*Wojtek*
Siedzimy w bazie i Wiktor się patrzy.
- nie zastrzelę cię - mówię - oddychaj spokojnie
- co? - Martyna a reszta się śmieje. - czy coś mnie ominęło?
- dał wczoraj pistolet Maji do ręki i kazał jej strzelać
- standard. - Martyna - atrapa którą wkłada do kieszeni zaraz po tym jak wchodzi do domu.
- co? - Wiktor a ja na niego patrzę a reszta się śmieje.
- no - mówię - toś mnie sprzedała
Śmiejemy się.
- nie dałbym jej prawdziwego pistoletu. - mówię - Wiktor. Serio. Trochę wyobraźni. Luzu.
A to co wczoraj jej pokazywałem że wkładam nabój i przeładowałem, było na niby. Naboju nie włożyłem.
Po prostu się z nią bawiłem.
- Pokaż go teraz
Załamałem się a oni się śmieją.
- Teraz mam prawdziwe i w pełni naładowane, ale skoro chcesz - mówię i udaje, że wyciągam a on odskoczył. Śmiejemy się.
Martyna płacze ze śmiechu.
- no przecież chciałeś - mówię i udaje obrażonego - to się wkońcu zdecyduj.
- Wiktor spoko loko. - Martyna - bez powodu nikogo nie zastrzeli
- Ja znajdę milion powodów...
- Wojtuś... - Martyna na mnie patrzy - nie strasz go już.
- no dobra - mówię i krzyżuje ręce.
Śmieją się.
- ile masz tej broni w domu?
- nie powiem ci bo zaczniesz panikować a mam cię nie straszyć. - mówię
- to masz więcej niż te co masz przy sobie?
- sam pytasz a potem się boisz - Martyna
- no odpowiedz
- tak. - mówię - mam swoją kolekcję. Na spokojnie. Nikt nie wie gdzie je trzymam oprócz mnie.
- tym bardziej przerażające.
Wzdygnąłem ramionami.
- jeden sejf znalazłam - Martyna
- tamtego nie znajdziesz. - mówię
Śmiejemy się.
- 001 jesteś pilnie wzywany na ulicę dworcową. Więcej szczegółów SMS.
- 23s
- zgłaszam się
- jedziecie na ulicę dworcową 25.
Patrzę na Martynę a ona na mnie.
- więcej szczegółów?
- wykonuj polecenia służb mundurowych.
- przyjęłam.
- 001 do 00 - mówię - co się tam dzieje
- przyjedź
Poszliśmy do karetki. Tomek prowadzi.
- Martyna ani waż mi się tam wchodzić beze mnie - Mówię.
- będę grzeczna. Mamy wykonywać polecenia służb mundurowych. - mówi
- czyli jego - Tomek
- zajebiście. - mówię - tak się cieszę.
Śmiejemy się.
Po chwili byliśmy na miejscu.
Antyterroryści już ustawieni. Moi ludzie też.
- wiesz co? - mówię do Martyny - raczej nie powinno cię tu być.
Tomek z Kornelią się śmieją.
- znowu ten fagas jest. - Mówi i chowa się za mną.
- Jego też tu być nie powinno. - mówię. - siedźcie w karetce. Przyjdę po was jak coś.
Idzie cała szycha do nas.
- Co jest? - pytam i podaje im ręce.
- Cały dom jest naminowany a w nim Trójka dzieci, Kobieta z pasem bombowym i facet. Psychol. Z pilotem.
Przyjechało więcej karetek.
- zajebiście - mówię - próbowaliście z nim gadać?
- Stasiu do ciebie - Podał mi radio i się śmieją.
- cześć Stasiu - mówię - co słychać?
- Kim jesteś? - Pyta - znowu jakimś kretynem z policji?
- Stasiu. Po co takie nerwy. Nie poznajesz mnie?
- nie poznaje
- myślę że jak mnie zobaczysz to poznasz. Pamiętasz jakie akcje odwalaliśmy za młodziaka?
- ha. Wojtuś? - zszokowani wszyscy i ja też.
- no zgadza się. Kopę lat. Co ty tam porabiasz?
- trochę zjebałem - mówi - chciała mnie zostawić.
Ale nie! Nie pozwolę jej na to! Nie pozwolę!
- spokojnie Stasiu. Wiesz. Chyba nie fajnie tak rozmawiać na odległość. Może wyjdziesz? Dawno się nie widzieliśmy.
- jest mały problem. Jacyś gangsterzy mnie otoczyli - śmieje się.
- Eee. Żadni gangsterzy. To moja rodzinka.
Lubią przebieranki - mówię a reszta się śmieje.
Pokazuje im żeby byli cicho. - wiesz. Taki wiek.
- a mogą się odsunąć od drzwi?
- chcieliby cię przytulić - mówię - więc lepiej jakbyś nic nie brał ze sobą.
- a tak. Bo jak nacisnę to wszystko zrobi bum.
- no to lepiej to zostaw. Połóż ostrożnie. Tak żeby nie spadło. Bo szkoda takiego pięknego domu, nie sądzisz?
- szkoda szkoda. Już za chwilę wychodzę.
- już nie mogę się doczekać jak cię przytulę. - mówię
- poczekaj. Muszę buty ubrać
Pokazuje Antyterrorystą żeby się odsunęli i chowam Martynę do karetki.
- czekamy Stasiu
Martyna patrzy na mnie przerażona.
Przytulam ją.
- wychodzę - mówi i otworzył drzwi. Wyszedł i go złapali.
- super Stasiu. Dziękuję.
Wzięli go do wozu i poszli po resztę.
- oddychaj - mówię do Martyny
- już myślałam że tam pójdziesz - mówi
- przecież cię nie zostawię. - mówię
Wyprowadzają dzieci a ja ich przejmuje i daję do karetki. Badają ich i teraz ta kobieta została do rozbrojenia.
- przetnijcie po prostu wszystkie kable - mówię
- czekamy na pirotechnika
- to niech się pośpieszy bo ma minutę
- co?
Pobiegłem do tej kobiety i przeciąłem kable.
Kobieta mdleje a oni z niej ściągli ten pas.
Wiktor wziął tą kobietę do karetki a ja wróciłem do Martyny.
CZYTASZ
In my Dreams 3
FanfictionMartyna i Piotr wciąż przeżywają mnóstwo przygód. Po jednej z nich Piotrek zaczyna się zastanawiać, co może zrobić, aby jeszcze lepiej zadbać o bezpieczeństwo Martyny. Los szybko podsuwa mu pewien pomysł. Podczas porannego biegania spotyka nowego...
