Regulus
Wszyscy snuli się z kąta w kąt, nie mając, co ze sobą zrobić. Dochodziła dwudziesta druga, więc teoretycznie powinniśmy szykować się już do spania, ale nikt nawet nie udawał, że zamierza udać się na spoczynek. Ja też, choć ostatnie wydarzenia mocno nadwyrężyły moje siły i jakiekolwiek zasoby potrzebne do funkcjonowania. Szczerze mówiąc, ledwo żyłem. Czułem się gorzej niż po powrocie do świata żywych, a wtedy naprawdę było źle. Ze dwie doby leżałem, zastanawiając się kiedy znowu umrę i czy to, czego doświadczam, to rzeczywiście jakaś forma zwróconego życia, czy po prostu ocknąłem się w piekle. Oczywiście z miejsca wiedziałem, że piekło mi się należy. Zdziwiłem się tylko, że tak długo musiałem na nie czekać.
Ukrywałem swój stan przed resztą, ale nie z jakichś szlachetnych pobudek. Nie udawałem dlatego, żeby komukolwiek udowodnić, że dam sobie radę albo, żeby potwierdzić swoje obojętne stanowisko wobec życia. Nie. Po prostu widziałem, że już nikt nie ma siły na kolejne powody do zmartwień. Pani Pomfrey mnie uprzedzała, że przez kilka dni będę nie do życia, więc po prostu się z tym pogodziłem i czekałem aż mi przejdzie. Teraz też spokojnie siedziałem w fotelu, starając się ignorować pieczenie w miejscu ugryzienia i zawroty głowy, które co jakiś czas nawracały. Czekałem z pozostałymi, wiedząc, że mimo złego stanu, i tak nie zasnę.
W salonie byłem sam. Gapiłem się bezmyślnie w jedyne źródło światła w pomieszczeniu, czyli w chybotliwy płomień świecy. Jasność mnie drażniła, więc ten półmrok dawał mi sporo ukojenia. Wszyscy pozbijali się w grupki, starając się nawzajem pocieszać i wmawiać sobie, że James wie, co robi. Zmęczyło mnie to po dwóch godzinach, więc ulotniłem się, żeby poprzeżywać tak, jak lubiłem najbardziej - w samotności. Przyzwyczaiłem się do niej, co więcej, nawet się zaprzyjaźniliśmy. Doceniałem swoje obecne życie i wszystkich, które miałem wokół siebie, ale co jakiś czas musiałem się zresetować. Kompletnie wyłączyć i przetrawić ten cholerny pęd w samotności. Miałem wrażenie, że wtedy nabieram sił do dalszego działania i spędzania kolejnych dni z tą (nie)wesołą gromadką.
Mój brat pewnie dostrzegłby, że mój stan jest daleki od zadowalającego zgromadzonych, ale skupił się w stu procentach na Lily, starając się o nią dbać i wspierać w tym oczekiwaniu. Nie miałem mu tego za złe, ostatecznie nieźle mi szło oszukiwanie nawet samego siebie, a przez to, co Lily teraz przechodziła, wsparcie było jej potrzebne. Nie słyszałem, żeby jej dziwne, okrutne objawy nieistniejącej ciąży się zaostrzyły, ale nikt też nie powiedział, że bezpowrotnie zniknęły. Remus wspierał Syriusza we wspieraniu Lily, a Hermiona i Ron robili wszystko, żeby Harry do reszty się nie załamał. Miałem wrażenie, że nikt nie był nawet zły na Jamesa, jakby wszyscy go rozumieli.
Cieszyło mnie to, bo jedynym, co mogliśmy zrobić, to jeszcze mu przyklasnąć. Tak naprawdę poznałem go niedawno, ale na kilometr było widać, że to człowiek czynu, którego regularnie przyduszają tysiącem obaw i wątpliwości. Biorąc pod uwagę to, jak bardzo nasze życie się rozpieprzyło w ostatnich dniach, po prostu musiał poczuć, że nie ma wyboru. I dobrze. Może uda mu się dokonać niemożliwego i za parę godzin wszyscy będziemy wolni. Aż uśmiechnąłem się z politowaniem sam do siebie, przymykając powieki. Zerknąłem przez okno, ale szybko odwróciłem wzrok. Widok tego przebrzydłego śniegu przyprawiał mnie o jeszcze większe zawroty głowy. Byłem naprawdę skłonny uwierzyć w to, że jest irytującym zwiastunem wszystkich tych nieszczęść, które nas spotkały, ale nie mogliśmy nic z nim zrobić. Jedynie to, co James - spróbować to wszystko zakończyć, jak najszybciej.
Gdybym miał na to siłę, pewnie bym wstał, żeby poszukać kartki i ołówka. Lubiłem sobie szkicować dla zabicia czasu. Tyle, że tej siły nie miałem, a i prawa ręka dziwnie mi drętwiała, tak jakby promieniował do niej ból z ugryzienia. Postanowiłem więc się nie ruszać i posłusznie regenerować, bo nic lepszego mi nie zostało. Mer dokonała niedawno kolejnej zmiany opatrunku, stwierdzając, że wszystko idzie ku dobremu, więc wiedziałem, że nikt nie będzie mnie niepokoił. Westchnąłem, obserwując wosk skapujący na stół.
CZYTASZ
Oraveritis
FanfictionKontynuacja opowiadania znanego pod nazwą "Obliterati". "Ciągniecie za sobą konsekwencje, o jakich nie macie pojęcia". Życie osób wskrzeszonych przez Harry'ego Pottera wydawało się być sielanką, a James, Lily, Syriusz, Remus, Nimfadora i Fred szybko...
