omg, jak cudownie by było zmieścić się idealnie w stu rozdziałach
***
Było już ciemno. Światła w całym domu było zgaszone, podobnie, jak w domu naprzeciw.
Pozostali domownicy zapadli w głęboki sen. Ja zasnąć nie mogłem.
Siedziałem na parapecie, z nogami na zewnątrz. Obserwowałem okolicę. Było tak spokojnie. Jakbym pozostał jedynym człowiekiem na świecie.
Prędko i zwinnie zeskoczyłem na ziemię, na trawę w ogrodzie. Nie chciałem trwać tutaj tak bezczynnie.
Rozpocząłem przechadzać się po okolicy, tak, jak niegdyś miałem to zwyczaj robić wraz z Taehyungiem.
Który swoją drogą, wciąż nie daje o sobie znaku życia. Jakby i on nigdy nie istniał.
Sierpniowe noce miały to do siebie, że były o wiele chłodniejsze od tych lipcowych. Przeszkadzało mi to niezmiernie, gdyż nie mogłem się poczuć już tak, jak podczas tamtych ciepłych nocy.
Szedłem ulicą, wpatrując się w ciemne niebo pokryte równie ciemnymi chmurami, lecz szybko przeniosłem wzrok na kamienny bruk.
Samoistnie przypomniał mi się mój sen, sprzed bardzo dawna. Padało. I nagle zjawił się Kim Taehyung, ochraniając mnie przed deszczem, trzymając nade mną parasolkę. Tuż po tym, wszystko się zaczęło.
Ta noc była piękna. W tym ulicznym bruku ukryta była historia wielu z nas. Jakaś przyjaźń, miłość, nienawiść, pożegnanie.
Przecież, jak wiele ludzi chodzi tymi samymi ścieżkami, co my.
Wyjątkiem był Kim Taehyung, który szedł inną drogą, niż my wszyscy.
CZYTASZ
𝙋𝘼𝙄𝙉𝙁𝙐𝙇 𝘽𝙀𝘼𝙐𝙏𝙔 𝘷𝘮𝘪𝘯 ✓
FanfictionSpojrzałem na niego dwa razy. Pierwszy był przypadkiem, a drugi sprawdzeniem, czy aby na pewno nie mam omamów sennych, halucynacji, czy to aby na pewno nie był uciekinier z nieba czy raju, gdyż nie potrafiłem uwierzyć, że ktoś tak piękny może być p...
