89. Tylko spokój nas uratuje

658 28 390
                                        

Harry

      Przestałem rozważać, czy to, czego właśnie jestem świadkiem, nadal dzieje się naprawdę czy już tylko we śnie. Nie pamiętałem, żebym się kładł, ale nie było szans, żeby to była prawda. Po prostu nie. Nogi same zaniosły mnie pod drzwi łazienki. Nie znałem tego głosu, nie miałem pojęcia, kto nagle zagościł w naszych zatęchłych, płóciennych ścianach. Światło bijące z żarówki oświetlało młodą, bardzo urodziwą kobietę. Wpatrywała się w Syriusza i zdawała się być zdziwiona całym zajściem tak samo, jak my. Zerknęła na mnie, by później znowu przenieść wzrok na Łapę, który plecami wlepił się w ścianę.

      Po dłuższej chwili przypatrywania się nieznajomej, uświadomiłem sobie, że nie wygląda normalnie. Na pewno nie była po prostu człowiekiem. Miała lekko rozmazane kontury. Przemknęło mi przez głowę, że może po prostu mam pomazane szkła w okularach, ale to był całkiem inny rodzaj braku wyraźności. Ginny stanęła mi za plecami. Usłyszałem, jak wstrzymuje oddech i poczułem, jak mocno zaciska dłoń na moim ramieniu.

      — Kto to jest? — zapytałem, słysząc samego siebie tak, jakbym siedział w głębokiej studni. Wszystko niosło mi się echem po głowie.

      Nie uzyskałem odpowiedzi. Syriusz nadal sprawiał wrażenie, jakby nie był w stanie się pozbierać, a nieznajoma nie spuszczała z niego wzroku. Wyglądała na przestraszoną i zafascynowaną jednocześnie.

      — Łapo, kto to jest? — Ponowiłem, słysząc, że na dole wzmaga się rwetes. To przypomniało mi, że przecież Narcyza krzyczała i odruchowo obejrzałem się za siebie, jakbym chciał zbiec na dół i zobaczyć, co się dzieje. Po raz kolejny mogłem tylko ubolewać, że nie jestem w stanie się rozdwoić.

      — To... to jest — wykrztusił Syriusz, ocierając czoło rękawem. — Shailene.

      Zmarszczyłem brwi, starając się nie zgłupieć.

      — Shailene? Przecież...

      — Matka twojej Shailene? — Ginny weszła mi w słowo, nim zdołałem dokończyć myśl.

      — Jego Shailene? — prychnęła nieznajoma, biorąc się pod boki. — Przepraszam bardzo, ja tutaj stoję.

      — Ty nie żyjesz — jęknął Syriusz, łapiąc się za czoło. — Więc jakim cudem tutaj stoisz?

      — Tego nie wiem, ale liczyłam, że od ciebie się czegoś dowiem — odpowiedziała markotnie. Kiedy to, z kim jest spokrewniona wybrzmiało, faktycznie zacząłem dostrzegać podobieństwo małej Shailene do mamy. Sama nasunęła mi się myśl, że im większa będzie rosła, tym podobieństwo będzie bardziej widoczne.

      — Dlaczego tak... — Regulus nagle stanął nam za plecami, a pytanie zamarło mu na ustach — ...hałasujecie? Do cholery, kto to jest?

      — Co się stało na dole? — zapytała Ginny, zanim ktokolwiek zdołał się zebrać, by udzielić mu odpowiedzi.

      — Nie wiem, też słyszałem krzyk, ale najpierw przybiegłem do was, żeby zobaczyć, skąd podniesione głosy. — Utkwił wzrok w Shailene. — Kim pani jest?

      Absurd tej sytuacji był tak ogromny, że aż musiałem oprzeć się o framugę drzwi. Właściwie to ugięły się pode mną nogi, jakby mój mózg zaczynał wysyłać fizyczne sygnały, że już ma dość. Że już więcej nie dźwignie. Jak przez mgłę zacząłem przypominać sobie o tym, że światy zaczną się przenikać. Że granica zacznie się zacierać, a śmierć i jej żniwo przestaną być nam tak odległe.

      — Shailene — powiedziała nieznajoma, po czym westchnęła. Sama wyglądała na przestraszoną sytuacją. — Syriusz opiekuje się moim dzieckiem.

OraveritisOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz