Po domu rozległ się dzwonek do drzwi.
- To pewnie chłopaki, Isac otwórz - krzyknęłam jedząc popcorn przed telewizorem.
- Idę - powiedział i ruszył do drzwi. Otworzył i po mieszkaniu rozległ sìe krzyk.
- Gdzie ona jest?! - po chwili w salonie stał on. Miał na sobie biały T-shirt, czarną bluzę i tego samoego koloru spodnie. Pod oczami miał wory. Widać było, że nie spał. Jego promienna twarz, była jakby szara, a w jego oczach malował się taki ból, że czułam go sama.
- Dawid, co ty tutaj robisz? - zapytał ze spokojem Isac.
- Kto to jest? - zapytał ewidentnie wkurwiony.
- Brotnie, moja koleżanka.
Podeszłam do niego ze sposzczoną głową i wystawiłam rękę żeby się z nim przywitać. Uścisnął ją tak, jakbym dla niego nic nie znaczyła.
- Brotnie, idź może już. Zadzwonię do ciebie później. Chciałbym pogadać z Dawidem - powiedział Isac puszczając mi oczko.
- Okej, wezmę jeszcze rzeczy i już wychodzę - odpowiedzialam i zabrałam ze swojego pokoju torbę, słuchawki, powerbanka i telefon. Wzięłam jeszcze na wszelki wypadek portfel. Nigdy nie wiadomo jak bardzo Dawid się uparł i nie wiadomo jak długo będzie tutaj siedzieć.
- To do zobaczenia w szkole - powiedziałam i dałam buziaka w policzek Isacowi.
- Pa - odpowiedział i wyszłam z domu. Podłaczylam słuchawki i ruszyłam przed siebie. Nie wiedziałam gdzie dokładnie idę, ale w tym momencie mało mnie to interesowało. Po dziesięciu minutach usiadłam na jakiejś ławce.
Kiedy zobaczyłam jego przekrowione z niewyspania oczy. Coś mną w środku szarpnęło. Przeraził mnie jego widok, bo tak naprawdę to przezemnie tak wyglądał, przezemnie doprowadził się do takiego stanu. Czemu wszystko co zrobię musi mieć takie skutki. Chciałam dobrze, chciałam o nim zapomnieć, bo przypominał mi o naszym dziecku, które nie żyje. Za każdym razem kiedy na niego patrzyłam widziałam przed oczami nasze przyszłe dziecko. Uciekłam, bo nie chciałam go ranić mocniej i siebie także, ale znowu wyszło źle. Znowu wszystko zepsułam, wszystko zjebałam, znowu wszystko przeze mnie. Miało być lepiej, a jest tylko gorzej.
Zadzwonił moj telefon. Wyrwał mnie z moich myśli. Spojrzałam kto dzwoni - Isac.
- Halo - odebrałam.
- W ciągu pieciu minut masz wrócić do domu
- Dobra, coś się stało? - zapytałam zrywając się z ławki i ruszyłam szybkim krokiem do domu.
- Ty się pytasz co się stało? Angel, jak ci powiem co się stało...
- Nazywam się Brotnie
- Mam w dupie to że nazywasz się Brotnie. Tylko ty sobie tak wmawiasz, nazwyasz się Angel i nic tego nie zmieni. Możesz przefarbować włosy, zmienić styl i ubrania, możesz zmienić imie i nazwisko, możesz nawet zmienić charakter, ale dla niektórych osób nadal bedziesz tą samą Angel, która miała wszystko w dupie, łamała wszystkie zasady i nikogo nie słuchała, rozumiesz? - i właśnie po tych słowach sobie uświadomiłam, że wcale nie muszę udawać kogoś innego, że jedyne co muszę to być sobą.
- Isac, jest jeszcze Dawid?
- Tak, właśnie na ciebie czeka.
- Powiedz mu, że, albo nie, nic mu nie mów sama mu powiem. Czekajcie na mnie - powiedziałam i się rozłączyłam i przyspieszylam kroku.
Po chwili, byłam już pod domem. Wpadlam do środka niczym torpeda. Spojrzalam w stronę stołu, przy ktorym siedział Dawid. Gwałtownie wstał, kiedy mnie zobaczył. Spojrzałam mu głęboko w oczy. Widziałam w nich radość, głęboko schowaną radość i nadzieje.
- Przepraszam - powiedziałam i rzuciłam się na chłopaka. Objęłam go rękami, a on przyciągnął mnie mocno do siebie.
- Czemu mi to zrobiłaś? Angel, nie rozumiesz, że cię tak strasznie kocham. Wiesz co ja musiałem przeżyć, kiedy uciekłaś? - powiedział chłopak kładąc swoją dłoń na moim policzku.
- Przepraszam - powiedziałam - ja nie mogłam wytrzymać tego dłużej.
- Ciii, rozumiem - powiedział, spojrzał mi ponownie w oczy i powiedział - Kocham cię Angel. Szaleńczo cię kocham - poczym złączył nasze usta w namiętnym pocałunku.
- Też cię szaleńczo kocham - odpowiedziałam, gdy skonczyliśmy się całować. Przytulił mnie do siebie, a ja wtuliłam głowę w jego tors. Tak bardzo mi tego brakowało. Teraz kiedy, już wiem, że on jest ze mną jestem pewna, że razem sobie poradzimy. Nie wiem jeszcze co dokładnie chcemy zrobić, ale wiem, że sobie poradzimy. Mamy przecież siebie.
THE END
CZYTASZ
Black strong
AcciónWsiadłam szybko do samochodu i czekałam na rodziców. Po chwili wsiedli i oni, ruszyliśmy w stronę lotniska. W oddali widziałam znikający dom. Po moim policzku spłyneła pojedyńcza łza. Otarłam ją ręką i odwróciłam wzrok od mojego byłego domu. #6 AKCJ...
