*Wojtek*
Złapałem tego Kubusia. Właśnie go przesłuchuje.
- Jakub Szczęsny. Lat 43 - mówi
- chuj mnie to interesuje - mówię a moi się śmieją- bardziej interesuje mnie po jaką cholerę ją porwałeś!
- to nie był mój pomysł!
Przywaliłem mu.
- żądam adwokata
- człowieku czy ty wiesz kim ja jestem? Jak będę chciał to odstrzale cię na miejscu.
Więc zacznij pierdolić konkrety.
- wypuść mnie
- zapomnij. Nafaszeruje cię arszenikiem i podłącze do bomby. - mówię
- to nie byłem ja!
- nie tylko ty. Wiem.
Tamtych dopadnę później.
- mam prawo zadzwonić i adwokata
Śmieje się z chłopakami.
- kogo mam poinformować żeby przyjechał po twoje ciało? - pytam
- Luizę
- ooo. Kim jest Luiza? - pytam
- Moja żona
- idealnie. Numer do Luizy i adres?
- 533564000 Akacjowa 3
- przywieźcie mi ją.
- Nie!
- tak jest - Emil poszedł.
- co nie? Został mi arszenik. Może chciałaby spróbować. We dwójkę zawsze raźniej.
- zostaw ją proszę
- no to zacznij pierdolić?
Po co to wszystko?
- Marcel chce cię odsunąć od Piotrka a to jedyny sposób.
- zabijając jego żonę. Bardzo mądrze.
- no
- dobra. Ale to Marcel. A ty? Jaki miałeś powód żeby doprowadzić Martynę do takiego stanu?
- bardzo ją lubię
- i z tego powodu chciałeś ją zabić?
- nie chciałem
- to co tam robiłeś?
- pilnowałem jej
- a nie lepiej było ją uwolnić. Zadzwonić na policję. Teraz i ty odpowiesz za współudział.
- ale moją żonę zostaw w spokoju.
- za późno.
Emil wszedł z wystraszoną dziewczyną.
- spokojnie - mówię do tej kobiety - nie chcemy zrobić pani krzywdy.
- co się dzieje? - pyta
- możecie ją odwieźć spowrotem?
- Kuba. Kim oni są?
- weź panią do mojego gabinetu i zrób jej herbatę.
- nie pij nic od nich - Kuba
- co się dzieje? - Luiza
- Pani mąż dopuścił się brutalnego ataku na moją siostrę.
- co?
- obdukcja wykazała że Martyna. Bo tak się nazywa.
Została 3 krotnie zgwałcona, pobita a do tego przypięta do bomby. W jej żołądku znaleziono 10 woreczków z arszenikiem.
- ty chuju!
- kochanie to nie ja.
- nie mów tak do mnie. Jak mogłeś tak potraktować kobietę?
- to nie byłem tylko ja.
- ale zrobiłeś to. Nie wierzę.
Rzuciła mu obrączką prosto w ryj.
- niech cię tu zabiją - mówi - mogę iść?
Ja nie chcę mieć z nim nic wspólnego.
- tak. - mówię
- nie! - Kubuś - wybacz mi
- nie będę żyła z gwałcicielem pod jednym dachem.
Do widzenia.
Poszła.
- UPS - mówię - co teraz?
- co jeszcze chcesz ode mnie?
- gdzie jest Rafał i Marcel?
- Rafał z żoną. Marcel się ukrywa.
- gdzie? Adresy
- Rafał. Wiślana 30
Marcel. Pustostan przy zjeździe z Mickiewicza.
- jedźcie mi po nich.
- mogę iść?
Parsknąłem śmiechem i wyszedłem.
- Pilnujcie go. Ja wracam do domu
- ok
Wróciłem do domu. Piotrek siedzi z chłopakami z bazy.
- i co? - Piotrek.
- Jakuba dorwałem. - mówię - zostało dwóch
- i co? Żyje?
- ta - mówię - biedny płakał i adwokata chciał.
Śmiejemy się
- ale sprzedał kolegów. - mówię i odczytuje sms - i mam całą trójce. Teraz tylko pozwolenie na odstrzał potrzebuje.
- w Polsce nie ma kary śmierci - Wiktor.
- wiem że nie ma i bardzo nad tym ubolewam. - mówię i się opieram a oni się śmieją.
- dobra z antyterrorysty Kowala stań się Wojtusiem.
Ja idę na dyżur i biorę Ole ze sobą i całą bandę. Zostajesz sam z Martyną. Ona jest nie swoja. Spróbuj wyciągnąć ją na spacer. Może z tobą pójdzie. I widzimy się o 14.
- a gdzie jest teraz?
- poszła się położyć spowrotem.
- ok. - mówię i robię sobie kawę.
- ogarniesz ją czy mam zostać?
- słuchaj pod względem takim że jesteś jej mężem, myślę że potrzebuję ciebie. Ale jeśli już wszystko z nią przepracowałeś i ona po prostu boi się wyjść to ja sobie poradzę.
- wogóle jest taka nie swoja. Chciała się przytulić. Przytuliłem ją. Coś strzeliło dalej i szukała ciebie.
- ok. Mówiłeś jej gdzie Jestem?
- że poszedłeś ogarnąć papierologie.
- idź. Jak coś to będę dzwonił.
Poszedłem zerknąć do Martyny. Śpi. Wróciłem do wszystkich.
- a dzieci?
- są u twojego ojca
- gdzie? - pytam a oni się śmieją.
- bardzo chciał spędzić czas z wnukami i Ola się zgodziła.
- biedne dzieci. Wrócą gotowe do służby.
Śmieją się.
- coś jeszcze Panie przełożony? - pytam
- zróbcie zakupy - mówi - i dopilnuj żeby zjadła coś bo zaczyna cyrkować.
- tak jest - mówię i staje na baczność. - a ty pilnuj Olafa. Podstawie wam Emila pod bazę w razie czego.
- żadnego Emila - Ola - nie lubię go.
- o to chodzi. Nie macie się lubić.
Przytuliliśmy się a oni się śmieją.
- nie masz kogoś innego? Może Krzysiek.
- nie. Bo on do ciebie zarywa a dentysta drogi.
- uuu zazdrosny - Ola
Śmieją się a ja się uśmiecham.
- jeszcze nie widziałem żebyś był zazdrosny - Wiktor
- Jestem. - mówię
- przynajmniej się przyznaje. - Ola
Śmiejemy się.
- jestem w chuj zazdrosny. - mówię
- a od Krzyśka to musiałam go siłą odciągać i nie było to łatwe.
Przytulam ją a oni się śmieją.
- a ty jesteś zazdrosna? - Wiktor
- nie.
- nie kłam - mówię - powiedziała że jeszcze raz to wam oczy wydłubie i to nie były hormony.
- zabije cię.
- tak mówiłaś przecież - mówię - więc lepiej się na mnie nie patrzcie.
Śmiejemy się.
- dobra idziemy - Piotrek
- uważaj na siebie - mówię i daje Oli buziaka
- dobrze mężusiu
- umieram? - pytam
Śmieją się a ona wykrzywiła mi nos. Ubieram jej kurtkę i dałem jej buziaka.
- bądź grzeczna - mówię
- odbierzesz mnie z komisariatu?
Patrzę na nią a oni się śmieją.
- dobzie tato. Będę grzeczna - mówi
- o co chodzi z tym komisariatem.
- kiedyś wam opowiemy bo to dłuższy temat.
Śmiejemy się.
- pilnuj się jego - pokazuje na Piotrka
- dobzie tato. Buziak - dała mi buziaka - i pa pa
Poszli a ja zamknąłem drzwi.
Poszedłem do Martyny.
- Tuptuś - mówię - pora wstać. Wojtusiowi bardzo się nudzi i ma ochotę coś odjebać.
Śmieje się i obraca się do mnie.
- no wstawaj. - mówię - ale już.
Uderzyła mnie poduszką.
- poduszką na mnie? - pytam i jej oddaje lekko. - a masz.
Śmiejemy się.
- co to zostawili nas samych?
- tak. Mamy całą chatę.
Śmiejemy się.
- to śpimy. - mówi.
- dziwnie się na mnie patrzyli jak powiedziałem że spaliśmy razem
- po co im to mówisz?
- byłem najebany
Śmiejemy się.
- ja powiedziałam Piotrkowi ale on się śmiał.
- walić ich - mówię - chodź na spacer.
- nie. - mówi przerażona.
- co jest młoda? - pytam i patrzę na nią.
- nic - mówi a ja na nią patrzę.
- przecież widzę - mówię - będę z tobą. Przejdziemy się. Zrobimy zakupy. Może pójdziemy do kina. Powygłupiamy się.
- chyba nie jestem gotowa tak po prostu wyjść.
- wiem że się boisz. Wiem, że nie chcesz mnie narażać.
Ale Tuptuś. Prędzej czy później, będziesz musiała wyjść z domu a ja z tobą. I nic się nie wydarzy. Zobaczysz.
Nie unikniesz tego. Strach trzeba przełamywać. Krok po kroku. Nie możesz dać się zastraszyć. Nikomu. Oni muszą zobaczyć że nie dadzą rady ciebie zniszczyć.
- Ale ja nie chcę żeby ci się coś stało... I to przeze mnie.
- nic mi się nie stanie. Przy tobie jestem bezpieczny. Ja Jestem wyszkolony. Że wam wszystkim wydaje się że nie ma już odwrotu, ja widzę jak mam cię z tamtąd wziąść. Czasami są to sekundy. Czasem minuty.
Które przeważają na tym czy przeżyjesz. I ja wiem, że nie jest to łatwe, ale taką mam pracę. Tak jak ty ratujesz życie ludzią i robisz wszystko żeby przeżyli. Ja robię z tobą. Dokładnie to samo. Tylko że ty najpierw dbasz o siebie a ja robię wszystko żeby ciebie uratować a potem zastanawiam się nad sobą.
I wiem że się się boisz że pewnego dnia uratuje ciebie a sam umrę. To normalne. Zżyliśmy się za bardzo i nie powinien już być twoim ochroniarzem. Powinienem dać ci kogoś innego.
- nie chce innego - mówi
- no właśnie. Ja też nie wyobrażam sobie chodzić za kimś innym niż ty. Zazwyczaj to ja cię wynoszę i jestem z tobą. Więc albo umrzemy razem albo wcale. Ale co będzie to będzie. Na to nie mamy wpływu. Każdy z nas, prędzej czy później umrze. Takie życie.
I powiem ci to samo co powiedziałem Oli. Chodźby miało mnie tu nie być, przy was. Ja i tak będę. Czy tam u góry, czy w piekle. Będę i będę was chronił. Będę wam się ujawniał jak mogę i grał na nerwach Strzeleckiemu.
Wycieram jej łzy.
- tego nie unikniemy. I nie ma co czekać na ten dzień. Tylko żyć tu i teraz. Cieszyć się życiem. Więc tak.
Nie płaczemy. Wstajemy. Pani Tuptuś się ubiera i idziemy.
Przytuliliśmy się mocno i dałem jej buziaka.
- chodź - mówię
Wstała i poszła się ubrać. Po chwili przyszła ubrana.
- a gdzie uśmiech? - pytam
Uśmiechnęła się.
- czy jest coś co zawszę chciałaś zrobić ale się bałaś?
- skoczyć na bungee - mówi
- mówisz i masz. Idziemy. - mówię
- co?
- dzisiaj pokonujemy strach. - mówię
Pojechaliśmy autem na miejsce skoku na bungee.
Wypełniliśmy kwestionariusze i zapinają nas.
- Wojtek może nie. - mówi
- nie ma odwrotu Tuptuś - mówię
Wyjeżdżamy na górę z gościem. Martyna się trzęsie.
- Nie patrz w dół. - mówię - i oddychaj. Głęboki wdech i wydech
- to jest szalone - mówi
- mi nie trzeba powtarzać dwa razy. - mówię - gotowa?
Patrzy na mnie.
- ty serio mówisz?
Śmiejemy się z tym gościem.
- no raczej. Tuptuś.
- jesteś szalony
- teraz to wiesz?
- yhym.
- to patrz.
Przechyliłem nas i polecieliśmy.
Śmiejemy się. Odbijamy się kilka razy a później nas odpinają.
- to już? - pyta
- już - mówię
- nie było tak strasznie.
- o to chodzi. - mówię i wstajemy.
Zapłaciłem i idziemy do auta.
- to że coś wygląda na przerażające nie znaczy że takie musi być. My w mózgu mamy barierę. Odruch, który nas zatrzymuje. Czasami powstała na skutek jakiś wydarzeń, czasami to kwestia wychowania a czasami to my sami stawiamy sobie takie bariery. I tak samo jest z życiem. To normalne że się boisz. Bo kto się nie boi.
Ja też się boję. Czasami są takie sytuacje że czuję się bezradny. Wpadam w panikę. Ale nauczyłem się jednej ważnej reguły. Albo teraz się poddam i stracę albo biorę się w garść, stawiam czoła przeciwnością i nie poddaje się. Walczę do końca.
I ty też tak musisz.
Że ktoś ci mówi. Martyna nie. Nie dasz rady. To ty powinnaś wstać. I z podniesioną głową im powiedzieć to jeszcze kurwa zobaczysz. I oni najpierw będą się śmiać. Będą bo stwierdzą że cię pojebało. A potem będą w wielkim szoku że tego dokonałaś.
Bo żeby ktoś miał cię traktować tak jak chcesz to musisz zacząć to ty układać w głowie.
Od ciebie się wszystko zaczyna.
Powiesz że będziesz nieudacznikiem. Będziesz.
Chciałbym żeby wróciła Martyna za czasów kiedy mnie nie było. Bo mnie dochodzą słuchy, że odebrałem ci temperament, pewność siebie i radość z życia. I jeśli tak jest to przepraszam. Chętnie poznam tą Martynę.
- to nie prawda - mówi
- to mi to udowodnij. Postaw mi się. Nie bój się mnie.
Wiadomo że mi jest łatwiej jak jesteś grzeczna, ale niech wróci pewna siebie Martyna. Ta Która potrafi wyjść a nie chowa się za Wojtusiem. Ja będę. Zawsze będę Tuptuś. I nie bój się im postawić. Odpowiedz im. Nie dasz rady pomogę, ale nie daj się zaorać z błotem.
***
*Piotrek*
Przyjechała kontrola i wychodzi że mam przejebane.
- Widzi pan to? - gościu rzuca mi przed nos recepty które sobie wystawiałem - co to jest? Ja panu powiem.
Recepty od Pana dla Pana. I co? To jest normalne.
- ma pan rację. To nie jest normalne. - mówię - ale stało się. Czasu nie cofnę.
- kto tu wszystkiego pilnuję?
- Moja żona a jak jej nie ma to ja.
- czyli właśnie! Kryję pana.
- bzdura. - mówię - Moją żonę proszę zostawić w spokoju.
- zadzwonimy do niej. - mówi - i bardzo proszę żeby tu przyszła
- słucham? Dzisiaj ma wolne i będzie do pana przychodziła. Załatwi to pan ze mną a ja jej przekaże.
- nie - dzwoni do Martyny. - dzień dobry. Czy dodzwoniłem się do Pani Martyny Strzeleckiej?
- tak. - Martyny głos - słucham
- bardzo mi miło. Chciałbym aby pani przyszła do stacji ratownictwa medycznego. Dzisiaj. To nie jest rozmowa na telefon. Czy mogę na to liczyć?
- dobrze. Za niedługo będę. A czy coś się stało?
- wszystko wyjaśnię na miejscu. Do zobaczenia.
***
Przyjechała Martyna z Wojtkiem i weszli do gabinetu.
- Dzień dobry - Martyna
- dzień dobry - ten facet.
- cześć Kochanie - ściągam jej płaszcz.
- a Pan to kto? - ten facet do Wojtka
- ochroniarz Pani Martyny - Wojtek wyciąga legitymacje.
- Pan zostaje w takim razie a Pan Strzelecki proszę żeby zaczekał za drzwiami.
- ale o co chodzi? - Martyna
- luz - Piotrek - poczekam szefowo
Wyszedłem z gabinetu.
- co jest? - Wiktor
- mam przejebane - mówię
- no jak już delegacja przyszła - Ola - to serio.
Śmiejemy się.
*Martyna*
- Pani Martyno. Powiem prosto. Pani mąż wypisywał sobie recepty na silne leki przeciwbólowe a pani nie wyciągła z tego żadnych konsekwencji.
- Nie wiedziałam że to robił
- najlepiej udawać że nic się nie wie. Kryć męża, ale to standard. Żona zawsze męża kryje.
Dlatego, nie przedłużając. Pozbawiam pani funkcji kierowniczych , ale to pani zostawiam znaleźć zastępcę na swoje miejsce. A pani mąż zostaje pozbawiony statusu lekarza. Zostawiam mu ratownika lecz powinienem całkiem pozbawić go praw wykonywania zawodu.
Czy coś chciała by pani powiedzieć?
- ugryzę się w język bo widzę że nagrywa pan rozmowę i nie poinformował pan mnie o tym. Więc myślę że dla świętego spokoju po prostu się rozejdziemy.
Czy coś mam podpisać?
- tak tak.
Podał mi dokumenty.
- tu proszę wpisać imię i nazwisko pani zastępcy.
- czy ta osoba musi mieć wiedzę medyczną?
- tak. Najlepiej jakby była lekarzem.
- cholera. - mówię i patrzę na Wojtka - masz uprawnienie lekarza?
- nie - śmiejemy się a ten gościu na nas patrzy
- to zrób. - mówię
- o nie nie. - mówi
- a mam pan jakąś wiedzę medyczną?
- tak. Jestem przeszkolony z wszystkich zakresów.
- Kim pan jest?
- ale ja nie zamierzam tutaj rządzić - Wojtek
- dobra - mówię i wpisałam Wiktora - nie to nie.
Podpisałam i oddałem papiery.
- łatwo poszło - ten facet - ogłosi pani reszcie powstałe zmiany?
- tak - mówię
Ten gościu poszedł a my wyszliśmy z gabinetu.
- Piotrek przebieraj się - mówię - i strój lekarza na biurko.
- co? - wszyscy
- no raz dwa - mówię i daje mu papier. Poszedł. - Druga rzecz. Od teraz naszym szefem jest Wiktor.
- Martyna... - Wiktor
- miałam kogoś wskazać więc jesteś ty.
- ale dlaczego? - Tomek
- właśnie - Piotrek - mnie to rozumiem, ale ciebie?
- stwierdził że cię kryje. Także ten.
- ale ja się nie zgadzam - Wiktor
- to nie do mnie. Ja musiałam kogoś wpisać. - mówię i oddaje mu klucze do bazy - ogarnij ten burdel. Naura.
- ale Martyna? Jak ja mam to ogarnąć? Jeden zespół całkiem rozwalony i to eska.
- nie do mnie pretensje. Ja się już tym nie zajmuję.
Mówię i ubieram kurtkę.
- już idziecie? - Julka
- tak - mówię - bajo
Wyszliśmy z bazy a za nami Piotrek z Olą.
- jak bardzo jesteś wkurwiona? - Piotrek a Wojtek z Olą się śmieją. Obróciłam się do niego.
- pogadamy w domu. - mówię - nie róbmy sensacji. I tak już mają o czym gadać.
Wystawił ręce żebym się przytuliła. Przytuliłam się.
- ale serio? Wiktor?
- chciała mnie - Wojtek - więc ten.
Śmiejemy się.
- serio. Nie miałam nikogo. Panie Ratowniku.
- chcę jeździć z tobą - mówi - Pani Doktor
- rozmawiaj z Wiktorem. Idźcie. Na pewno będzie chciał zrobić odprawę.
- ok. Czyli będę żyć?
- musisz. - mówię - mamy dzieci do wychowania.
Odprowadzili nas do auta i poszli.
- się porobiło - Wojtek
- przeczuwałam że tak będzie. - Martyna - ale przynajmniej mam więcej wolnego czasu.
Zero grafików i papierologii. Żyć i nie umierać.
Śmiejemy się.
CZYTASZ
In my Dreams 3
FanficMartyna i Piotr wciąż przeżywają mnóstwo przygód. Po jednej z nich Piotrek zaczyna się zastanawiać, co może zrobić, aby jeszcze lepiej zadbać o bezpieczeństwo Martyny. Los szybko podsuwa mu pewien pomysł. Podczas porannego biegania spotyka nowego...
