127. Telefonu nie masz?

27 1 1
                                        

*Wojtek*
Wracam do domu po spotkaniu.
Po drodze kupiłem cieplutkie bułki.
Pod bramą stoi Wiktor, który się awanturuje.
- powiedz im coś - Wiktor
- ok - mówię - coś
Śmiejemy się a ja wchodzę za bramę.
- wpuść mnie - mówi
- nie. Dla dobra Martyny. Awanturujesz się a ona potrzebuje w tym momencie spokoju.
- oddajcie ją do ośrodka. Pomogą jej tam
Poszedłem do domu a tam zamieszanie.
Martyna się do mnie przytuliła.
- co się dzieje? - pytam - gdzie Piotrek?
- poszedł wyjaśniać sprawę. - Dziadek
- chcą mnie zabrać siłą gdzieś - Martyna wystraszona.
- nie bój się. Nigdzie cię nie zabiorą. - mówię
- na pewno?
- na pewno. Sama Nigdzie nie pojedziesz.
Jemy śniadanko?
- yhym
Szukam Oli.
- gdzie Ola?
- jestem. - Ola wychodzi z łazienki
- uff
Śmiejemy się.
Robię śniadanie i Martyna smutna.
- Tuptuś - mówię - niczym się nie martw.
Najgorszym wypadku pojedziemy tam razem.
I jak nas zamkną tak szybko nas wypuszczą.
Gwarantuje ci to.
Śmiejemy się.
- gorzej jak uznają że ty potrzebujesz leczenia a nie Martyna - Ola
- ale by jaja były - mówię
Śmiejemy się.
Zrobiłem śniadanie i jemy.
Wrócił Piotrek.
- i co tam? - Martyna
- wszystko ok - mówi i daję jej buziaka.
- my tu już mamy plan awaryjny. - Mówię a Martyna się śmieje
- mam się bać? - Piotrek
Śmiejemy się.
- my tam zrobimy imprezę - Martyna - będą dzwonić żebyś nas odebrał
- musimy spakować dużo ciasteczek
Śmiejemy się.
Dziewczyny poszły się ubrać.
- dziękuję - Piotrek do mnie
- nic nie zrobiłem. A wręcz powiedziałem jej że z nią pojadę a mogą się nie zgodzić.
- ale się uspokoiła. Imprezę będzie robić - Piotrek
- a ty co załatwiłeś?
- Przyjadą po nią o 15.
- kto powiedział że ich wpuszczę - mówię
Śmiejemy się.
- to jaki plan? - pytam
- nie wpadajmy w panikę. Tak łatwo jej nie oddamy.
Jak przyjadą to zobaczymy.
- rób kawę a nie pierdol
Kręci głową i poszedł.

***
Wybiła godzina 15. Przyjechała policja i białe auto.
- nie wpuszczajcie nikogo - mówię do radia
- i wywalone - Ola
- dobra idę z nimi pogadać - Piotrek
- na co? Niech kombinują jak wejść - mówię i koloruje z Martyną kolorowankę - siadaj na pupie. Nie panikuj.
Ja to załatwię. Po prostu udawajmy że tego nie widzimy.
- nie ten kolor Wojtuś - Martyna
- ajć - mówię a ona zamalowała.
Śmiejemy się.
- Wojtek. Musisz tu przyjść. - Emil
- o co chodzi? - pytam
- przyjechała policja z jakimiś facetami z ośrodka. Mają nakaz i grożą antyterrorystami.
- a co mi oni zrobią?  Z antyterrorystami to ja kawę pije. Niech wymyślą coś lepszego.
- Kowal!
- nie panikuj. Idę
Śmiejemy się.
Martyna patrzy.
- koloruj Tuptuś. Niczym się nie martw.
Wyszedłem z domu i idę do bramy.
- słucham - mówię
- Kowal otwieraj bramę - policjant Krzysztof
- Krzysiu. O co chodzi? - pytam
- Martyna Strzelecka musi jechać do ośrodka
- nigdzie nie pojedzie. Nic jej nie dolega. Normalnie funkcjonuje. Po co ma jechać?
- dostaliśmy cynka że jest nie poczytalna. Zagraża sobie i dziecią. Musi ją zobaczyć lekarz. Jeśli nic jej nie jest wyjdzie jutro.
- a po co ją męczyć? - pytam - siedzi. Maluje kolorowankę. Co od niej chcecie?
- proszę pana. Chcemy jej pomóc. Nie zrobimy nic złego.
- dobra. Pojedzie ze mną.
- słucham?
- samej jej nie puszczę. Odpowiadam za nią.
- musimy zapytać przełożonego
- pan pyta. Ja mam czas. Wołajcie mnie.
Wróciłem do domu.
- i? - wszyscy
- mają naradę.
- jaką? - Piotrek
- postawiłem im warunek. Albo jadę z nią albo nigdzie nie pojedzie. I dzwoni do przełożonego. - mówię
Śmiejemy się.
- Wojtek. Ja nie chcę żeby jechała - Piotrek mnie wziął na bok
- wiem. Musi jechać. Wyjdzie jutro.
Zaufaj mi.
- ufam ci - mówi
- Wojtek jedziesz z nią. Zbierajcie się i chodźcie.
- imprezka? - Martyna
Śmiejemy się.
- pakuj się Tuptuś.
- ja ją spakuje - Piotrek
- dam radę - Martyna
- chodź tu Piotrek - mówię - oni tylko sprawdzą. Porozmawia z lekarzami i wrócimy.
- już jest dobrze. Śmieje się
- no właśnie. - mówię - powinieneś się cieszyć s ty jesteś w gorszym stanie niż ona.
Spuścił głowę a ja go przytuliłem.
- to nie twoja wina. Ona nie ma ci tego za złe.
Wróci jutro rano. Obiecuję. A teraz idź do niej i z uśmiechem. Jak to było? Ona w tobie ma widzieć siłę.
- to mnie puść - mówi i się uśmiecha
Poszedł do niej.
- Kowal ruszaj dupę
- zaraz będziemy. Chwila - mówię
- tylko się zachowuj żeby ciebie na oddział nie
zamknęli - Ola
- ha ha - mówię i ją przytulam - pilnuj go. Żeby nie zrobił nic głupiego.
- będzie przeżywał. Zawsze byli razem. Musisz to zrozumieć.
Po chwili idzie Martyna. Piotrek mi daje jej torbę.
Dał jej buziaka.
- dzwońcie - Piotrek
- zadzwonimy - Martyna się z nim przytula a on dał jej buziaka
- chodźmy - mówię - miejmy to za sobą
Uśmiechamy się i wyszliśmy z domu.
- nasza podwózka już stoi - mówię i się śmiejemy.
Wyszliśmy za bramę.
- dzień dobry. Pani Martyna?
- dzień dobry. Tak
- dowód osobisty poproszę
Martyna wyciąga z torebki i podaję.
- yhym. Zapraszam do auta.
Otworzyli nam drzwi i wsiedliśmy.
Uśmiecham się do Martyny.
Zapinamy pasy.
- wie pani jaki dzień mamy?
- czwartek
- przyjmuje pani jakieś leki?
- w nagłych wypadkach - Martyna
- w jakich przypadkach?
- zatrzymanie akcji serca
- jest pani chora na serce?
- tak
- a jak się pani dzisiaj czuje?
- dobrze
- a coś więcej? Jakieś złe myśli? Napady emocji?
- nie. Nic z tego.
Gościu wszystko notuje.
- możesz ruszać - gościu do drugiego.
*Ola*
Piotrek stanął przy drzwiach i tak stoi.
Patrzy w jeden punkt a  oni już dawno pojechali.
Podeszłam do niego.
- chodź. - mówię - nie zawaliłeś. Zaraz wrócą.
- zawaliłem. - mówi - bo pojechała. Obiecałem jej że nigdy jej tam nie oddam.
- nie było wyjścia - mówię - i nie jest tam sama.
Pojechała z uśmiechem na ustach i taka wróci.
A po drugie to jak już to powinna być wściekła na Wojtusia a nie na ciebie. Chodź. Usiądź sobie. Może chcesz jechać po dzieci? Zajmiesz się.
- nie ma ich w Warszawie - mówi
- cudownie
Śmiejemy się.

In my Dreams 3Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz