrzą na mnie w szoku.
- co? Przecież mówiłem, że wiem komu oddaje Martynę pod opiekę - mówię i się śmiejemy z jego ojcem
- sprzedałem go? - Pyta
- tak troszeczkę - mówię
- nic nie wiecie. - mówi
Śmiejemy się.
- ja pierdole. To ja się Już zamknę bo jeszcze coś innego palne.
- resztę wszystko wiedzą. Tego nie mówił bo lubi się drażnić.
- udajcie, że nie wiecie. - ojciec Wojtka
- kurwa. A ja mu tyle razy dogadywałem a on wiedział co robi.
-nosz kurwa. Studiował ze mną. Stąd zna Marcela. Tadka. Mańka. Sebastiana. - mówię
- nie tylko z tąd - Jego ojciec mi walnął w plecy.
- już Jestem grzeczny - mówię
- mam nadzieję
Śmieją się z mojej miny.
- to chyba jedyna osoba której się boisz - Wiktor
- mojego syna też zaczniesz - ojciec Wojtka
Śmiejemy się.
- Jego akurat to się nie boję.
- jeszcze się nie odpalił - mówi
- raz się odpalił, jak spały.
Dostałem taką zjebe - mówię - czysty przyjacielski wpierdol.
Śmiejemy się a oni patrzą z przerażeniem.
- zasłużyłeś?
- zasłużyłem. Musiał mi dopierdolić abym złapał sygnał z ziemią
CZYTASZ
In my Dreams 3
FanfictionMartyna i Piotr wciąż przeżywają mnóstwo przygód. Po jednej z nich Piotrek zaczyna się zastanawiać, co może zrobić, aby jeszcze lepiej zadbać o bezpieczeństwo Martyny. Los szybko podsuwa mu pewien pomysł. Podczas porannego biegania spotyka nowego...
