☆96☆

2.7K 152 1
                                        

- Siema, dzięki, że przyjechałeś - powiedział Isac i przywitał się z Kevinem.

- Nie ma problemu, a co was tak nakłoniło na zakupy?

- Brotnie jak się przeprowadzała to nie wzięła ze sobą zbyt wielu ubrań, a przecież w czymś chodzić musi - powiedział Isac.

- Dla mnie mogła by chodzić bez, znaczy nie to miałem na myśli, w sensie...

- Spoko, wyluzuj - przerwałam mu i się łagodnie uśmiechnęłam. Westchną tylko i także się uśmiechnął.

- To co, jeszcze po jedzenie i wracamy do domu? - zapytałam.

- Tak, Kevin idziesz z nami? - zapytał Isac

- No w sumie to mogę iść, bo i tak nie mam innego wyjścia - powiedział i ruszylismy w stronę super marketu. Weszliśmy, wzieliśmy wózek i zaczeliśmy pakować potrzebne i nie potrzebne jedzenie. W pewnym momencie z przeciwnej alejki wybiegła zapłakana dziewczynka. Miała jakieś trzy latka, ubrana była w różową sukienkę z falbankami, a na blond włoskach przypiętą miała spinkę z kwiatuszkiem. Rozglądała się na boki, jakby kogoś szukała. Podeszłam do niej i spokojnym glosem powiedziałam:

- Cześć, jestem Brotnie, zgubiłaś się?

Maluch popatrzył na mnie, przetarł oczka rączką i pokiwał potwierdzająco głową.

- To chodź, poszukamy twoich rodziców - powiedziałam i wyciągnęłam rękę w stronę dziewczynki. Złapała mnie za dwa palce i razem ruszyłyśmy w stronę następnej alejki. Gdy odchodziłyśmy powiedziałam do Isaca:

- Zróbcie zakupy i wróćcie do domu, ja przyjadę sama.

Przeszłyśmy dalej, szukając rodziców. W następnym rzędzie też nie było jej opiekunów.

- Powiesz mi jak się nazywasz? - zapytałam kucając przed dziewczynką.

- Maia

- A jak wygląda twoja mama?

- Ma czarne spodnie i niebieską bluzkę

- Dobrze, a tata?

- Niebieskie spodnie i czarną bluzkę.

- Super, to teraz zamienimy się w takich detektywów. Okej?

- Tak!

- Ja będę patrzyć na alejki po tej stronie - wskazał alejki po prawej - a ty po tamtej - wskazałam po lewej. Dziewczynka pokiwała główką. - Jak zobaczysz swoich rodziców to ściśniesz mocno moją rękę. To będzie taki tajny znak.

- Okej - powiedziła uradowana Maia i złapała mnie za rękę. Szłyśmy głównym rzędem. W pewnej chwili dziewczynka ścisnęła moją rękę. Spojrzałam w stronę, w ktorą się patrzyła.

- To twoi rodzice?

- Tak!

- To leć do nich - powiedzialam i puścilam jej rękę.

- Chodź ze mną - powiedziała i ponownie złapała mnie i pociągnęła w stronę swoich rodziców. Kiedy do nich podeszlismy rzuciła się na mamę i przytuliła się do jej nogi.

- Zgubiła się - wyjaśniłem. Kobieta się miło uśmiechnęła i powiedziała:

- Dziękuje, że ją przyprowadziłaś, miała czekać przy zabawkach. Przyszli byśmy do ciebie - ostatnim zdaniem zwróciła się do córki.

- Nie ma problemu, to bardzo miła dziewczynka. Przynajmniej na taką wygląda - powiedziałam, a kobieta się roześmiała.

- To taki mały urwis - powiedział tym razem tata dziewczynki i ją przytulił.

Uśmiechnęłam się jeszcze raz i odeszłam. Ruszyłam w stronę wyjścia, a później szybkim krokiem, prawie biegiem na parking. Wsiadłam na swój motocykl, założyłam kask i wyjechałam z parkingu z piskiem opon. Powoli z moich oczu zaczęły płynąć łzy. Też mogłam mieć taką córkę, też mogłam być matką. Mogłam wszystko, ale zjebałam, zjebałam wszystko. To przezemnie moje dziecko nie żyje. To wszystko przeze mnie...

Black strongOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz