Dojechaliśmy pod dom Isaca. Zaparkowałam motor w garażu i razem z Dawidem z niego zeszliśmy. Odłożyłam kaski, na półkę i ruszyliśmy do domu przyjaciela rozmawiając.
- Siema stary i sory za tą całą akcję z Angel. Ale wiesz, inaczej by jej tu nie było - powiedział Isac i przywitał się z Dawidem uściskiem dłoni.
- Wasz dwójka - wskazał na mnie i na Isaca - zawsze coś knuje.
- No cóż, taki nasz charakter. Chcesz coś do picia? - zapytałam chłopaka wzruszając ramionami. Otworzyłam szafkę z napojami, a Dawid zajrzał do środka.
- Fanty bym się napił, skoro już mamy przeprowadzić tą bardzo ważną rozmówę.
- Ja tą rozmowę, to bym przełożyła na trochę później. Bo dopiero przyjechałeś. Odpocznij trochę.
- Okej, wy chyba naprawdę chcecie przeprowadzić zamach na prezydenta.
Uśmiechnęłam się do chłopaka i postawiłam na stole trzy szklanki i butelkę fanty i wodę. Zaczeliśmy rozmawiać na różne tematy. Po jakiejś godzinie wszyscy zrobiliśmy się glodni, więc zabraliśmy się za wspólne robienie obiadu. Skonczyło się na tym, że sałata leżała rozsypana po całej podłodze, a z ziemniaków Isac ulożył "węża" który prowadził z kuchni do salonu i jeszcze dalej. Na stole poukładane były w rządku piersi z kurczaka, a obok nich ważywa na sałatkę. Oczywiście według tęczy, bo inaczej brzydko wyglądało.
- Wiecie co? - zapytałam poprawiając jedno z warzyw.
- Mhy? - mruknął Isac wyjmując talerz z szafki.
- Ja to zamówie sobie coś do jedzenia przez internet, a wy to se gotujecie ten obiad nieboraki.
- Ej, to ja też chcę - krzyknął Dawid.
- Chcij dalej - odpowiedziałam i zaczęłam zamawiać jedzenie dla siebie.
- Angel, no ładnie cię proszę - dalej próbuje Dawid.
- Y y - pokręciłm głową.
- Dobra, dobra nie pierdol tylko zamawiaj - powiedział tym razem Isac i wyrwał mi telefon. Zaczął przeglądać oferty jedzenia. Wyrwałam mu swój telefon.
- Spadaj, zamawiaj sobie ze swojego - powiedziałam i ruszyłam do swojego pokoju. Jednak Dawid złapał mnie za rękę, obrucił tak, że teraz stałam twarzą do mnie i obejmował mnie ramieniem.
- Skarbie, proszę, zrób to dla mnie i zamów nam też obiad - powiedział przygryzając płatek mojego ucha.
- Jeśli myślisz, że tak ci się uda mnie przekupić to się mylisz - odpowiedziałam i cmoknęłam go w policzek. Uwolniłam się z objęć chłopaka i ruszyłam do swojego pokoju.
- Albo zamawiasz nam obiad, albo nie dam ci kluczyków - usłyszałam glos Isaca. Odwróciłam się i zobaczyłam chłopaka, który trzymał je w ręku.
- Nie zrobisz tego - powiedziałam wzburzonym głosem
- Jesteś pewna? Wcale nie musisz teraz trenować, dobrze wiesz, że i bez tego przejdziesz dalej.
- To jest szantaż - mówię obrażona.
- Ale przynajmniej nie będziemy musieli robić obiadu.
- Jak oddasz mi kluczyki to zamówię i dla was - powiedziałam.
- Najpierw zamawiasz, bo jak ci dam kluczyki to nie zamówisz.
- No dobra co chcecie - powiedziałam i podałam telefon chłopakom.
- Tak to się załatwia - powiedział Isac do Dawida i puścił mi oczko. Wybrali wszystko co chcieli i zamówiliśmy obiad.
- To było nie fair - powiedziałam i usiadłam na kanapie.
- A myślisz, że fair było to że wyjechałaś sobie do Isaca nikomu o tym nie mówiąc? - zapytał Dawid.
- Powiedziałam Karo i Ewelinie.
- Ale kazałaś im nic nie mówić - powiedział to tonem, który prawdopodobnie wskazuje na nadchodzącą kłótnie.
- Już ci tłumaczyłam, że gdybym ci powiedziała to byś mnie nie puścił.
- Tak? Może bym jednak zrozumiał. Raz w życiu mogła byś pomyśleć o innych.
- Sugerujesz mi że nie myślę o innych?
- Tak, jesteś zapatrzoną w sobie egoistką.
- Powiedział dupek, który nic nie rozumie.
- Ja nic nie rozumiem? Ciekawe jak mam rozumieć, skoro nie chcesz mi wytłumaczyć.
- Ja tu dłużej nie wytrzymam. Do widzenia - powiedziałam i wyszłam z pokoju.
CZYTASZ
Black strong
AkcjaWsiadłam szybko do samochodu i czekałam na rodziców. Po chwili wsiedli i oni, ruszyliśmy w stronę lotniska. W oddali widziałam znikający dom. Po moim policzku spłyneła pojedyńcza łza. Otarłam ją ręką i odwróciłam wzrok od mojego byłego domu. #6 AKCJ...
