Melodia szeptana do ucha #97

399 26 16
                                    

- Bella? - usłyszałem  Charliego. Słysząc jego myśli wiedziałem, że się o nią martwi i troszczy, ale nie zawsze potrafi z nią rozmawiać.

- Tu jestem! -  odpowiedziała mu Bella.

- Mnie też odgrzejesz? Padam z nóg. - zapytał Charlie widząc jak dziewczyna właśnie wyciąga swój kawałek zapiekanki z mikrofalówki.

- Wielkie dzięki - powiedział, gdy postawiła przed nim obiad i szklankę mleka.

- Jak ci minął dzień? - spytała zniecierpliwiona.

- Fajnie. Ryby brały. A co ty porabiałaś? Załatwiłaś wszystko to, co miałaś w planach?- ciekawe co planowała.

- Nie za bardzo. Trudno było przy takiej pogodzie usiedzieć w domu-odparła.

- Miły dzień- stwierdził jej ojciec. Oj miły i to bardzo. Jej ojciec bardzo szybko dostrzegł, że Bella się spieszy. Mała najwyraźniej chciała iść na górę. Ciekawe dlaczego? Czułem lekkie rozbawienie tą całą sytuacją.

- Spieszysz się?

- Tak, jestem jakaś zmęczona. Chcę się dziś wcześniej położyć-odparła. Co za kłamczucha.

- Wyglądasz na podekscytowaną - zauważył jej ojciec. Eee...czym tu się ekscytować? W końcu tylko jej chłopak, wampir siedzi schowany w jej pokoju.

- Naprawdę? - wybąkała. Charlie patrzył na nią próbując coś wyczytać, kiedy Bella rzuciła się do zlewu, by szybko umyć naczynia.

- Dziś sobota - rzucił Charlie. Nie zareagowała, więc pytał dalej.

- Nie masz jakichś planów na wieczór?

- Już mówiłam, że chcę iść wcześniej spać.

- Żaden miejscowy chłopak nie przypadł ci do gustu, co? - był trochę zaniepokojony. Nie powiedziałby tego na głos, ale nie wiedział jak sobie poradzi z zakochaną nastolatką.

- Nie, żaden chłopak jakoś nie wpadł mi w oko. - cóż po ponad stu latach nazwanie mnie chłopakiem to chyba lekka przesada. Może więc uważa mnie za mężczyznę.

- Miałem nadzieję, że może ten Mike Newton... Mówiłaś, że jest bardzo miły- a niech mnie, znowu ten Mike.

- To tylko kolega-odparła.

- Ech, i tak tutejsi nie dorastają ci do pięt. Może lepiej będzie, jeśli poczekasz z tym, aż pójdziesz do college'u. - cóż, nie można mu się dziwić. Skoro teraz nie umiał z nią rozmawiać, to co, gdyby zaczęła randkować i to jawnie, a nie po cichu jak ze mną.

- Popieram - oświadczyła, zaczynając wchodzić po schodach.

- Dobranoc, skarbie - zawołał za nią. Podsłuchałem, że Charlie postanowił do późnego wieczoru mieć ją na oku z obawy, że będzie się chciała wymknąć na jakąś imprezę.

- Dobranoc.-odparła.

Drzwi od sypialni zamknęła za sobą na tyle głośno, że usłyszał, a potem natychmiast podbiegła na palcach do okna. Otworzywszy je na oścież, wyjrzałam w mrok, przeczesując
wzrokiem ciemną ścianę lasu.
- Edward? - szepnęła moje imię, a ja stłumiłem śmiech.
- Tu jestem jestem- odparłem.Odwróciła się na pięcie. Ze zdumienia dłoń sama powędrowała jej pod szyję.Leżałem wyciągnięty w swobodnej pozie na jej łóżku, z rękami pod głową i szerokim uśmiechem na twarzy.

- Ach! -  przysiadła na podłodze.
- Przepraszam. - Zacisnąłem usta, próbując ukryć swoje rozbawienie.
- Uff. Potrzebuję minutkę, żeby dojść do siebie. Podniosłem się
powoli, żeby jej znów nie wystraszyć, po czym nachyliłem się, wyciągając ku niej swoje ramiona i podciągałem za ręce do góry jak małe dziecko. Tak pokierowana, usiadła koło mnie na łóżku.

MrokOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz