2.17

14 1 0
                                    

Star City, 14 stycznia 2027

Kyle przeleciał nad budynkami, ciągnąc za sobą Connora na siedzisku stworzonym z mocy pierścienia. Zatoczył kilka kółek nad ciemnymi zaułkami miasta i wylądował na płaskim dachu jednego z bloków, stawiając kolegę bezpiecznie na stałym gruncie.

- Mówiłem, że moim sposobem ogarniemy więcej terenu w krótszym czasie. - uśmiechnął się do niego szeroko.

Hawke uśmiechnął się do niego nieco słabiej.

- Mhm. - mruknął tylko w odpowiedzi, ściskając mocniej swój łuk.

Lantern rozłożył ręce.

- No co?

- Ja chyba sobie strzelę w łeb. - zadarli głowy i spojrzeli w niebo. Powoli lot obniżał Guy Gardner. Stanął przed nimi, krzyżując ręce z nieprzychylną miną – Najpierw Ollie i Hal, a teraz wy dwaj. To jakaś niepisana zasada, że Strzałka musi kumplować się z Latarnią? Skombinujcie sobie jeszcze jakąś Canary i będzie komplet!

Młodzieńcy wymienili między sobą porozumiewawcze spojrzenia. Kyle wzruszył ramionami.

- Taaak. Pogadam na ten temat z Rossem. - rzucił na odczepnego – Przychodzisz z czymś konkretnym? - zmienił szybko temat. Czasami naprawdę nie rozumiał swojego starszego kolegi z Korpusu i nie był pewien czy chce rozumieć.

- Batman w końcu raczył przejrzeć nasze raporty z tajnej misji w święta.

- Ćśśś! - syknął Gardner, zerkając wymownie na Connora – Czy ona nie jest, no, tajna? Możesz tak o tym mówić przy Co- Arrowie?!

Gardner spojrzał ze zmęczeniem na jednego, a potem na drugiego.

- Teoretycznie, nie mogę. - przytaknął i rozłożył ręce – W praktyce, mam to gdzieś. Nigdy nie wiadomo, co Batsy wymyśli na jego test.

- Test? - zdziwił się Hawke.

- Test. - skinął głową mężczyzna – Czy można ci ufać. Batek wysłał Kyle'a w przebraniu na bal bożonarodzeniowy, na którym miał być Iver. Miał się kręcić przy nim, zwinąć chusteczkę z brustaszy i nie dać się rozpoznać.

Blondyn potarł w zastanowieniu brodę i pokiwał głową.

- Rozumiem. Ja też będę musiał go przejść?

- To oczywiste.

- Będzie polegał na tym samy?

- Za chuja nie wiem. - pokręcił głową i spojrzał ponownie na Kyle'a – Nie chce mi się streszczać całej rozmowy, ale zdałeś. - oznajmił ze znudzeniem. Uniósł brew z powątpiewaniem, wiedząc rosnący na twarzy młodzika uśmiech – Nie ciesz się tak, młody. To, że zdałeś, nie znaczy, że wszyscy zaczną ci ufać. - wycelował w niego palcem – Batman nigdy nikomu nie ufa do końca. Ty też nie ufaj.

Rayner zamrugał zdziwiony.

- Wydawało mi się, że bohaterowie to ludzie, którym cywile mogą ufać bezgranicznie. - mruknął.

- Cywile może i tak. - zgodził się niechętnie – Ale inni bohaterowie? Nie sądzę. Dobrze ci radzę jako starszy kolega po fachu – zastanów się komu chcesz i komu możesz ufać. - z krzywym uśmieszkiem przyłożył dwa palce do skroni w koślawej imitacji zasalutowania i odleciał, darując sobie pożegnania.

Młodzi mężczyźni przez chwilę stali na dachu z zadartymi głowami, patrząc jak Guy znika na niebie, wtapiając się w jedną z konstelacji. Trwali tak jeszcze chwilę po tym, jak stracili go z oczu.

Ciszę pierwszy przerwał Connor.

- O czym myślisz?

- O twoim bracie. - odrzekł, zaciskając i rozluźniając dłonie.

The QueensOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz