Po kilku godzinach jak Avery poszła, spojrzałam na tatę który zasnął na krześle, a mama na nim. Jaxon poszedł odprowadzić Avery, więc... Zostałam sama z Jasonem. Bez przerwy tu siedzi.
- Sabine, coś mi nie pasuje.
Kevin tu wszedł.
- Co?
- Mogę Ci pobrać krew?
- Mhm... Jasne.
Wystawiłam do niego rękę, a on mi ją pobrał i poszedł. Wrócił jakoś może po godzinie i spojrzał na rodziców.
- Mam pytanie... Bierzesz coś?
- Nie. Nigdy nic nie wzięłam.
- Twoja krew mówi coś innego.
- Co?
- Mhm... Kokaina.
- Nie, to niemożliwe...
- Sabine...
- Nic nie brałam.
- Kokainę można wykryć we krwi tak jeden, dwa dni po zażyciu.
Byłam w klubie. Kurwa mać.
- Nie wzięłam nic... Znam siebie, bym nic nie wzięła nawet pijana.
- Jakimś cudem masz ją we krwi. I naprawdę nie wiem co robić... Znam twoja matkę od lat...
- Możesz powiedzieć rodzicom...
- Sama to zrób...
Uśmiechnął się i wyszedł, a ja westchnęłam i spojrzałam na Jasona.
- Nasza mała Sabine ćpała, tego się nie spodziewałem.
- O mój boże... Ja też. Niby kiedy? Byłam w klubie dwa dni temu, ale...
- Może byłaś aż tak pijana...
- Nie. Niemożliwe. O mój boże...
Jestem pewna że nic nie brałam... Raz w życiu jarałam! Zaraz po tym moim "koncercie". Zaczął mi dzwonić telefon, więc odebrałam i westchnęłam.
- Halo?
- Hej, wszystko w porządku?
Louis spytał, a ja westchnęłam.
- Tak bardzo cię przepraszam za ten koncert...
- Spokojnie, każdemu się zdarza. Widownia cię wspierała, to jest najważniejsze.
- I tak jet mi strasznie wstyd.
- Niepotrzebnie. Złapała cię trema. Wszystko w porządku? Słyszałem co się stało.
- Tak... Jest okej.
- Wiesz, że mówili o tobie w wiadomościach?
- Co?
- Mhm... Sabine Davis, nowa gwiazda Louisa Hemsworth'a.
- O nie. Nie. Kończę z muzyką.
- Nie daj sie pokonać jednemu koncertowi. Sabine, dobrze ci poszło. Ważne że się przełamałaś.
- Pisali coś o tym koncercie...?
- Że złapała cię trema, że świetnie zaśpiewałaś, ludzie widzą po tym jednym koncercie potencjał i zgadnij co.
- Nie mam pojęcia.
- Niektórzy mówią że lepiej to wykonaliście niż sama Halsey i G-eazy.
