☆12☆

7.1K 330 23
                                        

Obudził mnie dźwięk budzika, i gdyby nie to, że jest to mój telefon dawno rzuciła bym tym budzikiem o ścianę żeby się zamknął i więcej nie dzwonił. Leniwie wstałam z łóżka i poszłam do łazienki umyć twarz i ogarnąć moje włosy. Związałam je w warkocza, bo kujonki nie chodzą w nie związanych włosach. Weszłam do mojej garderoby i założyłam niebieski, duży sweter i czarne rurki. Zrobiłam delikatny makijaż i zeszłam na śniadanie. Matka zrobiła tosty, więc je szybko zjadłam. Zrobiłam sobie kanapki do szkoły i spakowałam je do plecaka. Umyłam zęby i założyłam czarne conversy, w których wszędzie chodzę. Wziełam plecak i wyszłam z domu. Miałam jeszcze dwadzieścia minut. Do szkołu doszłam wciągu dziesięciu. Stanełam przed ogromnym budynkiem i powoli otworzyłam drzwi wejściowe. Znalazłam sekretariat i zapukałam do drzwi. Nikt nie odpowiedział, jako że jestem kujonką zapukałam jeszcze raz. Usłyszałam ciche proszę. Otworzyłam drzwi i weszłam do środka. Za dwoma ogromnymi biórkami siedziały sekretarki. Podeszłam do jednej, a ta zilustrowała mnie wzrokiem.

- Dzień dobry, nazywam się Angel Wilson i jestem nową uczennicą - powiedziałam niepewnie, nie poznajej samej siebie, może to udawanie nie będzie takie złe?

- Dobrze, poczekaj chwilkę - odpowiedziała sekretarka i zapukała do drzwi stojących po drugiej stronie pokoju. Po chwili wyszła z niej wysoka starsza pani i powiedziała podając mi białą kopertę:

- Witamy w nowej szkole, to są twoje rzeczy - jak zgaduje to jest dyrektorka, albo sekretarka drektora.

- Dziękuje, do widzenia. - powiedziałam i wyszłam z sekretariatu. Usiadłam na jednej z ławek, które stały na korytarzu i otworzyłam kopertę. W środku był regulamin szkoły, klucze do szafki i plan lekcji. Ruszyłam korytarzem w stronę szafek, które wcześniej zauważyłam. Odnalazłam szafkę o numerze 476 włożyłam kluczyk i ją otworzyłam. W szafce poukładane były książki. Wziełam wszystkie, które będą mi dzisiaj potrzebne i schowałam w plecaku. Zamknełam szafkę i ruszyłam na poszukiwanie sali numer 104. Weszłam na pierwsze piętro i zaczełam szukać odpowiedniej sali. Po pięciu minutach znalazłam moją salę i usiadłam mna ławce pod salą. Na korytarzu zaczeło zbierać się coraz więcej ludzi. Można było wyróżnić "szkolną elitę". Jak na razie nie jest źle, ta szkoła ma jedną wadę, panuje w niej epidemia plastików. Poprostu gdzie nie spojrzysz widzisz jakiegoś plastika, który poprawia co chwila włosy i pożera wzrokiem facetów.
Moje rozmyślania przerwała nauczycielka, która przyszła i wpuściła klasę na lekcję. Usiadłam w drugiej ławce w rzędzie pod biórkiem nauczycielki i dosiadła się do mnie jakaś kujonką.

- Cześć, jestem Agnieszka - powiedziała dziewczyna. Ja pierdole jakie chujowe imię, ją rodzice chyba nie kochają bardziej niż mnie. Już jej współczuję.

- Cześć, Angel jestem - odparłam i podałam jej rękę. Reszte lekcji siedziałyśmy cicho i nie gadałyśmy, bo kujonce, nie wypada. Ogarnełam tak mniej więcej moją klasę i 3/4 to plastiki, dwie kujonki ja i ta Agnieszka, a reszta dziewczyn wydaje się być spoko. A z chłopków większość to bad boye, są jakieś cipy, które się wszystkiego boją, a reszta też wydaje się być spoko.

Lekcje dłużyły się nie miłosiernie,na szczęście już mogę wyjść z tej szkoły. Nie wiem jak ja mam przeżyć tutaj cały rok szkolny jako kujonka.
Po dziesięciu minutch byłam w domu.  Nałożyłam sobie wczorajszego spaghetti i podgrzałam. Zjadłam je szybko, wyszłam na długi spacer do parku ze słuchawkami w uszach. Patrzyłam jak dzieci bawią się na placu zabaw. Mają beztroskie dzieciństwo. Przypomniało mi się jak razem z Isaciem spędzaliśmy każdy dzień w piaskownicy i budowaliśmy zamki. Siedziałam na ławce i wspominałam wsystkie miło spędzone chwile z moim przyjacielem. Po dwóch godzinach bezczynnego siedzenia, wygrzewania się na słońcu i oglądania małych, bawiących się dzieci stwieddziłam że muszę wracać do domu i pogadać na skypie z chłopakami. Wstałam z ławki i ruszyłam w stronę domu. Po pięciu minutach byłam w domu.

Black strongOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz