Obudziłam się rano, znaczy zostałam obudzona przez Isaca. Wstałam założylam dresy i spraną koszulkę, w końcu mieliśmy dzisiaj pracować przy motocyklach. Zeszłam na dół i szybko zrobiłam sobie kanapkę na śniadanie. Isaca już nie było, bo jak obstawiam to dawno siedział w garażu i grzebał coś w silnikach. Umyłam zęby, związałam włosy w kucyka i wyszłam do garażu.
- Mogę na nią wsiąść? Proszę, jedno kółko. Obiecuje - zapytałam gdy tylko zobaczyłam motor.
- Dobra, ale za chwilę jesteś - odpowiedział i rzucił mi kluczyki. Założyłam kask, i poklepałam blachę ścigacza. Usiadłam na nim i włożyłam kluczyki do stacyjki. Przekręciłam manetkę i odjechałam z podjazdu.
Tak, to jest to co naprawdę kocham. Kocham, to uczucie. Za każdym razem kiedy jadę na motorze czyję to samo wspaniałe uczucie, które mówi mi, że mogłabym tak zostać do końca życia, no ale nie mogę i to wszystko psuje.
Przejechałam kółko uliczkami Miami i wróciłam do domu Isaca.
- I co? Co zmieniamy?
- Ja napewno dla bezpieczeństwa ogarnęłabym hamulce.
- Ale coś tam nie działa? Przecież ostatnio je sprawdzałem.
- Nie, ale wiesz jestem pewna, że te się już trochę starły, bo jednak są nie wymieniane, a przy tym wyścigu zawsze bezpieczniej jest mieć nowe.
- Dobra, w sumie to dobry pomysł. Podaj mi tą kartkę co tam leży i długopis?
- Proszę - powiedziałam podając przedmioty. Isac zapisał "hamulce" do listy rzeczy które trzeba zrobić.
Zabraliśmy się za przegląd wszystkiego, ciągle na naszą listę trzeba było coś dopisać, ale to w sumie dobrze. Nawet udało mi się dzisiaj nie zwrócić śniadania. Jesteśmy na dobrej drodze.
Koło 15 przyszli Justin i Kevin, więc musieliśmy zrobić przerwę, w sumie to była dobra pora, żeby zrobić przerwę. Przynieśli piwko i zrobili nam obiadek - kochani. Chłopaki wypili po jednym piwie,a ja wolałam nie ryzykować kolejną falą wymiotów. Wróciliśmy do pracy, chłopaki próbowali nam pomagać, ale bardziej nas rozpraszali niż nam pomagali, więc stwierdzili, że wrócą do siebie.
Koło godziny 21 było już totalnie ciemno, więc przerwaliśmy pracę, ale nie zrobiliśmy wszystkiego,a na dodatek trzeba zamówić jeszcze dodadkowe części. A najgorsze z tego wszystkiego było to, że byłam cała usmarowana smarem i spocona. Wróciliśmy z Isaciem do domu, jak tylko przekroczyłam próg domu, a mój przyjaciel zamknął drzwi, to zdjęłam bluzkę i spodnie i poszłam się umyć. Isac w tym czasie mam nadzieje zaczął robić jakąś kolację.
Weszłam pod strumień ciepłej wody i wtarłam mydło w swoje ciało. Umyłam włosy i po dziesięciu minutach wyszłam z pod prysznica. Wytarłam swoje ciało w ręcznik i założyłam jednoczęściową piżamę. Poszłam do kuchni mając nadzieję na jakąś kolację.
- Zrobiłeś coś do jedzenia mam nadzieję? - zapytałam.
- Tak, tu jest mleko - wskazał na garnek - a ty masz płatki - wskazał na stojący na stole pojemnik - zgarnij te brudne ubrania z korytarza i połóż je w innym miejscu, może być w salonie. Smacznego - i poszedł się kompać.
- To była bardzo rozbudowana wypowiedź - powiedziałam do siebie i zaczęłam przygotowywać kolację. Zjadłam ja szybko i sprzątnęłam te ubrania, żeby się Isac nie czepiał. Doszłam do wniosku, że jestem cholernie zmęczona i poszłam spać.
Mój następny dzień wyglądał tak samo, tylko, że zamiast przyjścia chłopaków gadałam z moim bratem, nadal jest na mnie zły, no ale to jego sprawa i zamawialiśmy części. Rzygałam już tylko po obiedzie. Jestem tak samo padnięta, jak wczoraj.
CZYTASZ
Black strong
ActionWsiadłam szybko do samochodu i czekałam na rodziców. Po chwili wsiedli i oni, ruszyliśmy w stronę lotniska. W oddali widziałam znikający dom. Po moim policzku spłyneła pojedyńcza łza. Otarłam ją ręką i odwróciłam wzrok od mojego byłego domu. #6 AKCJ...
