90. Przeczucia

341 23 328
                                        

Lily

      Będę miała dziecko. Będę miała dziecko. Znowu zostanę mamą. Tak, znowu zostanę mamą i tym razem zrobię wszystko, żeby wszystko poszło dobrze. Żeby nie być wybrakowana, żeby widzieć szczęście w oczach Jamesa, żeby już było dobrze...

      Mój mózg odtwarzał te słowa jak zdartą płytę, scena po scenie mielił to, jak będą wyglądały pierwsze dni mojego nowego macierzyństwa. Poród będzie piękny. Na pewno wszystko pójdzie zgodnie z planem. Urodzę siłami natury. Będę dzielna, zacisnę zęby i będę dzielna. A potem przytulę swoją córeczkę. Bo to na pewno będzie dziewczynka, to będzie ta wymarzona córka, nie oddam jej nikomu i nikomu, poza Jamesem, nie pozwolę jej tknąć nawet palcem. Nie pozwolę im się zbliżać, nawet nie pozwolę im na nią patrzeć. Będzie moja, tylko moja i Jamesa. Nic i nikt więcej się nie liczył. Tylko ja, on i nasza córka. Nasza córka, która właśnie we mnie rośnie.

      Wklejałam się plecami w ścianę, dyszałam głośno i wszystko we mnie krzyczało "broń siebie, chroń maleństwo". Patrzyłam na nie i czułam taką furię, taką zatrważającą, pierwotną potrzebę obrony przez atak, że aż czułam na języku dziwny posmak. Ściskałam różdżkę w dłoni, rozważając, którą z nich pierwszą zaatakować. Coś głęboko we mnie próbowało cicho pojękiwać, że nie powinnam ich pozabijać. Że je znam i że będę bardzo żałować, jeśli coś im zrobię. Było to jednak na tyle słabe, na tyle zagłuszane przez nakręcany agresją lęk, że nie dochodziło nawet do mojej świadomości. A przynajmniej tej świadomości, która kompletnie mną zawładnęła. Jakaś część mnie zastanawiała się, gdzie jest James. Dlaczego nie broni mnie, nas, przed zagrożeniem? Dlaczego ich stąd nie zabierze? Dlaczego go tu nie ma, dlaczego nie dba o swoją ciężarną żonę?

      Każde z tych pytań tylko wzmagało moją wściekłość. Miałam wrażenie, że kontury wszystkiego wokół zaczęły wibrować, a może to po prostu ja trzęsłam się ze złości i strachu. To było straszne. Bać się i wiedzieć, że powinnam atakować, żeby pozbyć się zagrożenia, a jednocześnie mieć wrażenie, że kawałek mnie mocno trzyma mnie za nadgarstek i nie pozwala unieść różdżki wyżej. Miałam wrażenie, że za chwilę zacznę szarpać się sama ze sobą. Atakować siebie, byle tylko to, co działo się w mojej głowie chociaż na chwilę zwolniło.

      Choć na chwilę kompletnie ucichło.

      Posłałam już jedno mordercze zaklęcie w ich stronę. Zrobiłam to świadomie, świadomie też celowałam tak, żeby nie trafić. A może chciałam trafić, ale ta część mnie, która jeszcze trzymała mnie za nadgarstek, szarpnęła lekko w bok, żeby nie dopuścić do tragedii.

      Jakiej tragedii? Nie będzie żadnej tragedii. Tragedia to będzie, jak cię unieruchomią i pozbawią cię dziecka. Przez całe moje ciało przeszedł potężny dreszcz. Siłą podniosłam rękę wyżej, mając wrażenie, że ktoś mi się na niej uwiesił i nie pozwalał swobodnie nią poruszać. Drażniło mnie to, zaczynało wręcz boleć, choć na pewno nie nazwałabym tego fizycznym doznaniem. Zaczerpnęłam łapczywie powietrze, mając wrażenie, że zaraz się uduszę od przytłaczających mnie emocji. W tym samym momencie w brzuchu poczułam mocne, pewne kopnięcie i czułość na chwilę przesłoniła wszystko inne. Jakby ktoś założył mi na nos różowe okulary, przez które na kilka sekund zaczęłam patrzeć na świat. Wszystko było dobrze. Byłyśmy bezpieczne. Byłyśmy...

     Nie. Nie byłyśmy. Wszystko było źle. Nic nie było dobrze. Gdzie James? Gdzie do cholery jest James? Dlaczego go tu nie ma? Dlaczego... dlaczego mnie... z nim nie ma? A dlaczego powinnam być z nim? Dokąd on poszedł? Na zakupy...? Nie... Narcyza mówiła... James poszedł... kiedy wróci?

      Potrząsnęłam głową, po czym jęknęłam głośno, czując, że jeszcze chwila i tego nie zniosę. Nie umiałam pozbyć się napięcia, nie potrafiłam go rozładować, nie mogłam połączyć żadnych faktów ani niczego wywnioskować. To był amok. Czysty amok. Bo musiałam chronić moje dziecko... moje maleństwo. Tak. James wróci. Będzie szczęśliwy, będzie dumny, że ją obroniłam, że będę mogła urodzić. Będzie trzymał mnie za rękę przy porodzie, to będzie najpiękniejsza chwila w naszym życiu... to będzie...

To już koniec opublikowanych części.

⏰ Ostatnio Aktualizowane: Mar 12 ⏰

Dodaj to dzieło do Biblioteki, aby dostawać powiadomienia o nowych częściach!

OraveritisOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz