99. "Odpuść, naprawdę"

3.2K 229 202
                                        

W następnym miesiącu zaczął mi dzwonić telefon, przez co westchnęłam. Dyrektor, zajebiście.

- Halo?

- Proszę natychmiast przyjechać. Najlepiej z mężem.

- Victoria?

- Dylan i Victoria.

Rozłączyłam się i opadłam na łóżko, przenosząc wzrok na Jasona.

- Musimy oboje jechać. Jason kurwa mać...

- O ja pierdole.

Wstał i się ogarnął, a po tym pojechaliśmy do szkoły i tu przetarłam twarz. Jak chodziłam do szkoły to miałam jej dość, ale teraz? Teraz kurwa jestem tu więcej razy niż byłam przez całe moje życie.

- Dzień dobry.

Spojrzałam po Victorii i Dylanie, a on się tylko zaśmiał i mi pomachał.

- Witaj.

- Co zrobiliście?

Usiadłam na krześle, a dyrektor na mnie spojrzał. O kurwa to ten wzrok. Nienawidzę go.

- Victoria i Dylan oblali Jennifer ściekami.

Jason parsknął śmiechem, przybijając z Dylanem piątkę, ale jak na nas spojrzał, spoważniał.

- Oj, przepraszam. Nie chodziło o te ścieki... - właśnie że chodziło - Lakersi wygrywają.

- Jennifer się wypisała przez nich ze szkoły.

- Dobrze!

Jason się zaśmiał, więc na niego spojrzałam i unioslam brwi, a on zasłonił usta i kiwnął głową.

- Zdobyli punkt.

Jason pokazał na telefon. Dylan powstrzymał śmiech, tak samo i Victoria. Taaaa...

- To co zrobili jest niedopuszczalne, muszę ich wyrzucić. Przykro mi.

- O kurwa.

Znowu spojrzałam na Jasona, a on się uśmiechnął przerażony.

- Wyrzucić? To konieczne? Niech da im pan jakieś prace społeczne. Pomoc w sprzątaniu szkoły, czy coś.

- Wolę ich nie dopuszczać do jakichkolwiek śmieci i brudów.

Jason się zaśmiał, pod nosem mówiąc że są debilami. No ja pierdole.

- Naprawdę ich pan wyrzuci? Przypilnuję ich. Wpłacam dużo pieniędzy na tę szkołę.

- To prawda... Ale nie mogę tolerować takiego zachowania. Przez nich odeszła od nas uczennica.

- Dokuczała Victorii przez tyle lat. Ona też chciała zmienić szkołę przez Jennifer. Ile razy jej rodzice tu byli na rozmowę? Pewnie ani razu, a mnie wzywacie codziennie.

- Bo pani dzieci pakują się w niepotrzebne kłopoty.

- Okej, ostatnia szansa i pracę społeczne.

Spojrzał po mnie, roześmianym Jasonie, Victorii i Dylanie.

- Ostatnia szansa. Więcej nie będzie.

- Dziękuję.

Uśmiechnęłam się i wstałam, od razu wychodząc. Na korytarzu na nich spojrzałam, a Victoria się uśmiechnęła.

- Mamuś.

- Do cholery, nie możecie się ukrywać z takimi sprawami? Albo robić je poza szkołą?

Guardian 2Opowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz