9

10.5K 450 74
                                        

Po otrzymaniu wiadomości nie miałam już żadnej wątpliwości, co do nadawcy. To na pewno był Malik. Nie mogłam uwierzyć, że tak łatwo dałam się podejść. Szybko zmieniłam nazwę i wystukałam odpowiedź.

Do: MALIK ?¿?
Nie rób ze mnie idiotki, MALIK.

Oczekiwałam na odpowiedź przez co najmniej pół godziny, ale w końcu się poddałam. Byłam wykończona i potrzebowałam snu, a nic nie wskazywało na to, że M da jakąś odpowiedź.

Następnego dnia miałam wolne w pracy, więc postanowiłam porobić porządki w mieszkaniu. Usamodzielnienie się nie zawsze było takie kolorowe, jak zawsze myślałam. Rachunki, porządki, zdanie się wyłącznie na siebie...

Przebrałam się w spodenki i luźny T-shirt, żeby było mi wygodnie i zjadłam porządne śniadanie, na co nie miałam zbytnio czasu w ostatnich dniach. Przygotowałam też potrzebne rzeczy do sprzątania i wzięłam się do roboty.

Skończyłam dopiero po trzech godzinach.  Zmęczona położyłam się na kanapie i zamknęłam na chwilę oczy. Przez dłuższy czas w około panowała cisza. Poczułam niepokój dopiero wtedy, kiedy usłyszałam jakieś odgłosy z pokoju obok. Z mojej sypialni.

Leżałam nieruchomo przez kilka minut, choć wcale nie byłam pewna dokładnego czasu. Serce biło mi jak oszalałe, ale postanowiłam wziąć się w garść. Wstałam i chwyciłam pierwszy lepszy przedmiot, jakim okazał się scyzoryk leżący pod stołem. Nie miałam zielonego pojęcia skąd tam się wziął, ale wolałam się nad tym nie zastanawiać.

Powoli i jak najciszej ruszyłam do drzwi. Były uchylone, a byłam pewna, że je zamknęłam. Nienawidziłam przeciągów, więc ZAWSZE je zamykałam. Pchnęłam je z całej siły, gotowa do ataku. Gotowa psychicznie, bo fizycznie było słabo. Całe moje ciało się trzęsło, a serce zdawało się chcieć wyskoczyć mi z klatki piersiowej.

Rozejrzałam się i nie zobaczyłam nic. Kompletnie nikogo tam nie było. Nawet okno było zamknięte, choć niemal na pewno wietrzyłam pokój. Coś mi nie grało i wcale nie czułam się z tego powodu dobrze. Weszłam w głąb pomieszczenia i dokładniej przyjrzałam się wnętrzu. Wszystko było na swoim miejscu. Usiadłam na łóżku i przetarłam twarz dłońmi. Wariowałam? Chciałam już wyjąć telefon i zadzwonić do psychiatryka, żeby mnie zabrali, jednak coś mnie powstrzymało.

Na poduszce leżała zgięta kartka. Niepewnie po nią sięgnęłam i rozłożyłam. Była to wiadomość napisana ładnym pismem.

Nie sądziłem, że będę musiał wkradać się do twojego pokoju. Nie powinnaś nawet próbować zgadywać kim jestem. Nie powiem Ci czy masz rację, czy nie. Wszystkiego dowiesz się w swoim czasie, Young. Nie daj się mi zwieść, bo mogę stać się twoim największym koszmarem.

Odrzuciłam karteczkę na koniec łóżka i próbowałam się uspokoić. Sytuacja w jakiej się znalazłam sprawiała, że zaczynałam myśleć nad zmianą mieszkania. Problem był jednak w braku pieniędzy na nowe mieszkanie, które w Nowym Jorku były, brzydko mówiąc, w chuj drogie.

Nie wiedziałam też jak ktoś w ogóle wszedł na to piętro bez użycia drzwi. Przecież normalny człowiek prędzej by się zabił. Zaczynałam żałować, że nie weszłam do pokoju wcześniej. Może udałoby mi się ustalić kto grał ze mną w kotka i myszkę.

***

Wieczorne bieganie może nie należało do najlepszych pomysłów, ale przecież M miał zniknąć na kilka dni. Nic mi chyba nie groziło.

Niebo było zachmurzone, przez co musiałam ubrać bluzę. W każdej chwili mogło się przecież rozpadać, a ja nie chciałam się rozchorować. Ruszyłam truchtem w stronę pobliskiego parku, w którym kiedyś miałam zwyczaj biegać wczesnymi rankami.

Prócz kilku starszych osób siedzących na ławkach nie było nikogo. Nikt nie zwracał na mnie uwagi, kiedy biegałam na wyznaczonej do tego ścieżce. Co jakiś czas przyspieszałam, po czym znów zwalniałam. Próbowałam rozbudzić mięśnie i przestać zawracać sobie głowę Zaynem i M. A może jednak to była jedna i ta sama osoba.

W końcu zaczęło się ściemniać coraz bardziej, więc musiałam wrócić do domu. Szybszym niż wcześniej tempem pognałam w stronę kamiennicy. Dziękowałam w myślach Bogu za to, że tym razem lampy dokładnie oświetlały całą moją drogę.

Byłam właśnie przy wyjściu z uliczki, której całym sercem nienawidziłam. To tam ktoś został zamordowany z zimną krwią całkiem niedawno. Usłyszałam stłumione głosy dochodzące z głębi, więc moja ciekawość wygrała. Zatrzymałam się na chwilę i próbowałam wystarczyć wzrok. Zobaczyłam zarysy jakichś postaci, które stały w kręgu. Pośrodku mogłam dostrzec coś lub kogoś leżącego. Do mich uszu dotarł niewyraźny krzyk lub może bardziej jęk. Nie miałam pojęcia co powinnam zrobić, więc chwilowo po prostu przywarłam do ściany przy ogromnym koszu. Teraz słyszałam ich trochę lepiej.

- Oddam Wam te pieniądze, kiedy będę je tylko miał, przysięgam!

- Czas minął - pogardliwy śmiech rozległ się echem.

Usłyszałam jeszcze głośny skowyt. Musieli najwyraźniej zacząć znęcać się nad leżącym, bo jęki bólu były coraz głośniejsze. Owszem, mogłam pomóc, ale byłam tchórzem. Mogłam sama oberwać lub co gorsza - zginąć.

- Ostatnia szansa, Montgomery - syknął jeden z nich. - Masz czas do jutra.

Odgłosy korków były coraz bardziej słyszalne. Byli coraz bliżej mnie. Rozejrzałam się w celu wyszukania szybkiej drogi ucieczki, ale zostałabym zauważona. Skuliłam się i podziękowałam sobie w myślach za to, że ubrałam się całą na czarno. Może mnie nie zauważą. Kątem oka widziałam, jak przechodzą obok mnie, zupełnie nie zwracając na mnie uwagi. Odetchnęłam z ulgą, kiedy przeszli. Chciałam wstać i szybko pobiec do domu, jednak z moim szczęściem stało się to, czego najbardziej się bałam. Uderzyłam łokciem w kosz, przez co narobiłam sporo hałasu. Zaklnęłam w duchu, kiedy kolejny raz usłyszałam kroki. Przyparłam plecami mocniej do ściany, jakby to miało sprawić, że się w nią wtopię. Nic bardziej mylnego.

Zamarłam widząc przed sobą postać mężczyzny. Miał na sobie kaptur, więc nie mogłam dostrzec twarzy. Wydawał mi się znajomy, choć nie jestem pewna dlaczego.

- Zwijamy stąd - zwrócił się niskim, ochrypłym głosem do swoich towarzyszy. - Nikogo tu nie ma.

Spojrzał na mnie ostatni raz, a ja wiedziałam czemu wydał mi się znajomy. To był głos Zayna.

******

I Protect You || Z.MOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz