Wszystko dzieje się tak szybko

31 5 4
                                    

Wybaczcie za spóźnienie od jutra czeka was coś ciekawego! Kto był rok temu ten wie!
Miłego czytania!

Dłoń Capsa, którą zranił wcześniej o lustro już dawno mocno pobrudziła bandaż, ale jego to nie obchodziło, czuł, że będzie MUSIAŁ unikać Tony'ego, bo na każdym kroku będzie chodził jego 'przyjaciel' i mu dokuczał. A właśnie, że bardziej był teraz za towarzystwem Tony'ego niż Buck'a. Sam Stark nie chciał się wtrącać w przyjaźń Steve'a i jego przyjaciela z dawnych czasów. Wolał siedzieć już w warsztacie i coś zrobić pożytecznego oprócz spania. Bucky czuł, że za bardzo przegiął i szybko Steve mu nie wybaczy. W sali treningowej można było wyczuć spiętą atmosferę, nikt się nie odzywał aby nie dostać ochrzanu od Steve'a.
Nikt nie chciał go bardziej denerwować choć trening nie zapowiadał się na łatwy.

-Panie Rogers radzę wymienić opatrunek - rzekł Jarvis.

-Odmawiam Jarvis, to tylko opatrunek. -powiedział spokojnie.

-Mam poinformować Pana Stark'a o tym?

-Po co? To nie potrzebne! -wbił zranioną rękę w piach.

-Może wdać się zakażenie, a pan panie Rogers musi dojść do zdrowia.

-Ja sobie poradzę i jestem zdrowy. -usiadł po turecku na podłodze przed workiem i zaczął rozwijać brudny bandaż.

-Dłoń nie mówi o tym - rzekł Jarvis.

-Umh paskudne. -zaczął przecierać ranę tymi po plamionymi sznurami.

-Radził bym opukać dłoń pod bierzącą wodą!

-Nie. -stwierdził.

-Jeśli pan panie Rogers z tym nie dojdzie do porządku powiadomię pana Stark'a aby się tym zajął!

-Muszę pilnować treningu, nie mam teraz czasu na głupoty. -Obtarł dłoń o podkoszulek. -I jest w porządku widzisz Jarvis?

-To raczej nie jest dobre rozwiązanie - odparł głos - Pan Stark każe ci abyś to chociaż przemył albo wymienił bandaż. - Steve warknął pod nosem i wstał, by podejść pod ławkę i wziąć z niej ścierkę i zawiązać ją na ręce.

-Nie potrzebuje od nikogo pomocy.

-Jednak protokół, który stworzył pan Stark jasno mówi abym zajmował się i informował o takich rzeczach.

-Nie potrzeba. Możesz zamilczeć. Na razie nikt nie wołał o pomoc.

-Jak pan każe - powiedział jarvis i ucichł. Tony westchnął gdy Steve olał jego prośbę, ale jeśli nie miał zamiaru go słuchać to i on nie zamierzał i jego słuchać. Rogers nie miał czasu przejmować się takimi bzdetami jak jego małe ranki, to było teraz zbędne. Wiedział, że spławił słowa Tony'ego jak wodę, ale nie chciał zostawiać w sali treningowej wszystkich tylko po to aby zmienić sobie opatrunek.

-Jarvis. -zaczął Steve z westchnięciem gdy SI było ciche od dłuższego czasu. -Przekaż panu Stark'owi, że przepraszam i, że później o patrzę dłoń. I ciebie też przepraszam.

-Przekazałem - odparł - Pan Stark powiedział, że to twoja dłoń i powinieneś dbać o takie rzeczy... Mówi również iż jest teraz zajęty - powiedział Jarvis przekazując słowa Tony'ego.

-Dalej siedzi nad zabezpieczeniami Wieży? -westchnął. -Spytaj go kiedy zacznie siedzieć nad reaktorem, bo się do niego przejdę.

-Pan Stark stwierdził, że na wszystko ma czas i nie ważne czym teraz się zajmuje.

-Jasne. -westchnął. -Nic mu już nie mów, niech sobie spokojnie pracuje.

-Wedle rozkazu - odparł i ucichł.

Los bywa różny lecz zawsze prowadzi do przeznaczenia!Opowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz