- Niestest nie udało nam się uratować pani dziecka. Proszę się nie martwić. Zrobimy pani jeszcze badania i będzie pani mogla wrócić do domu. Czy chce pani porozmawiać z psychologiem? - mówił doktor, jedyne słowa które zapamiętałam to "nie udalo nam się uratować pańskiego dziecka" dudnią w mojej głowie.
- Nie, dowidzenia - powiedziałam szybko i wyszłam z pokoju lekarza. Na korytarzu czekali na mnie chłopaki. Rzucilam się na Dawida i zaczełam płakać.
- Nie żyje. Rozumiesz? Ono nie żyje - powtarzałam w kółko. Przytulił mnie mocniej do siebie.
- Zabierz mnie stąd. Ja mam już dosyć - powiedziałam.
- Dobrze, zabiorę cię - powiedział chłopak i ruszyliśmy do recepcji.
- Dawid, nie możesz jej z tąd zabrać, miała mieć jeszcze badania.
- W dupie mam te badania, nie rozumiesz co się właśnie stało?! Człowieku dorośnij! - wykrzyczał Filipowi prosto w twarz. Wyszlismy ze szpitala i wsiedliśmy do taksówki, która akurat była wolna. Całą drogę przepłakałam Dawidowi w ramię. Wysiedlismy i chłopak zapłacił taksówkarzowi. W ciszy weszliśmy do mieszkania. Odrazu zamknęłam się w swoim pokoju i zaczęłam płakać w poduszkę. Mój dzidziuś nie żyje. Nie ma go i nie będzie. Czuję tak okropny ból w sercu, że jest to niemal że nie do wytrzymania.
- Angel, otwórz - uslyszałam glos Dawida.
- Nie, chcę być sama.
- Obiecaj, że jeśli coś sie będzie działo przyjdzesz do mnie.
Nie odpowiedziałam, nie chcę widzeć Dawida, bo wiem, bedzie sprawiało mi to jeszcze większy ból. Widząc go będzie mi się przypomniało nasze dziecko. Ja tak nie mogę.
- Angel? Odpowiesz mi?
- Nie mogę, zostaw mnie w spokoju.
- Nie moge cie zostawić tutaj samej, nie rozumiesz tego, że się o ciebie martwię? Nie tylko ty straciłaś dziecko.
Kolejny potok łez napłyną mi do oczu.
- Odejdź, chce być sama - wydukałam.
- Będę u siebie - odpowiedział i odszedł. Zaczęłam znowu płakać wzięłam telefon i zadzwonilam do Isaca.
- Jak tam Angel? - zapytał radośnie chłopak.
- Isac, zabierz mnie stąd - zaczełam płakać jeszcze mocniej.
- Boże, Angel, co sie stało?
- Poroniłam - wydukałam przez łzy.
- Co?! Jak to?!
- Nie wiem Isac, ja już mam wszystkiego dosyć.
- Jejku skarbie, może ja do ciebie przyjadę?
- Nie Isac, ja musze stad wyjechać, ja nie moge dłużej tutaj zostać, bo wszystko mi bedzie przypominać
- A co z Dawidem? Chcesz go zostawić?
- Tak, nie mam innego wyjścia. Chcę o nim zapomnieć i o naszym dziecku. Powiedz, że mnie przyjmujesz.
Westchnął, a potem powiedział:
- Wiesz, że on cię będzie szukał i nie zostawi cie tak.
- Wiem, dlatego zmienie nazwisko, wygląd, styl i może mnie nie pozna.
- Naprawdę chcesz mu i sobie to zrobić?
Kolejne łzy ciekły po moim policzku.
- Ja nie chce, ja muszę. Isac ja nie mam wyboru. Będę u ciebie jak już wszystko załatwię. Czekaj na mnie i mam nadzieje, że mnie poznasz. Pa.
Powiedziałam i nie czekając na odpowiedź rozłączyłam się. Rzucilam się na łóżko i zaczęłam płakać. Usłyszałam dźwięk otwieranych drzwi i głos chłopaków rozmawiających z Dawidem. Chwilę potem zasnęłam.
CZYTASZ
Black strong
ActionWsiadłam szybko do samochodu i czekałam na rodziców. Po chwili wsiedli i oni, ruszyliśmy w stronę lotniska. W oddali widziałam znikający dom. Po moim policzku spłyneła pojedyńcza łza. Otarłam ją ręką i odwróciłam wzrok od mojego byłego domu. #6 AKCJ...
