- Nawet tak nie mów, nie. Jak mogłaś chcieć popełnić samobójstwo?
- Wiesz, kiedyś naprawdę moje życie wyglądało jaki kwiatki, tęcza i jednorożce. Bałam się tylko potworów, które mieszkały pod moim łóżkiem i liczyła się tylko przyjaźń moja z Isaciem i Charlottą. Byliśmy nierozłączną trójką, Charlotta, była tak żywiołowym dzieckiem, że nigdy nie brakowało jej pomysłów, zawsze było z nią śmiesznie i można było szczerze z nią pogadać. Była jedną z tych niewielu osób, które potrafiły rozpromienić każdą twarz. Była dla mnie bardzo ważną osobą, bo dzięki niej i Isacowi mój świat był idealny. Miałam wszystko - uśmiechnęłam się na myśl o moim dzieciństwie - Jednak, wszystko co dobre szybko się kończy. Dzieciństwo szybko przemineło, a Charlotta wyrosła na prześliczną nastolatkę. Była przepiękna, każdy chłopak się za nią oglądał, jednak ona nie chciała żadnego. Jedną z osób, które zakochały się w Charlott, był Isac. Jednak Charlotta nie chciała psuć naszej relacji, bo twierdziła, że gdyby jednak im się nie układało nasza trójka mogła by się rozpaść. Ona zawsze myślała do przodu. Isac zrozumiał tą decyzję, ale ja jej nie rozumiałam, bo Charlotta też go kochała, jednak nie chciałam się wtrącać. Pewnego dnia Charlotta przyszła do szkoły, ale nie z taką radością, jak zawsze. Jej promienna twarzyczka, która zawsze tryskała energią i radością, była szara i smutna. Nie wrażała nic oprócz bólu i cierpienia. W oczach, w których na codzień widziałam iskierki szczęścia, tego dnia widziałam łzy. Kiedy się zapytałam ją co się dzieje, odpowiedziała bezdusznie, że nic i odeszła chcąc uniknąc rozmowy. Po tamtym dniu Charlotta nie przychodziła do szkoły przez tydzień. Razem z Isaciem nie wiedzieliśmy co mamy zrobić, i mieliśmy nadzieję, że to nic poważnego. Jednak, kiedy nie przyszła w następnym tygodniu do szkoły, postanowiliśmy, że pójdziemy ją odwiedzić. Drzwi do jej domu otworzyła nam jej mama i powiedziała, że Charlotta z nikim nie chce rozmawiać, ale jeśli chcemy możemy spróbować. Dziewczyna zamknęła się w pokoju i nie chciała nas wpuścić. Nie wiedziałam, nie rozumiałam co się z nią dzieje. Przez kolejny tydzień razem z Isaciem chodziliśmy do niej i próbowaliśmy z nią rozmawiać, jednak nie wpuszczała nas do pokoju. W sobotę cały dzień przesiedziałam pod jej drzwiami, bo Isac powiedział: " Ja już nie daje rady psychicznie, proszę Angel pomóż jej". Wiedziałam, że sytuacja staje się coraz trudniejsza do zniesienia, przez niego, ale to co ja przeżywałam wewnętrzu siebie nie było aż tak złe, bo ja miałam tą pierdoloną nadzieję, że jeśli będę prosić, to ona zrobi to dla mnie, dla Isaca i dla samej Charlott, którą kiedyś znałam. Jednak przez całą sobotę siedziałam pod drzwiami do jej pokoju i próbowałam, prosiłam, krzyczałam, płakałam, waliłam, śmiałam się, ale nic nie działało, nie otworzyła tych pierdolonych drzwi. Siedziłam u niej w domu do godziny 21 i posiedziała bym tam całą noc drąc się na nią, że ma otworzyć drzwi, ale przyszedł Isac i siłą mnie z tamtąd zabrał. Wtedy moja nadzieja wyparowałam. Zostały tylko śladowe ilości. Kiedy jednak w niedzielę, razem z Isaciem poszliśmy do niej, było już za późno - zaczęłam płakać - gdy weszliśmy na podwórze jej domu zobaczyłam karetkę i policję. Wiedziałam już co się stało, wpadłam do domu i nie zwracając uwagi na nikogo wbiegłam do jej pokoju, w którym zobaczyłam najgorszy widok świata - łzy płynęły ciurkiem po moich policzkach, nie mogłam ich opanować - Moja najlepsza przyjaciółka leżała w kałóży krwi. Zaczęłam krzyceć, płakać. Darłam się na nią, że jest zapatrzoną w siebie egoistką, że jest największą szmatą jaką spotkałam, że jest pojebana. Dopiero, kiedy Isac wpadł do jej pokoju i mnie z tamtąd wyciągną dotarło do mnie, że już nigdy więcej jej nie zobaczę. Że ona kurwa nie żyje, bo kurwa popełniła pierdolone samobójstwo. Nie rozumiałam dlaczego, jednak, kiedy jej matka przeczytała lis pożegnalny wszystko się wyjaśniło. Została zgwałcona, przez kogoś. Wtedy obiecałam sobie, że nie będę ufać ludziom i jeśli spotkam, tego kutasa, który jej to zrobił, to wykastruje go i powiesze na latarni - przerwałam opowieść, bo nie byłam w stanie nic mówić. Płakałam, tak jak by sytuacja, którą opowiadałam stała się przed chwilą. Dawid mnie uspokajał, jednak wiedziałam, że jemu też jest ciężko. Kiedy się w miarę ogarnęłam kontynuowałam - Nie poszłam nawet na jej pogrzeb, nie byłam w stanie dojść do siebie. Nic nie jadłam, może czasami wypiłam szklankę mleka. Tydzień po śmierci Charlott, mama zabrała mnie do psychologa, który stwierdził, że mam depresję, anoreksję i coś tam jeszcze. Zapisał mi antydepresanty i miałam chodzić na jakąś terapię. Nie chodziłam ani na terapię, ani nie brałam antydepresantów. Jakieś dwa tygodnie po śmierci Charlotty miałam już wszystkiego dość. Nie mogłam pogodzić się z myślą, że jej nie ma. Wyjęłam z szafki te lekarstwa co przypisał mi psycholog i wysypałam je na blat kuchenny. Wlałam wodę do szklanki i miałam zamiar połknąć wszystkie, jednka do domu wszedł Isac i wyrzucił te tabletki do kosza. Przytulił mnie mocno i tylko dzięki jego wyczuciu nie popełniłam samobójstwa - wtuliłam się mocniej w tors chłopaka i zaczęłam płakać, jednak po chwili przestałam i powiedziałam:
- Jesteś drugą osobą, która o tym wie, pierwszą jest Isac. Proszę nie mów o tym nikomu.
- Dobrze, nie powiem - odpowiedział chłopak i pocałował mnie w czubek głowy, po czym przycisnął mocniej do siebie.
- Ja naprawdę miałam wszystkiego dość, ale wiem, że Isacowi było jeszcze trudniej niż mi, przecież stracił osobę, którą bardzo kochał i musiał pomagać niezrównoważonej psychopatce, która nawet nie poszła na pogrzeb swojej przyjaciółki.
- Nie nazywaj się niezrównoważoną psychopatką, było ci trudno.
- Niby tak, ale...
- ...Nie ma żadnego ale. Połóż się, bo jesteś na pewno zmęczona. Wypłakałaś hektolitry łez. Zaraz do ciebie przyjde - powiedział chłopak i wyszedł z pokoju.
CZYTASZ
Black strong
AcciónWsiadłam szybko do samochodu i czekałam na rodziców. Po chwili wsiedli i oni, ruszyliśmy w stronę lotniska. W oddali widziałam znikający dom. Po moim policzku spłyneła pojedyńcza łza. Otarłam ją ręką i odwróciłam wzrok od mojego byłego domu. #6 AKCJ...
