81. Szklana drzazga

768 31 467
                                        

Syriusz

      Kiedy za Narcyzą zamknęły się drzwi, jeszcze przez chwilę stałem bez ruchu z rękami założonymi na piersi i się w nie wpatrywałem. To ja byłem tym, który zdecydował się ją odprowadzić, chcąc jej zadać wiele pytań. Skończyło się na tym, że nie wykrztusiłem z siebie nic. Ona nawet się na mnie nie obejrzała. Po prostu wyszła. Zgodziliśmy się, że może do nas dołączyć. Nikt nie miał serca jej odmówić, nikt chyba nie miał nawet takiego prawa. Jeśli tego chciała, powinna mieć możliwość się zemścić. A jeśli z nami miała większą szansę... Sprawa rozwiązywała się sama. Przed wyjściem powiedziała, że wróci za kilka dni, jak domknie swoje ostatnie sprawy. Nie pytałem, co miała na myśli. Widziałem, że nie chce o tym mówić. Samo to, że znowu do nas przyszła, poniekąd znowu z prośbą, tak jak wtedy, kiedy razem z Draco stanęli na cmentarzu po pogrzebie Andromedy, wystarczająco wykręcało mi wszystkie wnętrzności z wielu różnych emocji. Wtedy prosiła o to, by ich schronić, bo zależało jej na synu.

      A teraz prosiła nas o to, by mogła pomścić jego śmierć.

      Czy to znaczyło, że nie spełniliśmy jej pierwszej prośby? Że zawiedliśmy? Że... ja... zawiodłem? Drgnąłem, próbując się otrząsnąć. Przecież próbowałem. Naprawdę zrobiłem wszystko, żeby sprawiedliwość ich nie dopadła. Draco sam się wystawił, sam chciał wyjść z ukrycia i walczyć. Miał prawo to robić, tak samo jak miał prawo zginąć godnie. I zrobił to. Co wcale nie znaczyło, że byłem z siebie zadowolony. Podejrzewałem, że już zawsze będzie mnie to męczyć i nie dziwiłem się Narcyzie, że to nie Voldemort był jej celem. Ona nawet nie pytała Jamesa o to, jak zamierza go pokonać i kiedy w końcu to zrobi — jakby wcale jej to nie obchodziło. Jakby zależało jej tylko na tym, żeby dopaść Lucjusza. Kogoś, kto w pewnym momencie jej życia był dla niej najważniejszą osobą. Kiedy o tym myślałem, czułem ciarki na plecach.

      Westchnąłem, próbując jakoś zapanować nad chaosem w swojej głowie. Nagle poczułem delikatny dotyk na ramionach.

      — Nie zadręczaj się — mruknęła Meredith, obejmując mnie i opierając policzek o moje plecy. Złapałem jej dłonie i przycisnąłem do piersi. — To, że Narcyza zmieniła zdanie wcale nie jest takie... dziwne.

      — No właśnie — westchnąłem po raz kolejny, nie wiedząc który raz już to robię w ciągu ostatnich kilku minut. — Na początku nawet nie chciała słyszeć o tym, żeby z nami zostać, pamiętasz, co powiedział nam Dumbledore. A teraz wraca i prosi o pomoc. Przemyślała sprawę?

      — Raczej zrozumiała, że sama sobie nie poradzi — odparła Mer, a ja odwróciłem się do niej przodem, choć nie puściłem jej rąk. Po przerwie, którą sobie zafundowaliśmy, cały czas było mi jej za mało. — A my i tak jesteśmy skazani na znalezienie Voldemorta, a przy okazji i całej jego świty, do której należy Lucjusz. Myślę, że powinniśmy się cieszyć z tego obrotu sprawy. Będziemy mieli kolejną osobę, która nam pomoże, a my będziemy mogli mieć na nią oko. Widać, że ledwo się trzyma.

      Wzdrygnąłem się, przypominając sobie pusty wzrok Narcyzy. Choć było widać po niej rozpacz, żal i masę innych negatywnych emocji, w oczach miała pustkę. Jakby po prostu zniknęła. Jakby jej ciałem rządził teraz ktoś inny.

      — Nie zadręczaj się — powtórzyła Mer, widząc, że zagapiłem się w jeden punkt, przypominając sobie krok po kroku to, co się działo kilka minut temu.

      Prychnąłem, nie umiejąc się powstrzymać.

      — Mer, jak ja mam się nie zadręczać? Siedzimy na jakimś wygwizdowie, z którego jutro o świcie przeniesiemy się do innego wygwizdowa. Nie mamy żadnego planu, Zakon i MACUSA są na razie kompletnie bezradni, jeśli chodzi o szukanie Voldemorta, bo przepadł bez wieści, Fred popadł w obłęd, straciliśmy Weasleyów, którzy właśnie mierzą się z rodzinnym koszmarem, Elisa chciała zrobić mi sieczkę z mózgu, Harry zaczął przypominać chodzące zombie, jestem pewien, że w ciągu najbliższych kilku dni doszczętnie się wykończy, Johnny jest tykającą bombą, bo jak się skaleczy, to może pożegnać się ze światem w kilka minut, jego siostra morduje nas wzrokiem, kiedy tylko się na nas napatoczy, Dora nie dalej jak wczoraj prawie zamordowała Remusa i chciała utopić Teddy'ego, przez co jej też już nie ma, oczy Jamesa wcale nie wyglądają jeszcze do końca dobrze, Dumbledore zachowuje się dziwnie i każdą decyzję zostawia nam, co mnie już doszczętnie dobija, a do tego wszystkiego jeszcze przyszła Narcyza. I ty mi mówisz, że mam się nie zadręczać?

OraveritisOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz