ostatnie słowa autora

327 26 25
                                        

Painful Beauty oficjalnie dobiegło końca. Wciąż nie mogę w to uwierzyć. Pisałam to całe 5 miesięcy i bardzo zżyłam się z tą historią.

Ktoś kiedyś zapytał się, czy znam osobę tak piękną, że to aż boli. Znałam. I wyobraziłam sobie osobę, która z utęsknieniem wpatruje się w tą drugą, a jej piękno boli innych. Tak powstała ta opowieść.

Piękno miało być słowem przewodnim. Ciekawe, czy mi wyszło.

Całość miała być smutną historią miłosną z niedoszłym romansem. Z tego akurat się wywiązałam.

Forma pisania tego bardzo przypadła mi do gustu i wydaje mi się o wiele prostsza od zwykłego schematu książki - ciągły tekst, gdzie tutaj była to jedynie opisana chwila danego dnia. Pomysł na taką formę ma swój początek w słynnych notkach tej alternatywnej historii bts. Bardzo urzekła mnie ta krótka prosta poetycka forma, gdzie ciężko zrozumieć, co się właściwie dzieje. Tego osiągnąć mi się nie udało, ale macie przynajmniej odpowiedź, dlaczego trzymałam się tych średnio 300 słów na rozdział.

Meh.

Smutno mi się zrobiło. Ale ostatnio naprawdę, nie marzyłam o niczym innym, jak o skończeniu tej historii. Bo miałam jedynie jej koniec. Ten moment, kiedy Jimin spotyka wzrok Taehyunga, kiedy nie utrzymują już kontaktu po wspólnych chwilach był w mojej głowie od początku.

Chciałam, by ta historia była niesamowita, by zwalała wszystkich z nóg. Udało mi się?

Nie wiem, czy pamiętacie, ale kiedyś spytałam, jakiego zakończenia się spodziewacie. Happy czy sad endu. Odpowiedziały dwie osoby, dwoma odpowiedziami (gdyż większość mnie olała, ekhm). Jedna była za sad, druga za happy endem.

No cóż. Kto wygrał?

Moim celem od początku było te smutne zakończenie. Nic by tego nie zmieniło. Ale spokojnie.

Pod ostatnim rozdziałem, zapytałam, komu szczerze spodobała się ta książka. Wiecie dlaczego? Bo od sierpnia myślę nad drugą częścią. Teraz jest już oficjalnie przeze mnie potwierdzona *uśmiech*.

Nie jestem w stanie pozostawić tak Jimina i Taehyunga na pastwę losu. Beze mnie coś sobie jeszcze zrobią.

[edit. ze stycznia 2021; sorry za nadzieję, ale drugiej części nie będzie. cofam jej publikację. napisałam z 7 roździalików jakieś półtora roku temu i od tamtego czasu tego nie tknęłam. historia mi się wypaliła. nie wiem nawet co ja miałam w głowie wpadając na drugą część. kontynuacja może i była by ciekawa ale dla mnie nie ma już ona sensu, gdyż nie byłam zwyczajnie w stanie jej wymyślić. może kiedyś mi się uda, ale nie teraz. z resztą minęło tyle czasu że pewnie każdy już o niej zapomniał.]

Dziękuję wszystkim osobom, które dotarły razem ze mną do końca. Jedni byli od początku, jedni wpadli tutaj w trakcie. Jedni aktywnie dawali o sobie znać, inni tylko cicho czytali (widzę was wszystkich, wiecie? to, że nie komentujecie, nie znaczy, że was nie widać).

Ale wy wszyscy byliście ze mną i za to dziękuję. To niesamowite uczucie wiedzieć, że ktoś na mnie czekał i na ten moment, aż przysiądę do komputerka i zacznę pisać. Naprawdę cudowne. Nawet, jeśli nie jesteście tysiącami ludzi, którzy mają niektórzy, dziękuję wam.

Dziękuję tym, którzy tu dotarli i nie opuścili Jimina w połowie.

Ta historia nie dobiega końca. Ponieważ koniec zawsze powinien być szczęśliwy, a jeśli taki nie jest, oznacza to natomiast, że to jeszcze nie koniec.

Do zobaczenia.

natalia, październik 2019

🎉 Zakończyłeś czytanie 𝙋𝘼𝙄𝙉𝙁𝙐𝙇 𝘽𝙀𝘼𝙐𝙏𝙔 𝘷𝘮𝘪𝘯 ✓ 🎉
𝙋𝘼𝙄𝙉𝙁𝙐𝙇 𝘽𝙀𝘼𝙐𝙏𝙔 𝘷𝘮𝘪𝘯 ✓Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz