Przekonali się, że ich dom nie stał jednak pod ich nieobecność pusty. I nie przywitała ich cisza w pomieszczeniach, ale aurorzy w każdym z nich. Ani nie zastali takiego stanu rzeczy, jaki tu zostawili, ale przewrócony do góry nogami tak, że nawet Harry to zauważył. Jakby ktoś czekał tu na nich dzień i noc przez ostatnie cztery miesiące, gdyby przypadkiem mieli tu wrócić. I przy okazji nie przestawał wciskać nosa w każdą możliwą przestrzeń.
Aurorzy byli już najwyraźniej świadomi, że Harry'ego uniewinniono, a oni nie są tu już dłużej potrzebni, bo właśnie zbierali się, żeby wyjść. Harry nie wiedział nawet, co ma, stojąc we własnym progu, na ich widok powiedzieć.
- Liczyliście, że chowamy się w którejś półce? - rzucił Draco, trochę do nich, kiedy ktoś przechodził obok, trochę do Harry'ego, unosząc w każdym razie brwi na to, jak każda szafka była przynajmniej uchylona. Odpowiedzi nie dostał poza tym, że ktoś zmierzył ich obu wzrokiem, ale też żadnej nie oczekiwał. Zignorowali się więc z aurorami nawzajem, Harry wymienił tylko z jednym z nich parę słów, zanim sami postanowili się tu rozejrzeć. Trafili więc w końcu na piętro, gdzie łóżko okazało się być jedyną rzeczą w stanie takim, w jakim Draco je tygodnie temu zostawił. Ale to nie ono Harry'ego zaniepokoiło, tylko, Merlinie, wysunięta szuflada z półki naprzeciw, gdzie, Merlinie, Draco postanowił sobie kiedyś złożyć niemal wszystkie listy, jakie kiedykolwiek od Harry'ego otrzymał.
- Błagam, nie mówcie mi, że to czytaliście - jęknął okularnik, zdjęty nagle takim przyciskającym go do ziemi chłodem na karku, że nie był w stanie się ruszyć. Przy tej myśli Azkaban nawet nie wydawał mu się taki straszny.
Któraś z aurorów zaraz machnęła jednak tylko różdżką i szafka się zamknęła.
- Nie, kiedy szybko zorientowaliśmy się, co to jest - wyjaśniła, usilnie ukrywając zmieszanie. - Policzyliśmy je, żeby sprawdzić później, czy ich nie przybywa i w ten sposób nikt się ze sobą nie komunikuje, ale daty na tych, na które zerknęliśmy, nie przekraczają roku wstecz.
Harry uniósł nagle sztywno dłonie.
- Tak, wiemy. Dzięki - uciął. - Nie mów już, ilu się ich doliczyliście. W ogóle nic już nie mów.
Więc czarownica uniosła brwi i wyszła, a Harry po tym, jak na zbyt długi moment podłoga była dla niego najciekawszą rzeczą na świecie, podniósł wreszcie oczy na Dracona.
- Ciebie coś bawi? - spytał na widok jego zaciśniętych ust, z których durny uśmiech uciekał jednak do oczu i splecionych na piersi ramion.
- Ciekawi - poprawił go Draco. - Ciekawi mnie, które konkretnie z tych twoich listów przeczytali. Mam nadzieję, że ten, który napisałeś do mnie na urodzinach Weasleya pięć lat temu, mimo że byłem tam razem z tobą. Chcesz ich zapytać?
Harry przeklął go w myślach, bo Draco dobrze wiedział, że okularnik nie ma jak się mu odciąć, kiedy ani jedno słowo napisane przez blondyna w tej półeczce nie leżało.
Aurorzy wkrótce jednak zniknęli, śladu po sobie nie zostawiając, i obaj szybko o nich zapomnieli. Harry'ego po takim czasie nieobecności poruszało tu wszystko. Nawet kiedy na jednej z szafek, gdzie w otworzonych kontrolnie kopertach odłożyli parę pergaminów aurorzy, znalazł krótki list od Dudelya, w którym kuzyn jak co roku, zgodnie z ich niepisanym zwyczajem, trochę nieporadnie składał mu życzenia urodzinowe.
Harry'ego dręczyło chwilę poczucie winy, że on w tym roku nie był w stanie tego zrobić - odkąd Dudley wyciągnął do niego rękę na zgodę, jakoś, bo jakoś, ale się dogadywali. I obiecał sobie, że naprawi to za to w kolejnym liście, tylko dlatego, że okazja do niego była nie tak daleko, bo powoli zbliżały się Święta.
CZYTASZ
Przysięgam || drarry
FanfictionVoldemort został pokonany sześć lat temu. To świetnie, prawda? Harry i Draco popadli ze skrajności w skrajność i zamiast próbować zabić się na szkolnych korytarzach, próbują potajemnie zmienić kolor dekoracji w sali weselnej. To też dobrze, racja? A...
