Po smacznym obiadku zjedzonym w "gronie rodzinnym". Wyszliśmy z Dawidem na spacer, szczerze, to byłam tak najedzona tym obiadem, że mi się nie chciało, no ale obiecałam. Zeszliśmy po schodach rozmawiając i wyszliśmy na dwór. Powiewał jessieny wiatr, przez co wydawało się, że jest chłodniej. W końcu mieliśmy mieliśmy poczatek października.
Zaczeliśmy iść w stronę parku, w którym przywaliłam chłopakowi w nos. Chyba nie wspomina tamtego spotkania zbyt dobrze.
- Dawid, nie idziemy do parku? - zapytałam, dla pewności.
- Nie, omijam to miejsce od momentu, kiedy... - przerwał, jakby nie chcąc wypowiedzieć tego co tam się stało
- ... przywaliłam ci w nos - dokończyłam za niego.
- No dokładnie
- Wogole to cię przepraszam, bo nie powinnam przywalić obcemy chlopakowi w nos bez powodu.
- Nie masz za co mnie przepraszać, to my się z ciebie naśmiewaliśmy, nie powinniśmy.
- Spoko, wszyscy wyśmiewają kujonki.
- Wybaczysz?
- Tobie zawsze - powiedziałam i dałam mu szybkiego całusa w usta. Chłopak mnie przytulił, a potem skręciliśmy w jakąś uliczkę.
- Gdzie idzemy? - zapytałam chcąc zmienić temat.
- Zaraz zobaczysz - odpowiedział i złapał mnie za rękę. Rozmawialiśmy i śmialiśmy się ze wszystkiego na drodze. W końcu wskoczyłam chłopakowi na barana, bo nie chciało mi się iść. Po jakimś czasie naszej wędrówki dotarliśmy do ślepej uliczki, która zakończona była laskiem ogrodzonym wysokim ogrodzeniem, z napisem "Teren prywatny".
- Wiem, że jesteś jedyną w swoim rodzaju tak nienormalną wariatką, że weszła byś na ten teren, gdybym powiedział że tam idziemy.
- Nawet nie musisz mi tego mówić - odpowiedziałam i zaczęłam wchodzić po siatce w górę, po chwili byłam na samej górze. Spojrzałam w dół i zobaczyłam stojacego tam Dawid.
- Jakim cudem jesteś już po drugiej stronie, skoro przed chwilą byłeś za mną i patrzyłeś jak właże na tą siatkę.
- Wiesz, istnieje coś takiego, jak dziura w ogodzeniu i można przez nią przejść.
- Bardzo śmieszne. Skoro jesteś taki mądrt to teraz mnie złap - powiedziałam i skoczyłam z ogrodzenia na chłopaka. Na szczęście mnie złapał. Cmoknęłam go w usta i chłopak postawił mnie na ziemi.
- Jesteś nienormalna. Gdybym cię nie złapał wylądowała byś w szpitalu - powiedział chłopak.
- Uwierz, że w wieku pięciu lat spierdoliłam się z takiej szafki - pokazałam ręką wysokość szafki. Czyli tak mniej więcej na wysokości moich piersi - dotyłu na plecy i nic mi się nie stało oprócz chwilowego braku możliwości oddychania.
- Ale ty byłaś ułomnym dzieckiem.
- Powiedział normalny człowiek, który włamuje się na teren prywatny
- Cicho, chodź, coś ci pokaże.
- Kotki w piwnicy, czy pieski na strychu?
- Panie boże daj mi siłę wytrzymać z tą wariatką.
- W tym przypadku nawet bóg ci ie pomoże.
- Ty jesteś niemożliwa do jakiejkolwiek rozmowy.
- Taki mam charakter - powiedziałam i wzruszyłam ramionami - a teraz chodź szybciej do tych kotków.
- Dobra, dobra - odpowiedział chlopak i po chwili byliśmy nad jakąś wielka rzeką. Obstawiam, że to Wisła.
- Włamaliśmy się na czyjąś działkę podziwiać Wisłę?
- Na to wygląda
- I kto tu jest nienormalny. Ale widok jest ładny - odpowiedziałam i usiadłam na ziemi, nad nami wisiały galęzie drzew, a przed płynęla rzeka. Chłopak usiadł obok mnie oparłam ogłowę na jego ramieniu.
- Czemu właściwie zadajesz się z taką suką jak ja? - zapytałam kładąc się na ziemi.
- A czemu taka suka zadaje się z takim kutasem jak ja?
- Bo ten kutas, gdy się go bliżej pozna nie jest już takim kutasem.
- A tą suką, gdy się ją bliżej pozna też prawdopodobnie nie jest już taką suką.
- Może aż taką nie, ale nadal jest suką. Zapytaj się Isaca, to jest jedyna osoba dla której nie jestem suką. Może ci potwierdzić, że wszystkich traktuje inaczej niż jego.
- A czemu Isac jest ci tak bliską osobą?
- Wiele dla mnie zrobił, ale nie chcę o tym mówić. Poprostu był, bo teraz już są też inni, jedyną osobą, której ufałam. On wie o mnie wszystko, a ja o nim. Zawsze sobie pomagamy, zawsze, choćbym była na niego niewiadomo jak zła, a on potrzebował by mnie, ja bym przy nim była. Isac ma tak samo. A ty masz taką osobę?
- Miałem... - powiedział to tak ściszonym głosem, który ledwie słyszałam. W jego oczach malował się smutek, ale to nie był zwykły smutek, to był przerażając smutek, którego doświatczyło niewiele osób.
- Wracajmy już, robi się zimno - powiedział chłopak i wstał z ziemi, na której siedzieliśmy. Wstałam za nim, jednak szliśmy w milczeniu. Każde z nas wspominało coś, co było trudnym przejściem, coś co zostawiło w sercu ślad do końca życia, coś co nie pozwalało cieszyć się pełnią życia, tak jak inni. To bolało, to był ból, który rozrywał cię od środka. To był ten najgorszy ból, nie fizyczny, a psychiczny.
CZYTASZ
Black strong
ActionWsiadłam szybko do samochodu i czekałam na rodziców. Po chwili wsiedli i oni, ruszyliśmy w stronę lotniska. W oddali widziałam znikający dom. Po moim policzku spłyneła pojedyńcza łza. Otarłam ją ręką i odwróciłam wzrok od mojego byłego domu. #6 AKCJ...
