*Piotrek*
Nie pokoi mnie zachowanie Martyny. Nie uśmiecha się. Siedzi w pokoju. Wojtek ją rozbawia a ona się uśmiecha i tyle by z tego było.
Walnął mnie w plecy.
- spóźnisz się
- nie idę. Zobacz na nią. Coś jest nie tak.
- czyli nie wydaje mi się?
- tak ci powiedziała? - pytam
- no.
Poszedłem do Martyny. Usiadłem koło niej.
- a co ty tu robisz? - pyta.
- bunt - mówię i się uśmiecha a zaraz wraca do swojej miny. Objąłem ją i dałem jej buziaka. - gdybyś chciała porozmawiać. Jestem. A jeśli nie. To po prostu się przytul. Nie jesteś z tym sama.
Przytuliła się. Dałem jej buziaka.
- mam dość - mówi
- czego?
- po prostu. Dość.
- czasami tak jest, że masz ochotę zniknąć, zakopać się pod ziemię i nigdy nie wracać.
Rozumiem to dobrze. Od czasu do czasu miewam to sam. A wiesz co mi pomaga?
- co?
- przypominam sobie o Tobie, o dzieciach. O tych dobrych chwilach razem. Planuje co możemy razem zrobić. Nie myślę o niczym złym. Wiem. Czasami się nie da. Bo wryliśmy sobię w głowę, że jesteśmy do niczego. Przyznaję się. Ja też wcale nie mam gdzieś co o mnie gadają. A powinienem.
Wtedy nawaliłem. To prawda... I oni mi tego nie darują. Bo widzą, że mnie to rusza... A później patrzę na ciebie i myślę. Kurcze. Skoro ty mi wybaczyłaś to co im do tego?
- Rzeczywiście. Pomogło.
- No widzisz? Po co tracić czas na użalanie się nad sobą. Skupmy się na sobie. A oni niech gadają co chcą.
Uśmiecha się. Wtuliłem ją w siebie.
- chce żeby było jak dawniej - mówi -ty i ja na jednym dyżurze. I Wojtuś. Bo się obrazi.
- zgoda - mówię
- jasne - mówi - i tak to się nie sprawdzi
Wyleciał Wojtek i szuka energicznie czegoś w apteczce. Poszliśmy do niego. Wziął opatrunki i poszedł.
- idę po torbę
Pobiegłem do auta i przyniosłem torbę.
Ola podcięła sobie żyły.
- dzwoń po karetkę
- nie - Wojtek - nigdzie jej nie wezmą
Jesteście tu wy.
Opatrzyliśmy jej nadgarstki.
Sprawdzam jej tętno i czy oddycha.
- Musi jechać - mówię i patrzę na niego. - do szpitala. Tylko. Chodź. Pojedziesz ze mną. Martyna zostanie.
- jest tak źle?
- potrzebuje kroplówek. Nie mamy tego
Wziął ją na ręce i poszedł do auta.
- jak coś dzwoń - mówię i dałem Martynie buziaka i pobiegłem do auta. Ruszyłem i jedziemy w kierunku szpitala. Po chwili byliśmy. Wysiadł i wziął ją na ręce. Pobiegliśmy do szpitala. Akurat szedł Franek i nas przyjął.
- podcięte żyły.
- ok. Wyjdę do was
- chodź - mówię i siłą go wyganiam za drzwi.
- tylko tu - mówi
- tylko - mówię - ocknie się i idziemy.
Chociaż powinna porozmawiać z ...
- po prostu nie zdążyłem...
- nie może tak być że za każdym razem będzie podcinała sobię żyły. Przemyśl to. Nie mówię tu o psychiatryku. Nie. Niech porozmawia z psychologiem.
Przyszli ludzie z bazy.
- Wypad - mówię i poszli
- już dużo razy rozmawiała. I co?
- to musieli być beznadziejni.
Ale żeby jej pomóc to ty też się musisz ogarnąć.
Ona ma w tobie widzieć że warto żyć. W Tobie.
- Tobie Martyna wykręciła taką akcję?
- taką nie. Ale też chciała się zabić.
- i co jej pomogło?
- Moje wydurnianie? Oni wszyscy myśleli, że robię z siebie idiotę tylko po to żeby mieli się z czego pośmiać. A ja robiłem to dla niej.
- musisz do tego wrócić
- a ty też. Taki jaki jesteś dla Martyny. Musisz być dla Oli. Czaisz? Martyne przejmuje ja. A ty ogarnij sobie Ole i siebie jako pierwszego.
- to leć do niej
- poczekam bo wszystkich tu rozniesiesz.
Wyszedł Franek i wziął nas do swojego gabinetu.
- wiecie dlaczego to zrobiła? - Franek
- rocznica śmierci Nadii... - Wojtek - w tym dniu zawsze chciała to zrobić. Tym razem nie zdążyłem.
- ale ty wiesz, że to nie jest normalne?
- wiem. Jeździłem z nią po specjalistach. Rozmawiała z każdym. Ja z nią rozmawiałem. Wszystko jest ok. Rozkładają ręce. Przychodzi ten dzień i sami widzicie...
- Jaką dajesz mi pewność, że jutro tego nie powtórzy?
- nie powtórzy. Mówię wam że tylko w tym dniu. Przypomina sobie całą sytuację. Odcina się od świata i idzie. Wystarczy ją chwycić. Przytulić i koniec. Dzisiaj nie zdążyłem. Bawiłem się z dziećmi.
- nie jestem psychologiem, ale tak nie może być.
Chcesz żeby pogadała z tym naszym?
- raczej jej nie zaszkodzi. Rozumiem, że dzisiaj wychodzi?
Kiwnąłem Frankowi.
- tak...
- no to już. Papiery drukuj. Pogoda z nim i idziemy. Gdzie jest?
- drugie piętro. 3 sala po lewej.
- ok. Dzięki
Wojtek poszedł
- powinna zostać?
- wiem. Ale on jej tu nie zostawi. A nie chcesz żeby on też tu został bo rozniesie tu wszystko.
Wiesz jak było ciężko go namówić wogóle żeby tu przyjechać?
- zdaje sobie sprawę - mówi
- dla twojego dobra drukuj wypis.
A ja idę do niego.
Pobiegłem do nich i już go ochrona trzyma.
- coś już zrobił?
- utrudniał pracę pielęgniarką
- możesz go puścić
- czemu jest przywiązana?
- Najpierw się uspokój.
- to niech ją odwiążą
Weszliśmy na sale.
Dał jej buziaka a ja ją odwiązałem i poszedłem do pielęgniarki.
- po co była przywiązana?
- zawsze tak ....
- nie. Nie potrzebne zamieszanie.
Ola się ocknęła
*Wojtek*
Dałem jej buziaka.
- przepraszam - mówi
Kręcę głową.
- to ja Przepraszam. Za mało poświęcam ci czasu.
To się zmieni. Wiesz. Tylko proszę. Bez takich, co?
- nie. To po prostu... Wiesz
- wiem. Co roku to samo. A ja zamiast cię przytulić zająłem się nią. Mogło cię tu nie być.
*Piotrek*
Przyszedł Franek z wypisem.
- Nie ma go dzisiaj.
- to nic. Popatrz na nich. Myślę że już są po terapii.
Przytulają się.
- miej na nich oko.
- tak jest.
***
CZYTASZ
In my Dreams 3
Fiksi PenggemarMartyna i Piotr wciąż przeżywają mnóstwo przygód. Po jednej z nich Piotrek zaczyna się zastanawiać, co może zrobić, aby jeszcze lepiej zadbać o bezpieczeństwo Martyny. Los szybko podsuwa mu pewien pomysł. Podczas porannego biegania spotyka nowego...
