Stałam w kuchni pakując brudne naczynia do zmywarki, gdy drzwi do loftu się otworzyły. Zostawiłam wszystko i poszłam do głównego pomieszczenia, gdzie stał Scott, Lydia oraz...jeden z policjantów. Przypomniałam sobie, że ma na imię Parish i kilka razy bardzo nam pomógł. Miał na sobie sadzę oraz śmierdział spalenizną.
- Co tu robicie?- spytałam zdziwiona, a obok mnie stanął Derek.
- Potrzebujemy twojej pomocy, Derek.- wyjaśnił Scott, na co mój brat spojrzał na mnie wymownie. Przytaknął, po czym obejrzał paznokcie Parisha, które były pokryte sadzą.
- Polał cię benzyną?- spytał zainteresowany Derek.
- Włosy i paznokcie są martwe.- stwierdziła Lydia.- A powinny spłonąć.
- Jak i cała reszta.- dodał zagubiony policjant.
- Nie jeśli jesteś jak my.- odezwał się Scott.
- Jak wy?
- Nie sądzę, żeby był jak my.- stwierdził mój brat, a ja podniosłam brwi patrząc na niego.
- To czym jest?- spytałam zainteresowana.
- Nie wiem.
- Wiedziałeś o Kirze i Jacksonie.- rzucił Scott.
- Tak, ale to wykracza poza moja wiedzę. Może w bestiariuszu coś będzie. Pytałeś Argenta?
- Nie wiem gdzie jest.
- Stop.- odezwał się nagle Parish, co sprawiło, że wszyscy na niego spojrzeliśmy.- Co to jest bestiariusz? Albo nie...po prostu powiedźcie mi jedna rzecz. Jesteście jak Lydia? Jesteście medium?
- Medium?- spytał rozbawiony sytuacją Derek.
- Niezupełnie.- odpowiedział policjantowi Scott.
- To czym jesteście?
Scott spojrzał niepewnie na nas, ale Derek kiwnął dając mu znak, żeby coś zrobił. Chłopak niechętnie zamknął oczy, a gdy je otworzył zobaczyliśmy czerwone źrenice. Następnie wyjaśnił Parishowi większość rzeczy, które powinien wiedzieć o świecie nadprzyrodzonym oraz o ,,Puli śmierci" i mordercach. Mężczyzna siedział w ciszy, a gdy skończyli wypalił z jednym, oderwanym od rzeczywiści pytaniem.
- Co to jest kanima?- na te słowa przewróciłam oczami.
- To nie jest teraz najważniejsze. Ktoś chce nas zabić. Nas wszystkich.- wyjaśniłam patrząc wymownie na mężczyznę.
- Mnie też? Nawet nie wiem czym jestem.
- Ich to raczej nie obchodzi.- rzucił Derek, z czym trudno było się nie zgodzić.
- O ilu zabójcach mówimy?
- Powoli tracimy rachubę.- stwierdziła moja przyjaciółka.
- Ale czy to sami profesjonaliści?- spytał Scott.
- Nie sądzę. Haigh raczej nie robił tego wcześniej. Chciał tylko wykorzystać okazję.- wyjaśnił nam Parish.
- Więc każdy kto ma listę może wykorzystać okazję.- stwierdził Derek.
- A jak łatwo dostać listę?
- Bardzo łatwo.- odpowiedziałam zamyślona. Lydia powiedziała nam o związku Meredith z jej babcią i tym, że Martin zostawiła jej zaszyfrowaną wiadomość. Gdy ta miała ją rozszyfrować, ja poszłam po bluzę na górę, a schodząc usłyszałam rozmowę Scotta z Derekiem.
- Musisz coś wiedzieć.- powiedział mój chłopak.- Twoje imię było kluczem do trzeciej części listy.- wyjaśnił, na co ja bezwładnie oparłam się o ścianę przy schodach.- Wcześniejszymi hasłami były imiona zmarłych osób. Może ci się coś stać.
- Banshee nie przewidują niebezpieczeństwa Scott.- rzucił Hale.- Przewidują śmierć.
- Nie dopuścimy do tego.
- Doceniam, ale są rzeczy, którym nawet ty na zaradzisz.- stwierdził, a ja zamknęłam oczy z bólu słów, które słyszałam.- Carol wie?
- Nie. Najpierw chciałem powiedzieć tobie.
- Powiesz jej?
- A mam to przed nią ukryć? I tak się dowie.
- Wiem, ale...- urwał wzdychając.- Nie chce, żeby się martwiła. I tak już za bardzo się mną przejmuje, a przez to co zrobiła powinna zająć się sobą i kontrolą. Gdy raz kogoś zabijesz, to nie masz już oporu przez zabiciem kolejnej osoby.
- Ona...w szpitalu miała chwilę zawahania. Spotkała Kate i straciła nad sobą kontrolę. Powstrzymała się, ale nie chce myśleć co mogło się stać.
- Kate akurat by mi nie było szkoda.- rzucił idąc po podłodze.- Ale musisz mieć Carol na oku. Zwłaszcza jeżeli mam umrzeć.
- Nie umrzesz.- przywołał go do porządku Scott, na co mój brat tylko westchnął.
- Może nie. Jeśli jednak tak, to bądź przy niej. Peter ma zły wpływ na wszystkich, a Cora jest poza kontynentem. Wątpię, żeby Carol chciała do niej jechać i znów was zostawiać.
- Derek...
- Obiecaj.- przerwał mu Derek, a ja przyłożyłam dłoń do ust.
- Wiesz, że mi na niej zależy. Nie zrobiłbym nic, żeby jej zaszkodzić.
- To dobrze. Zbyt wiele już wycierpiała.- stwierdził, na co ja ruszyłam w stronę schodów, po których zeszłam przerywając rozmowę chłopaków.
- Idziemy?- spytał mnie Scott, a ja przytaknęłam i ruszyłam z chłopakiem w stronę drzwi, aż zatrzymał nas mój brat.
- Caroline?- rzucił, na co obejrzałam się na niego.- Bawcie się dobrze.- na te słowa uśmiechnęłam się sztucznie, po czym pojechałam ze Scottem do szkoły, gdzie miało się odbyć ognisko. Siedzieliśmy na trawie, a reszta uczniów piła, tańczyła do muzyki i ogólnie dobrze się bawiła. Ja nie miałam zamiaru tak się zachowywać. Są dwa typy ludzi. Ci, którzy topią smutki alkoholem i dobrą zabawą oraz ci, który rozmyślają patrząc z pogardą na tych pierwszych. To właśnie byłam ja w tamtej chwili.
- Carol, co jest?- spytał nagle Scott patrząc na mnie ze zmartwieniem.
- Tracę wszystkich, których kocham.- wyjaśniłam, a ten szybko domyślił się, co znaczą moje słowa.
- Słyszałaś.- stwierdził spuszczając głowę.
- Derek naprawdę myśli, że będę się bawić, gdy ten może w każdej chwili...- urwałam zaciskając mocno dłonie. Gdy je rozluźniłam zobaczyłam krew, która dostrzegł i Scott.
- Chodź.- wypalił nagle wstając oraz podając mi dłoń. Patrzyłam na niego jak na zdziwiona, ale wstałam łapiąc jego rękę. Zaprowadził nas bliżej parkietu, objął mnie w biodrach i przyciągnął bliżej siebie, gdy muzyka zwolniła. Ruszyliśmy się w jej rytm myśląc tylko o tej chwili.
- Wiesz, co mi to przypomina?- spytałam w jego ucho.- Bal sprzed dwóch lat. Tuż przed tym, gdy Peter ugryzł Lydie, Allison poznała prawdę o tobie, a ja zostałam twoją dziewczyną.
- Dawne dzieje.- rzucił, na co ja się uśmiechnęłam patrząc teraz w jego oczy. Chłopak jedną ręką założył mi włosy za ucho zachaczając przy tym o mój policzek, który przegładził.
- Wtedy była jeszcze z nami Allison. I Jackson.
- Fakt.
- Teraz jedno się odcięło, a drugie nie żyje. Tak samo jak moi bliscy. Jak Aiden, Boyd i Erica. Wszyscy, których znam prędzej czy później giną. A ja nie umiem tego zatrzymać.
- Może nie możesz tego zatrzymać? Może tak ma być?
- Nie powinno tak być.
- Ja cię nie zostawię.- stwierdził, a ja przyłożyłam czoło do jego czoła zamykając oczy i pochłaniając tą chwilę.
Hejka
Trochę krótszy ten rozdziałek, ale chciałam tu zakończyć
Cieszymy się tą wspaniałą chwilą, bo nie wiadomo co będzie jutro...jakie to życiowe prawda? Jakiś czas temu na koronawirusa zmarł mój dyrektor, którego nie zdążyłam nawet dobrze poznać. Taką dzisiejsza myśl: cieszmy się dzisiejszym dniem, bo jutra może już dla nas nie być ♥️
CZYTASZ
Live to be with you | Scott McCall
Manusia Serigala𝐽𝑒𝑑𝑛𝑎 𝑜𝑠𝑜𝑏𝑎. 𝐶𝑧𝑦 𝑗𝑒𝑑𝑛𝑎 𝑜𝑠𝑜𝑏𝑎 𝑚𝑜𝑧̇𝑒 𝑡𝑎𝑘 𝑑𝑢𝑧̇𝑜 𝑧𝑚𝑖𝑒𝑛𝑖𝑐́? 𝐶𝑧𝑦 𝑚𝑜𝑧̇𝑒 𝑘𝑜𝑔𝑜𝑠́ 𝑧𝑚𝑖𝑒𝑛𝑖𝑐́? 𝑊 𝑜𝑏𝑙𝑖𝑐𝑧𝑢 𝑡𝑟𝑎𝑔𝑒𝑑𝑖𝑖 𝐶𝑎𝑟𝑜𝑙𝑖𝑛𝑒 𝐻𝑎𝑙𝑒 𝑡𝑟𝑎𝑐𝑖 𝑤𝑠𝑧𝑦𝑠𝑡𝑘𝑜. 𝑅𝑜𝑑𝑧𝑖𝑛𝑒̨...
