42《15 maja》środa pt.2

216 35 7
                                        

Nocny spacer był moim cichym marzeniem i mimo, że mogłem je spełnić samodzielnie, nie wiem, czy byłbym szczęśliwy, spełniając je samemu. 

W naszej dzielnicy było cicho i spokojnie, może to przez to, która jest godzina, ale nie przeszkadzało mi to. Było dobrze. Delikatny wiatr od czasu do czasu owiewał moją twarz, dając mi odetchnąć świeżym i chłodnym powietrzem. Kochałem taką pogodę. 

Wraz z Taehyungiem szliśmy przemierzając kolejną ulicę. Nie wiem, gdzie zmierzaliśmy - prawdopodobnie celu nie było. 

Spojrzałem na niebo i nie wierzyłem w to, ale było bezchmurne. Myślałem, że takie chwile zdarzają się tylko w filmach romantycznych albo ładnie napisanych książkach. 

Nie wierzyłem dalej. Aż zacząłem się bać, że to tylko sen. 

 - Ja nie śnię, prawda? 

Taehyung się zaśmiał.

 - Jeśli śnisz, to ja także. 

Idąc dalej, potknąłem się. Wyciągnąłem ramiona przed siebie, chcąc osłonić twarz, jednak wcale nie upadłe. Jakby grawitacja zawiodła. 

Taehyung szybko chwycił moją rękę, przyciągając mnie do siebie, ochraniając mnie przed upadkiem. 

 - Uważaj.

Puścił mnie, po czym schylił się po coś. 

 - Wypadła ci - powrócił do pionu, ukazując stokrotkę, jednak upuścił ją z powrotem, na co zmarszczyłem brwi. 

Obrócił się ku jednemu z domów, przed którymi staliśmy, jakby dobrze to wszystko zaplanował i wiedział, że w ogrodzie rosną krzewy, na których żyją inne kwiaty.

 - Taehyung, tak nie można - powiedziałem szybko, jednak chłopak był szybszy i zerwał jeden z różowych kwiatów. 

 - Czasem trzeba zrobić rzeczy, których nie można - odparł, odwracając się do mnie.

Podszedł krok bliżej, a kwiat zerwany z cudzego ogrodu, wplótł w moje włosy, podobnie, co tamtą stokrotkę.

Taehyung stał blisko, zbyt blisko. Moje serce przyśpieszyło, a domniemane motyki odczułem w swoim żołądku. 

Obserwowałem go. Jego twarz, mimikę. Piękne oczy i nieskazitelną cerę, a także ładne, różowe usta, ułożone obecnie w lekkim uśmiechu. Jego śliczne włosy, mające niezwykłą niebieską barwę. 

Kim Taehyung był piękny. Był piękny tak mocno, że aż mnie bolało. Nigdy niczyje piękno nie zapadło w mojej pamięci, jak te Taehyunga. 

Jak to możliwe, że on był prawdziwy?

 - Teraz o wiele lepiej - powiedział cicho, kiedy skończył wplątywać kwiat w moje włosy. 

Uśmiechnąłem się, lecz to jedyny gest, na jaki było mnie teraz stać. 

 - Chodźmy dalej - kiwnął lekko głową w stronę kierunku.

Chłopak złapał moją dłoń.

Tej nocy nasz spacer był długi, mający w sobie wiele ukrytych słów, które pozostaną tylko między nami. 



a/n
przepraszam, ale jestem fanką nieśmiałych romansów

𝙋𝘼𝙄𝙉𝙁𝙐𝙇 𝘽𝙀𝘼𝙐𝙏𝙔 𝘷𝘮𝘪𝘯 ✓Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz