73《21 lipca》niedziela pt.3

186 33 6
                                        

   1    ogarnijcie, czy przeczytaliście poprzedni. tak będę wam tak przypominać

***

Nieprzerwanie odkąd opuściliśmy mój dom, nie puściłem dłoni Taehyunga. Nasza skóra cały czas się ze sobą stykała. 

Zdyszani wbiegliśmy na dworzec. O piątej rano nie było zbyt wielu ludzi, ale wciąż jacyś byli. Właśnie ich wzrok teraz na sobie czułem. 

Taehyung absolutnie się tym nie przejmował. Zatrzymał się jedynie. 

Właśnie było nadawane ogłoszenie o najbliższym odjeździe pociągu, ale nie zrozumiałem go zbytnio. Taehyung natomiast chyba właśnie tak, gdyż nagle chwycił moją dłoń z powrotem i pociągnął mnie za sobą. 

Wbiegliśmy w tunel wejść na perony. Chłopak pewnie i bez zastanowienia kierował. Pokonaliśmy prędko schody, prowadzące na peron. Nie zdążyłem zobaczyć na który. 

Mężczyzna zagwizdnął głośno na znak odjazdu pojazdu. 

Czułem niepewność Taehyunga, ale w ostatnią chwilę wpadliśmy do środku pociągu przez pierwsze drzwi, lądując w przejściu między zamykanymi wagonami.

Dyszałem głośno, kątem oka nie ujrzałem żadnych ludzi. Wokół nas było pusto, więc nie czułem wstydu. 

 - Jak się czujesz? - usłyszałem pytanie chłopaka. Również dyszał, był zmęczony. 

 - Nie wiem - odpowiedziałem zgodnie z prawdą - Czuję ekscytację i strach jednocześnie.

 - To się nazywa adrenalina, skarbie - wydyszał, po czym wziął jeszcze kilka głębokich wdechów, co powtórzyłem za nim, chcąc uspokoić swoje walące serce.

 - Nie stójcie tutaj w przejściu, pociąg zaraz ruszy. Idźcie do wagonu, są tam wolne miejsca - usłyszeliśmy głos nieznajomego mężczyzny, prawdopodobnie konduktora. Wyprostowałem się.

 - Oczywiście, już idziemy - odezwał się Taehyung i podniósł swój plecak, który chwilę później miał już na swoich ramionach. Zrobiłem to samo. 

Moment później znaleźliśmy się w wagonie, swoim wejściem zwracając uwagę jedynie jakiejś pani. 

Usiedliśmy na miejscach obok siebie, stykając się ramionami. Nasze rzeczy swoje miejsce znalazły przy naszym nogach ze względu na nasz brak sił wkładania ich na górną półkę. 

Oparłem się całymi plecami o fotel i wziąłem jeszcze kilka głębszych oddechów. 

 - Jak żyjesz z taką kondycją - skomentował Taehyung z lekkim uśmiechem, na co prychnąłem. - Oj, spokojnie, nie śmieję się z ciebie - dodał, na co jedynie wywróciłem oczami.

 - Właśnie jestem w pociągu, nie wiadomo dokąd, nie wiadomo na ile, z kim, z niewiadomym nic. Właśnie uciekłem z domu, dlaczego to zrobiłem... - powoli zaczynało do mnie docierać, co zrobiłem. Zacząłem panikować. 

Taehyung objął mnie ramieniem i zaczął pocierać nim moje plecy, by jakoś mnie uspokoić. 

 - To nic złego. - powiedział. Chciałem mu wierzyć. I głupio uwierzyłem. 

Zabrał swoje ramię, odczułem chłód spowodowany jego brakiem. Chłopak schylił się do swojego plecaka i wyciągnął jakieś papierki. 

 - Bilet. - odparł jedynie, podając mi jeden.

Na skrawku papieru w oczy rzucił mi się jedynie napis Busan. Myślałem, że go zabiję. 

Obietnice okazały się być wieczne. 



a/n
nwm czy pamiętacie, ale tae obiecał kiedyś jiminowi powrót do busan

𝙋𝘼𝙄𝙉𝙁𝙐𝙇 𝘽𝙀𝘼𝙐𝙏𝙔 𝘷𝘮𝘪𝘯 ✓Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz