..
Problem był jeden. Sam niewiele wiedziałem o tych całych.. Excaliburach. Chociaż.. Ej.. Czekaj chwilę. Czy Bhunivelze, sam nie powinien o nich wiedzieć?- Czekaj. - Powiedziałem do niego. - Czy Ty przypadkiem nie powinieneś sam czegoś o nich wiedzieć? Skoro byłeś przed powstaniem wszystkiego?
- ... Przez wszystkie moje poprzednie wcielenia, nigdy nie słyszałem o tych całych.. „Excaliburach" Stąd wzbudziło to moją ciekawość.
- Innymi słowy, sam o nich też nic nie wiesz? Zgadza się?
- Gdybym coś o nich wiedział, przecież bym się nie pytał.. Prawda?Fakt. Tu miał rację. Głupi ja. Wspomniane było, że jest ich 12 czy 13.. I każdy z nich, posiada inną moc. Co więcej, każdy jest odłamkiem jednego excalibura. Trudno mi jest sobie wyobrazić, jakimi mocami mogą one dysponować. Ba! W czyich rękach mogą się one znajdować. To nie wszystko. Skoro jest ich tam, załóżmy 13, i każdy z nich posiada inną moc. To jakim mieczem musi być ten „ Jedyny Excalibur" ?
Spojrzałem się na Akeno. Siedziała zamyślona obok Rias. Kiedy miałem się odezwać w ich stronę, nagle otworzyły się drzwi do naszego klubu. Oczywiście wszyscy odruchowo spojrzeliśmy w ich stronę.
...
...
...
Hę ?
Zza nich wyłoniły się te dwie dziewczyny. Xenovia i Irina. Byłem lekko zaskoczony ich obecnością. Czyżby nie miały dość? Zmarszczyłem lekko brwi, będąc w gotowości na jakiś nagły incydent. Jednak jak się okazało, moja gotowość okazała się być zbędna.- Tak więc.. - Zaczęła Xenovia. - Możemy chwilę spokojnie porozmawiać ?
Zaraz, co? Jeszcze chwilę temu, miała a raczej, one miały w planach zabić Asię. A teraz jakby nigdy nic, miały zamiar spokojnie porozmawiać ? Albo to ja nie rozumiałem całej tej sytuacji, albo tak naprawdę wciąż śpię. A wszystko to jest wytworem mojej wyobraźni. Cholera, co za dzień.
- Myślę, że jak najbardziej. - Powiedziała Rias, zakładając nogę na nogę.
- W takim razie pozwólcie, że zacznę. - Odkaszlnęła znacząco.Otóż jak się okazało. Jest pewien problem,który dotyczy tak naprawdę nas wszystkich. I wstyd mi was prosić o pomoc, zważywszy, że jesteście demonami. Jednak nie mamy wyboru. Chodzi o święte miecze; Excalibury, aby być konkretniejszą. Zaczęły znikać.
- Znikać ? - Powtórzyła po nich Koneko.
Dokładnie tak. Najgorsze jest to, że wiemy kto jest zamieszany w ich zniknięcie. Co więcej, nie znamy jednak, w jaki sposób mają zostać one użyte. Choć sugerując się tym, kto jest zamieszany w to wszystko... Myślę, że nie będą to dobre zamiary.
- A więc, kto kradnie te miecze? - Spytała Rias, poważnie.
- Organizacja Grigori. Sam Kokabiel, jest w to wszystko zamieszany.
- Grigori ? - Powtórzył ciężko Yuuto.
- Organizacja, znana jako " Strażnicy boskiego spadku " - Akeno pośpieszyła z tłumaczeniem.
- Zamierzaliście walczyć, przeciw nim, we dwójkę ? - Spytała Rias wstając i opierając się o biurko.
- Może to szaleństwo. Jednak nie pozwolimy, aby upadły anioł skalał świętość tych mieczy.
- Znamy zagrożenie. - Wtrąciła Irina. - Jeden z nas został już zabity, badając to miasto.
- Rozumiem. - Kiwnęła twierdząco Rias.
- Spotkałem go. - Dodał Yuuto wstając z kanapy. - Freed.
- Freed ? - Wszyscy powtórzyliśmy jego imię.Czy to nie był ten egzorcysta ? Ten który nie pozwalał mi zbliżyć się do Asi, kiedy próbowałem ją ratować ? Tak.. To musiał być on.
- Kiedy go spotkałem.. Miał ze sobą, jeden ze świętych mieczy.
- Bezpański egzorcysta. - Wtrąciła poważnie Akeno.
- Bezpański egzorcysta. - Powtórzyła Xenovia. - To by wiele wyjaśniało. Jesteśmy wdzięczne za informację. Tyle od was oczekiwałam. Jednak proszę was, o nie ingerowanie w tą sprawę.
- ?! - Spojrzał groźnie Yuuto.
- Żegnam. - Odwróciła się na pięcie i zaczęła iść.
- Xenovia! Czekaj na mnie! - Zawołała do niej Irina. - Wybaczcie, ale na nas już czas. Ciao!

CZYTASZ
* Highschool DxD: Jhin *
FanfictionFANFIC FANFIC FANFIC Na podstawie Highschool DxD... **************************** Opowieść skupia się na bohaterze o imieniu; Jhin. Jhin to pozornie zwykły 18 letni nastolatek, obdarzony najpotężniejszym Sacred Gear jaki kiedykolwiek, mógł istnieć...