Wypowiedzenie, wypowiedzenie, wypowiedzenie.
To słowo bezustannie rozbrzmiewało w mojej głowie. Pustka, którą nagle poczułam można było porównać wagą do największego głazu. Przecież nie mógł tego zrobić. Nie przeze mnie. Objęłam swoje ramiona dłońmi kuląc się z żałości. Czułam się jak najgorsze ścierwo. Ból, który zaczął rozsadzać moją klatkę piersiową był nie do wytrzymania. Analizowałam w głowie kolejny raz słowa, które przesiąknięte jadem wciąż jak strzały padały w stronę Stylesa. Przesadziłam, wiem, ale czy byłby zdolny przez to zwolnić się z kancelarii? Przecież to tylko ja. Mówił, że mu na mnie zależy, ale czy, aż na tyle, by moja nienawiść w głosie sprawiła, że porzucił pracę?
-Szefie? - Do moich uszu dobiegł znany dobrze głos, a ja momentalnie odwróciłam się w stronę z której dochodził.
- Tak?
- Telefon do pana na linii 6.
- Już idę. Brooklyn powinnaś widzieć teraz swoją minę.
To prawda. Poczułam ulgę, gdy przede mną stał Styles w całej swojej okazałości. Nie odszedł co nie wiedząc czemu było najlepszą wiadomością jaką mogłam usłyszeć. Uśmiechnęłam się jednak chłopak tego nie odwzajemnił. Stał nadal w tym samym miejscu, a to, że odwracał wzrok od mojej osoby niezwykle mnie bolało. Nigdy nie był tak zimny w stosunku do mnie. Chcąc złamać barierę wczorajszej rozmowy podeszłam do niego i przytuliłam go. Zrobiłam to świadomie, chciałam wyrazić skruchę. Pokazać mu, że nie chciałam, żeby te wszystkie słowa opuściły moje usta, lecz on ani drgnął. Jego dlonie nadal znajdowały się w kieszeniach spodni.
-Harry, nie przytulisz mnie? - Mój głos musiał brzmieć desperacko, ale tak bardzo chciałam, żeby nie był tak kurewsko obojętny, jednak on nie mówiąc nic po prostu odsunął mnie od siebie i wyszedł z pomieszczenia. - Dokąd idziesz?
- Znikam, przecież właśnie tego chciałaś.
- Nie miała...
- Brooklyn, zrozumiałem.
- Nie rozumiem? - Chłopak westchnął, pocierając twarz i spojrzał na mnie, a ja przyglądałam mu się pierwszy raz od dawna z taką uwagą.
- Zostawiam Cię w spokoju. Nienawiść którą mnie darzysz jest za silna do pokonania, mimo tego, że kocham cię do szaleństwa.
***
Jak tam moje robaczki po maratonie? Mam nadzieję, że dobrze :)
Dziękuję Wam za wszystkie komentarze i gwiazdki! Fajnie wiedzieć, że nie piszę na darmo i, że ktoś czyta, dlatego ten rozdział dedykuję Wam wszystkim! Dzięki, że jesteście! <3
Zrobiło się troszeczkę sentymentalnie, ale jaki rozdział taka notka XD Piszcie co myślicie o wyznaniu Harrego :O
CZYTASZ
Lawyer || h.s ✔
Fanfiction- Jeśli mam Cię bronić to musisz powiedzieć mi prawdę, Brooklyn. - Mówię prawdę. - Nie jestem tak ślepy jak pozostali, by wierzyć w tę bajeczkę i nie widzieć, że coś ukrywasz... Treści zawierają wulgaryzmy jak i sceny przeznaczone dl...