☆24☆

5.8K 268 2
                                        

Weszłam do wnętrza domu. Wszędzie panował bałagan. Gdzie niegdzie stały jakieś stare meble. Wyglądało to tak jakby ktoś opuścił ten dom w pośpiechu przed czymś, lub kimś. Obeszłam dom na około. Powoli weszłam po schodach, które ledwo się trzymały. Na piętrze były dwa pokoje. Pierwszy był pusty  w drugim na ziemi leżał pluszak, podniosłam go i wytrzepałam z kurzu. Posadziłam go pod ścianą z której schodziła farba. Zeszłam na dół. Usiadłam na rozwalonym fotelu i zaczęłam analizować wszystko co się stało. Potrzebowałam czegoś co mnie uspokoi, czegoś co doda mi siłę potrzebowałam adrenaliny i szybkości. Potrzebowałam motoru. Potrzebowałam się komuś wyżalić i wyładować energię. Wstałam z fotela i przywaliłam z całej siły w ścianę, przywaliłam jeszcze raz, i jeszcze raz. Po chwili nawalałam pięściami w ścianę i płakałam. Przestałam dopiero kiedy porządnie starłam moje palce i strasznie piekły. Zsunęłam się na ziemię i zaczęłam płakać jeszcze bardziej. Podkuliłam nogi pod brodę i schowałam twarz w ręce, które oparłam na kolanach. Płakałam dobre piętnaście minut. Dobra, ogarniam się i wracam do domu. A potem na weekend jadę do Miami. Wstałam z ziemi wytarłam oczy i wyszłam z opuszczonego domu. Ruszyłam w stronę mojego mieszkania. Po chwili byłam na miejscu. Pchnęłam drzwi i weszłam do środka. Moi rodzice i Filip gadali sobie jakby nigdy nic. Weszłam do mojego pokoju i zamknęłam go na klucz. Założyłam szarego topa z nadrukiem lwa i rurki moro.  Poszłam do łazienki i podkreśliłam oczy i pomalowałam usta delikatną szminką.  Rozpuściłam włosy z warkocza i rozczesałam. Wyjęłam torbę sportową i włożyłam do niej jakieś ubrania, kosmetyczkę i portfel. Odpaliłam laptopa i sprawdziłam najbliższy lot do Miami.  Miałam jeszcze dwie godziny, zamówiłam bilet. Wyłączyłam laptopa i schowałam go do torby. Zadzwoniłam po taksówkę i schowałam power banka i telefon do torby. Taksówka miała przyjechać za jakieś 15 minut, więc wzięłam ogromny wór na śmieci i wrzuciłam do niego wszystkie swetry, sukienki i spódnice, w których miałam chodzić jako kujonka. Zniosłam wór na dół i wzięłam moją torbę. Postawiłam wór z ubraniami przed moją mamą i powiedziała:

- Mi się to już nie przyda, zrób z tym co chcesz - założyłam buty i nacisnęłam klamkę drzwi. Wyszłam z domu i zamknęłam go na klucz nie czekając na reakcję matki. Taksówka już czekała. Wsiadłam do samochodu.

- Na lotnisko - powiedziałam.

- Już się robi, będziemy za jakieś 15 minut najkrótszą trasą - powiedział taksówkarz.

- No to jedźmy - powiedziała i zapięłam pas.

Po piętnastu minutach dojechaliśmy na lotnisko. Zapłaciłam taksówkarzowi. Wysiadłam z taksówki i ruszyłam na lotnisko. Weszłam do ogromnego budynku. Odebrałam swoje bilety i ruszyłam na odprawę. Pół godziny później byłam po odprawie. Kupiłam w sklepie jakieś jedzenie i picie. Czekałam, aż otworzą wejście do samolotu

Black strongOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz