41. Co Mam Robić?

50 1 0
                                        

*Wojtek*
Wracam z bazy i widzę Martyne. Leży na ulicy. Podbiegłem do niej zatrzymując auta.
- Martyna słyszysz mnie? - wołam
- karetka już jedzie - jakiś facet - zemdlała na przejściu.
- zemdlała - mówię i sprawdzam czy oddycha - rozstaw trójkąt bo nas tu przejadą. Albo nie. Czekaj.
Wziąłem ją na ręce i przeniosłem na chodnik. Dzwonię do Piotrka. Dałem na głośnik.
- ona...
- mam ją - mówię - zemdlała na pasach. Oddycha. Co mam robić? Podać jej ten lek?
- oddycha. To nie. Dopiero jakby się zatrzymała. Wezwij karetkę.
- już jedzie - mówię
Przyjechała karetka.
- pogotowie ratunkowe... - Wiktor - Wojtek. Martyna. Co się stało?
- zemdlała na pasach - ten facet.
- a co było wcześniej?
- nie wiem. Zajmij się nią
Podpięli jej monitor.
- jak nie wiesz? - Tomek
- normalnie. - mówię - wracałem z bazy. Zauważyłem ją to podbiegłem. Pan już się nią zajął.
- zatrzymała się
Dałem im lek.
- Piotrek kazał podać jak się zatrzyma
Podali jej i po chwili wróciła.
Odetchnąłem z ulgą.
- zabieramy ją. - Wiktor
- jej rzeczy - ten facet zbiera z ulicy i mi daje.
- dziękuję - mówię
Wzięli ją do karetki. Wsiadłem za jej głowę i dzwonię do Piotrka.
- jedziemy do szpitala - mówię
- co z nią?
- zatrzymała się - mówię - podaliśmy jej ten lek.
- ok. Spotkamy się w leśnej Górze. - mówi
- ok.
Rozłączył się.
- to nie możliwe. Musiała być z tobą. Była blisko twojej bazy.
- może szła do mnie - mówię - nie wiem. Ocknie się to nam powie.
- były by jaja jakby była za tobą cały czas a ty jej nie widziałeś - Tomek
- za kogo ty mnie uważasz? - pytam
Po chwili byliśmy w szpitalu. Oddali ją na SOR do Frania.
- co z nią? - pytam
- coś się wydarzyło przed tym?
- nie byłem z nią. - mówię - byłem w bazie. Wychodziłem ona była w domu. Znalazłem ją na pasach nie przytomną. Jakiś facet się już nią zajął.
- yhym. To co ostatnio. Musiała się wystraszyć - mówi
- ale długo jest nie przytomna - mówię
- zrobimy jej badania. Dzisiaj tu nocujecie.
Porobili jej badania i przewieźli ją na salę. Biegnie Piotrek.
- co z nią?
- musiała się czegoś wystraszyć - mówię - ale robią jej badania. Dzisiaj z Tąd nie wyjdzie. Co się wydarzyło po tym jak wyszedłem?
Wziął głęboki oddech i pokazuje na ludzi z bazy.
- dobra. Wejdź do niej - mówię
- dziękuję - mówi
- nic nie zrobiłem - mówię a on wszedł. Przyjechał mój teść.
- co jest? - pyta
- zemdlała - mówię - nie miałeś lecieć?
- nie. Oni tylko lecą. Byłeś przy tym?
- nie - mówię - i nie wiem co się stało przed.
- ale nie denerwuj się - mówi - tylko pytam.
- jak każdy - mówię
- a gdzie ochroniarz co miał iść za nią. Ten z pod bramy?
- była sama. Jakiś facet jej pomagał.
To dobrze, że nie wpadła pod to auto.
- wpiszę ci wolne dzisiaj. Możesz iść
- nie. Bo co? Bo coś się stało a ja z nią nie byłem? Nie ma bata. Zaczynałem pracę o 10. Jest 10.15. A jak mnie wezwą to wezwą. Odpowiem zgodnie z kodeksem.
Jedź do Oli. Została sama.
- jest z nią Tomek - mówi - ma ją na oku.
Ale jadę zobaczyć wnuczkę.
Poszedł. Piotrek mnie woła na salę.
Wszedłem.
- wyszła z domu. Nawet Nie wiedziałem kiedy. Usłyszała, że wyszli.
- i szła po mnie - dokańczam. - musiała ich spotkać po drodze.
- znajdę ich i...
- nie. Nie zbliżaj się do nich. - mówię - mało ci po ostatnim?
- a jak coś zrobią? - pyta
- to pójdą siedzieć. Ola ma ochronę. A ty się trzymaj z daleka od nich a blisko Martyny.
Wyszedłem przed salę.
- 00 do 001 czy ty jesteś na służbie
- 001 do 00. Tak jestem na służbie - mówię
- dobra. Wystarczyło napisać.
- wybacz - mówię
- luz. Wbiłam cię od 10.
- ok. Dziękuję.
- czy to była Ola? - Kornelia
- faktycznie - mówię - 001 do 00. Oluś. Czy To ty?
- nie tu 00 - śmiejemy się -  skapłeś się czy ktoś ci powiedział?
- Kornelia - mówię - to ona cię sprzedała.
Śmiejemy się.
- niespodzianka Kowal - Ola - podoba się?
- pewnie. Miło cię słyszeć a nie tego glonojada
Wyłączyła mnie.
Przyszedł mi SMS.
- oni wszyscy cię słyszą - czytam - świetnie
Odpisałem jej.
"zapomniałem"
Śmieją się.
- wyszedł Piotrek.
- muszę lecieć po dzieci - mówi - mają gorączkę. Zadzwoń jak się ocknie.
- ok - mówię
Wszedłem na salę i usiadłem obok jej łóżka. Przyszedł Franek.
- nie ocknęła się? - pyta
- nie - mówię
- nie dobrze - mówi i patrzy na
monitor. - nie mogę jej nic podać bo podali jej ten lek. Po którym powinna otworzyć oczy. A tego nie zrobiła
To na pewno był ten?
- no tak - mówię i pokazuje mu - to im dałem.
- oni to podali?
- wstrzykiwali jej.
- dopytam ich czy to podali bo jacyś dziwni są. Zaraz wrócę.
Poszedł z nimi pogadać.
- tuptuś. Proszę. Ocknij się - mówię i chwytam ją za rękę.
*Franek*
- czyli co? Nie podaliście jej bo mu nie ufacie? A jakby umarła?
- wróciła? - Wiktor - wróciła. A To Nie wiadomo co on ma.
- lek który sam jej przepisałem - mówię i wróciłem na salę. - daj mi ten lek.
*Wojtek*
- nie podali jej? - pytam
- nie - mówi i jej podał - nie wiem co między tobą a nimi zaszło, ale ci nie ufają. Ja Ci ufam. Wierzę żebyś jej krzywdy nie zrobił.
- chociaż ty
- módlmy się żeby nie było za późno.
Jak się ocknie zawołajcie mnie. - ostatnie słowo skierował do pielęgniarek.
Wyszedł i się kłóci z nimi.
- słyszałaś tuptuś - mówię - nie ufają mi.
Wziąłem głęboki oddech i powstrzymuje łzy. Obróciłem się żeby nie widzieli. Po chwili otworzyła oczy. Wytarłem szybko łzy żeby nie widziała.
- o witamy - mówię - gdzie to tuptałaś beze mnie?
- po ciebie - mówi
Pielęgniarka poszła po Franka.
- ooo. Kopę Lat Martyna.
- umieram? - Martyna słabo
- nie na naszej warcie - Franek
- zapomnij - mówię - widok krat do mnie nie przemawia
Zaczęliśmy się śmiać.
Poszedł.
- a co się stało? - pyta
- zemdlałaś na pasach. Powiem Ci, że całkiem przystojny facet cię ratował.
- o cholera - mówi - a wolny czy zajęty?
- nie sprawdzałem
- no jak możesz
Śmiejemy się.
- Piotrek wie?
- wie wie - mówię - siedział przy tobie, ale zadzwonili z przedszkola, że maluchy mają gorączkę.
- no to pięknie - mówi
- a my mamy randęczke w szpitalu. Przed nami cała noc.
- świetnie - mówi - czyli jednak umieram?
- nie. Porobią ci badania i jutro zwiewamy. - mówię - zadzwonimy do Piotrka. Bo na pewno czeka.
Dzwonię i dałem na głośnik.
- ocknęła się - mówię
- uff - Piotrek
- żyje - Martyna
- to dobrze. Nie wykręcaj nam takich numerów. Za chwilkę wam przywiozę rzeczy i jedzonko.
- a jak tam maluchy?
- usnęły. A Ola mnie wygania. Mówi, że da sobie radę.
Zaczęliśmy się śmiać
- ta to normalnie aparatka - mówię - do pracy wróciła i nic nie powie.
- w domu jest - Piotrek w szoku
- co mnie obgadujesz Kowal - Ola
Śmiejemy się.
- zaraz będę - Piotrek
- ok
Rozłączył się.
- wpuścić ich do ciebie? - pytam
- wiesz chyba nie. Dziwnie się patrzą. Raczej wolę żeby tam zostali.
- ok. Rozumiem - mówię.
Nie chce jej mówić. To by źle wpłynęło na jej stan zdrowia.
- wszystko wporządku? - pyta
- tak - mówię i się uśmiecham
- kłamiesz - mówi
Zaczęliśmy się śmiać.
- co się wydarzyło wcześniej? - pytam
- mieli wonty o to, że wyszedłeś w godzinach pracy beze mnie - mówi - później wydali, że Tadek i Maniek wyszli z więzienia. Wyszłam z domu myśląc że któryś z ochroniarzy pójdzie za mną i spotkałam ich. Pytali o ciebie. Zaczęłam biec a dalej nie wiem.
- szłaś po mnie. - mówię - a SMS?
- niepodzianka - mówi jak dziecko
Zaczęliśmy się śmiać.
- za takie podziękuję - mówię
Przytuliliśmy się.
- przepasiam - mówi jak dziecko
Śmiejemy się.
- to zawsze działa - mówi.
- o ty - mówię i ją łaskotam aż odłączyła nam się elektroda i zaczęło pikać. Franek przybiegł.
- przypał - mówię i się śmiejemy
Odetchnął z ulgą i przypiął spowrotem.
- przepasiam - mówię
Śmiejemy się.
- Kowal - Franek
- ja nie chciał - mówię
- co to było?
- niepodzianka - mówię
Śmiejemy się.
- nie mogę - Martyna
- oddychaj. - mówię
Poszedł.
- pip pip pip - mówię i się śmiejemy. Razem z pielęgniarką
*Franek*
- co to było?
- elektroda jej się odpięła - mówię
- uff
- możecie z Tąd iść - mówię - raczej nie wejdziecie do niej.
- nie chcemy - Wiktor - patrzymy na niego. Już ci mówiłem. Nie Ufam mu.
- komu nie ufasz? - Piotrek.
- o jesteś - mówię - mogę cię na chwilę.
- pewnie. Tylko dam im jedzenie.
- ok
*Piotrek*
Wszedłem na salę.
- siemanko - mówię
- siemanko - mówią się śmiejąc
- było pip pip - Martyna
Zaczęliśmy się śmiać.
- dobrze, że się śmiejesz. To chce
widzieć - mówię i dałem jej buziaka. - tu macie jedzenie. Rzeczy. Idę do Frania bo coś chciał.
- okej - mówią
Wyszedłem z Sali.
- i co? Już idziesz?
- Franek chciał pogadać - mówię - a wy to wiecie. Już Chyba dość na dziś.
Patrzą na Wojtka jak karmi Martyne. Potem on je. I na zmianę.
- zmiatać - mówię - taranujecie drogę
Poszedłem do Frania.
- dobre czy złe wieści? - pytam
- chyba złe - mówi - ale nie chodzi o Martyny zdrowie
- nie strasz mnie bo położysz mnie obok niej - mówię
Zaczęliśmy się śmiać.
- chodzi o to, że Wojtek dał im lek. Żeby jej podali bo się zatrzymała. Wiktor od niego wziął, ale podał jej tylko Adrenalinę. Wojtek myślał, że to było to.
Mi też tak powiedzieli, że podali jej ten.
Czekamy aż się ocknie. I nic. Przyszedłeś. Też nic. Poszedłeś. I coś mnie czknęło czy to było to. Wojtek zestresowany pokazuje mi tą ampułke.
No to jest to. Poszedłem do nich. A Wiktor mówi, że jej tego nie podał bo on mógł podmienić. Nie ufa mu. Wszedłem spowrotem na salę i mówię do Wojtka żeby dał ten lek. Powiedziałem mu to co oni, ale dodałem, że ja mu ufam.
- no ja mu też ufam - mówię - on nic jej nie zrobi. Jak on zareagował?
- zmieszał się i odwrócił ode mnie wzrok. Oczy mu się zaszkliły.
- się nie dziwię. Nic Nie robi a traktują go jak potwora.
- co oni mają do niego?
- to, że jest z Martyną - mówię - nie dociera do nich, że jest jej ochroniarzem i bratem. Czyli jednak bierze to do siebie.
- bierze - mówi - wyglądał jakby zgasł. Po prostu. Jak się ocknęła to się z nią śmieje, ale tak to już był załamany.
- odwraca jej uwagę - mówię - a to pip pip to co to było?
- łaskotał ją i odpiął elektrode - śmiejemy się - ale strach był
- to ile ją potrzymasz?
- do jutra - mówi - ich zatrzymam
- ok
Wracam do nich a Wiktor mnie zatrzymał.
- no co? Co jeszcze zrobił? - pytam - Dobrze wiesz, że bez tego leku ona by umarła. On nie patrzy wam na ręce a może powinien.
Odeszli ode mnie a ja wziąłem głęboki oddech. Wszedłem na salę a oni grają w kółko i krzyżyk.
- o jesteś. - Wojtek - ona mnie ogrywa
Śmiejemy się.
- zjedliście? - pytam
- tak. - mówią
*Wojtek*
Zostawiłem ich na chwilę i wyszedłem przed salę. Dzwonię do Oli.
- słucham cię mężu
- A witam żono - mówię - informuje, że masz wolne łóżko dzisiaj.
- uuu ok - mówi
Śmiejemy się.
- a jak z Martyną? - pyta
- no spotkała ich po drodze. Wystraszyła się i zaczęła biec. Na moje oko nic jej nie jest. Broimy.
- no to dobrze. - mówi - nic się nie przejmuj. Nie Możesz być wszędzie.
- yhym
- no nie yhym. - mówi
- jak tam Maja?
- z dziadkiem się bawi.
- no to dobrze. Ucałuj ją ode mnie.
- nie smuć się - mówi - bo tam przyjdę i nakopie ci do dupy.
- agresywna się zrobiłaś
Zaczęliśmy się śmiać.
Skończyłem rozmawiać.
Ludzie z bazy dalej stoją.
Oparłem się o ścianę.
- kiedy wychodzi? - Wiktor.
Udałem, że nie słyszę.
- Kogo spotkała?
Patrzę do nich. Rozmawiają.
- odezwiesz się?
Oj nie chcesz żebym się odezwał.
Idzie Franek.
- co tam? - pyta
- wporządku. Tatuś kazanie prawi - mówię
Zaczęliśmy się śmiać
- a brat powtórzy?
- próbowałem wcześniej to przepasiam i niepodzianka
Śmiejemy się
- a mówiła co się wydarzyło?
- wyszła z domu po mnie bo usłyszała, że Tadek i Maniek wyszli z więzienia. Myślała, że ochroniarz z pod bramy za nią pójdzie a ten się nie ruszył. Spotkała ich po drodze. Zaczęła biec. I zemdlała.
- czyli standard - Franek
- nie da się nic zrobić z tym? - pytam
- no nie. Bo to ma w głowie - mówi - można nie dopuścić do tego żeby ona się wystraszyła.
- no to trzeba to robić - mówię
- wystarczy podać jej lek.
- to jak się zatrzyma a jak tylko zemdleje?
- posadzić ją. Dać jej wody. A jak jest nie przytomna to nogi do góry.
- ok - mówię
- lecę do innych pacjentów.
Poszedł.
- widzisz. Powinieneś z nią być wtedy.
Ziewam.
Wiktor chce wejść na salę a ja mu zagrodziłem przejście.
- co robisz?
- to co widzisz - mówię - wykonuje swoją pracę.
- przecież nic jej nie zrobię
- nie ufam ci - mówię
Odszedł wkurwiony. 1:1
- żebyś tak wszystkich od niej odsuwał.
- od dzisiaj zaczynam - mówię - fajnie, nie? Powinno ci się spodobać.
- kiedyś do niego dojdzie, coś ty za jeden.
- myślę, że już dotarło - mówię
Biegnie Góra z ciasteczkami.
- ooo. Ciasteczka ją wyleczą.
- mówisz? Ale kontrola jakości.
- a no tak tak.
Wziąłem jedno i jem. Pokazuje Martynie a ona mi grozi palcem.
Otworzyłem drzwi.
- kontrola jakości - mówię - doktorek wchodzi. A ty już nie przynudzaj.
- ty
Śmiejemy się.
Gòra wszedł a Wiktor też idzie.
Zamknąłem drzwi.
- ty nie - mówię i macham do Martyny.
- a ja mogę? - Kornelia
- ona bez ciebie żyć nie może. - mówię i ją wpuszczam - leć.
Piotrek wyszedł..
- ooł - mówię - Hi
Zaczęliśmy się śmiać.
- nie wiedziałem, że teraz za bramkę robisz
- awans - mówię
Zaczęliśmy się śmiać.
- on mnie nie chciał puścić
- dalej nie chce - mówię
- i bardzo dobrze. Najwidoczniej ci nie ufa.
- no dobrze. Możesz wracać do żony
- ona mi kazała wyjść po ciebie
- oke
Śmiejemy się i weszliśmy na salę.
- no nareszcie - Martyna - a nie stoisz jak pies pod drzwiami
- hau - mówię
Śmiejemy się i jemy ciasteczka.

***
Piotrek zbiera się do domu. Martyna się ogarnia w łazience.
- wiesz, że nie musisz? - pyta
- wiem - mówię - ale chce ją mieć na oku.
- dziękuję - mówi
- luz. Miej oko na Ole. - mówię
- nic jej nie grozi - mówi - trafili spowrotem. Byli za blisko...
Zaczęliśmy się śmiać.
- a i nie przejmuj się nimi. Wiktor chce cię wyprowadzić z równowagi. Nie daj się - mówi - ufam ci jak nikomu innemu. Mam nadzieję że to wiesz.
- inaczej by mnie tu nie było - mówię - dzięki.
Przytuliliśmy się i Przyszła Martyna.
- to co? Ja lecę - Piotrek daje Martynie buziaka - jak coś to dzwońcie. I nie wojujcie za bardzo.
- dobrze tato - mówimy
Zaczęliśmy się śmiać
Przytulił się z Martyną i poszedł.
Martyna zesmutniała. Przytuliłem ją.
- tylko dzisiaj tuptuś. Tylko dzisiaj
- oby - mówi
- wskakuj na łóżko - mówię
Położyła się a ja usiadłem koło niej.
Wzięła moją rękę i się do niej przytuliła.
Uśmiecham się.
- nigdzie ci nie ucieknę - mówię
- wiem - mówi i zamyka oczy - dobranoc
- dobranoc - mówię i ją Objąłem. - tak ci będzie wygodniej
- ale tobie jest nie wygodnie - mówi
- wygodnie - mówię i oparłem się o jej poduszkę
Śmiejemy się.

***
*Piotrek*
Wszedłem do domu. Cisza. Ola siedzi i ogląda serial.
- jestem - mówi
- i jak tam? - pyta
- porobią jej badania i jutro wyjdzie.
Wyjdą.
Śmiejemy się.
- bardzo się przejął - mówi a ja idę do niej
- wiem - mówię - próbowałem z nim pogadać, ale nie chce żeby Martyna nie słyszała
- o czym? Że się obwinia
- a to ty nic nie wiesz - mówię - to nic nie mówię
- chodź tu i gadaj
Śmiejemy się.
- poszło o to, że dał Wiktorowi lek jak Martyna się zatrzymała a on jej tego nie podał. Wojtek myślał, że wstrzyknął bo zobaczył strzykawkę. A To była tylko adrenalina. Frankowi powiedzieli to samo. I czekają aż się ocknie. Dopiero Franek poszedł do nich czy na pewno jej podali. A Wiktor, że nie podał bo nie ufa Wojtkowi.
- o Boże - Ola
- Franek mówi, że Wojtek jak to usłyszał to zgasł. - mówię - niby udaje, że go to nie ruszyło
- ruszyło ruszyło - mówi i kręci głową
- Wiktor go sprawdza ile wytrzyma - mówię - ze mną też tak robił. I robi dalej.
- co by było gdyby jej nie podali...
- jeszcze godzina i by jej... Nawet Nie chce o tym myśleć. Też nie chciałem się z nimi kłócić bo przecież ona wszystko widzi.
- ona też się załamie jak to usłyszy
- wkurzy się - mówię - i ciśnienie jej skoczy. A Franek ją w takim stanie nie wypiszę.

***







































In my Dreams 3Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz