ROZDZIAŁ LXXVIII: Orzech

226 11 181
                                    

Ups! Ten obraz nie jest zgodny z naszymi wytycznymi. Aby kontynuować, spróbuj go usunąć lub użyć innego.


Orzech

Buda, kwiecień 1393


— Arcybiskupie. — Maria przyklękła obok Kanizsaia, który modlił się w kaplicy na jednym z klęczników. Zanim uczyniła znak krzyża, rzekła jeszcze: — Nie spodziewałam się was ujrzeć o tej porze w przybytku Boga. Sądziłam, iż pracujecie.

— Chcielibyśmy, córko — odparł mężczyzna, zerkając na nią. — Lecz zamek obiegają straszne wieści.

— Więc i wy już wiecie — westchnęła królowa. — Modliliście się za duszę tego księdza, mam rację?

— Niewinna to była dusza, prędko do Nieba uleci. Co innego z duszą tego mordercy w koronie.

— Nie ważcie się tak mówić o bracie mojego męża i moim szwagrze — odparła, po czym, opierając podbródek na złączonych dłoniach, dodała: — To grzech, co król Wacław uczynił, temu nie przeczę. Lecz uczono mnie, że Bóg jest miłosierny... Wybaczy mu, jeśli odprawi pokutę i będzie szczerze żałował. Chrystus umarł za wszystkich, szczególnie za grzeszników.

— Prawdę mówicie, pani, o Bogu. Nie byłbym jednak pewien co do króla Wacława...

— Król nie jest złym człowiekiem — rzekła z dużą pewnością. — Wino zamroczyło mu umysł.

— Nie usprawiedliwiajcie mordercy, królowo — ostrzegł ją Kanizsai. — Mówicie też o człeku, który pomógł waszemu mężowi napaść na Węgry, gdy jeszcze nie byliście małżeństwem. Zapomnieliście, pani? — Po tych słowach ponownie pogrążył się w modlitwie. Jego usta poczęły zmawiać kolejne Pater Noster.

— Nie żywię urazy — odpowiedziała, uśmiechając się smutno na wspomnienie oblężenia. — Dawno wybaczyłam Zygmuntowi, co zaszło wówczas pod Pożoniem.

Maria westchnęła, zamknęła oczy i poczęła modlić się za króla czeskiego. Wiedziała, że Wacław popełnił straszny grzech, który mógł zniszczyć jego reputację i teraz, w oczach jego poddanych, i w przyszłości. Kiedy usłyszała, co się działo nad Wełtawą, przelękła się wielce, boć sama za dobrze wiedziała, czym była rebelia. Nie chciała, by ktokolwiek przeżył męki podobne do niej, kiedy zamknięta w czterech ścianach nie była pewna, czy i jej buntownicy nie zabiją, by posłać jej ciało królowej Neapolu, chcącej zemsty za śmierć męża.

Naraz usłyszała kroki i szelest kaftana. Pół otwarła oczy, by zerknąć, kto kolejny zszedł do kaplicy. Obok niej uklęknął Zygmunt, odziany w czerń i zdający się jeszcze bledszy w półmroku Bożego przybytku.

— Więc i do was dotarło — szepnął, wzdychając.

— Ciężko było zamknąć uszy na takie wieści — odparł mu Kanizsai. — Co chcecie zrobić, królu?

Maria, król WęgierOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz