Pov. Sabine.
Zeszłam na dół z Avery i każdy na nas spojrzał, łącznie z Jasonem i Jaxonem. Gdyby nie ona, naprawdę nie wiem jak bym przeżyła te święta. Avery podniosła prezent spod choinki i mi dała, więc spojrzałam dla kogo to jest. Tata.
Podeszłam do niego i się uśmiechnęłam, tak samo i on.
- Wszystko okej?
- Mhm... Już tak.
- Jak wszyscy wyjdą to do ciebie przyjdę, okej?
- Okej...
Uśmiechnęłam się i wzięłam kolejny prezent, dla Jasona. Dałam mu, tak samo Jaxonowi kolejny.
Po rozdaniu wszystkich, podeszłam do swojej kupki i usiadłam na ziemi z Avery. Rozpakowałam wszystko i zobaczyłam głęboko pod choinką jeszcze jedno pudełeczko.
- Avery, tam jest jeszcze jeden...
- Hm?
Spojrzała i uniosła brwi, podchodząc do choinki. Schyliła się, więc wzięłam kocyk i położyłam go na jej nogach i dupie, żeby nic nie było widać spod sukienki.
- Kochana.
Zaśmiała się i go wyjęła.
- To dla... Ciebie. Pisze Sabine.
Dała mi, więc zmarszczyłam brwi i się rozejrzałam. Jason patrzy, znowu.
- Myślisz że to od niego?
- Chyba tak... A ja mu zrobiłam awanturę że ci nic nie dał. Kurrwaa.
Zaśmiała się, a ja się uśmiechnęłam i to otworzyłam. To złoty naszyjnik z małym mikrofonem...
- Co masz?
Tata się zaśmiał i mnie objął.
- Wiesz od kogo?
- Nie mam pojęcia. Założyć ci?
- Mhm... Tak.
Odgarnął mi włosy i zdjął naszyjnik który mam, a po tym założył ten.
- Właśnie, kiedy koncert?
Avery się zaśmiała, a ja się uśmiechnęłam.
- Ustaliłam z Louisem że na razie piosenki na Youtube'a.
- Będę twoją fanką numer jeden.
- Spierdalaj, ja od jej urodzenia jestem fanem numer jeden.
- Cheese, nie denerwuj mnie. To moja przyjaciółka a nie twoja.
- To moja córka. Jestem wyżej.
- Weź się zamknij.
Zobaczyłam że Jason otwiera duże pudło ode mnie, więc zaczęłam go obserwować z ukrycia. Zirytował się jak wyjął drugie pudło i ta irytacja zaczyna rosnąć z każdym kolejnym pudłem.
- Dobra co za debil to pakował?
Uśmiechnęłam się, a jak na mnie spojrzał, odwróciłam wzrok. Kurwa no, domyśli się że to ode mnie. Jak w końcu wyjął pudełko z każdego opakowania, rozerwał papier świąteczny i je otworzył. Uniósł brwi, patrząc na naszyjnik. Na pudełeczku jest napisane jego imię i znaczenie. Wyczytałam że Jason, to z greckiego uzdrowiciel, więc tam to napisałam. Znaczy, zrobiłam pudełeczko na zamówienie. Spojrzał na mnie bez żadnego wyrazu. Chcę do niego podejść i go przeprosić...
- Avery...
Jaxon do nas podszedł. Spojrzał na mnie, więc odeszłam i usiadłam na drugim końcu kanapy. Jason siedzi z drugiej strony. Avery ma rację, słucham się go jak piesek.
