65.

1.4K 74 83
                                        

Obudziłam się około 16, wspaniale. Wstałam z dość mocnym bólem głowy. Od razu skierowałam się do kuchni w celu zażycia tabletki przeciwbólowej. Kiedy już połknęłam tabletkę zrobiłam sobie raczej obiad niż śniadanie i usiadłam do stołu, aby zjeść swój posiłek, ale w tym samym czasie zadzwonił dzwonek od drzwi, więc wstałam od stołu i podeszłam do drzwi, aby je otworzyć. 

-O cześć, Piter -uśmiechnęłam się wpuszczając swojego przyjaciela do mieszkania. 

-Jak się czujesz? -zapytał odkładając torby z ogromną ilością przekąsek i napojów. 

-Nie wiem, nie mam zielonego pojęcia co czuję, nie mam zielonego pojęcia co robię. -westchnęłam siadając przy stole. 

-Zastanawiałem się ostatnio nad tym i może warto z nim porozmawiać? W jakiś sposób dojść do porozumienia? Nie możecie całe życie udawać, że nie istniejecie dla siebie. -powiedział brunet. -Tylko głupia rozmowa, nie musisz mu od razu wybaczać. 

-Ale ja chyba chcę mu wybaczyć... -szepnęłam. 

-Poważnie? -zapytał łapiąc mnie za rękę. -Jesteś na to gotowa? 

-Piotrek już któryś tydzień unikamy siebie, nie wytrzymam tego tym bardziej, że kocham go jak cholera. -powiedziałam. 

-Moja mała dziewczynka już nie jest taka mała. -zaśmiał się, a wraz z nim i ja. Skończyliśmy rozmowę na ten temat i wspólnie oddaliśmy się jakieś komedii. Koło godziny 20 ogarnęłam się i wraz z Nowciem pojechaliśmy do domu ekipy. 

Czas stawić temu czoła 

-Zadzwoń, żeby przyjechać. -uśmiechnął się mój przyjaciel, aby choć trochę dodać mi otuchy. -Będzie dobrze. 

Również się uśmiechnęłam i zalana zimnym potem ruszyłam w stronę bramki. Nie wiem czemu się tak bardzo stresowałam. 

Przecież to tylko głupia rozmowa

Kiedy bramka się otworzyłam weszłam na teren domu. Z tego co zauważyłam auto Karola zmieniło kolor, na dość zwariowany i błyszczący, jakkolwiek to brzmi. Z podjazdu zniknął też samochód Tromby, ponieważ dokładnie 3 dni temu on i Marcysia wyprowadzili się do swojego mieszkania, tak samo jak Kasia z Wujaszkiem. 

Podeszłam do drzwi i głośniej zapukałam. 

-Co ty tu robisz? -zapytał mnie uśmiechnięty Mixer. 

-Mam ważną sprawę do załatwienia. -przyznałam. Przywitałam się z resztą ekipy i podążyłam do pokoju Karola. Lekko uchyliłam drzwi i dostrzegłam, że w pokoju nie ma chłopaka, więc cicho weszłam do pokoju i skierowałam się na balkon. Stał oparty na barierce. 

-Cześć. -powiedziałam cicho na co Karol gwałtownie się odwrócił. 

-Hej. -odpowiedział niepewnie.

-Możemy pogadać? -zapytałam. Karol kiwnął głową i pokazał, abym weszła do pokoju. Wyjątkowo w pomieszczeniu było naprawdę czysto. 

Podejrzane 

-Dużo się nad tym zastanawiałam. -zaczęłam nerwowo siadając na łóżku. -Chyba, aż za dużo. W każdym razie zdaje sobie sprawę, że nie będzie nam łatwo Musimy się zderzyć z prawdziwą rzeczywistością. Wiem też, że nie zdradziłeś mnie specjalnie. Byłeś zagubiony, zrozumiałe...

-Nie, nie. -przerwał mi. -Nie miałem prawa Ci tego robić, straciłem panowanie nad sobą, to nie wina moich uczuć, a moich czynów. 

Popatrzyłam się na niego i lekko uśmiechnęłam. 

-Każdy w swoim życiu popełnia błędy, ty ja inni, a błędy powinno się wybaczać. Będąc sama w mieszkaniu, zrozumiałam jak dużą częścią mojego życia jesteś. Nawet to, że ty i Weronika będziecie mieli dziecko i to, że mnie zdradziłeś nie zmieni tego, że dalej Cię kocham i dalej chcę spędzić z tobą resztę życia. 

Twarz Karola od razu rozpromieniła się w uśmiechu, a zaraz po chwili moje usta poczuły jego. 

W KOOOOŃCU! 

My się nie całowaliśmy, my się wchłanialiśmy. Nasze języki i wargi jak zwykle toczyły zawziętą bitwę. Tak bardzo mi tego brakowało. 

-Jesteś wspaniała -szepnął kiedy już skończyliśmy. -Uwierz mi, że Weronika nic nie znaczy, a dziecko... 

-Karol, nie mogę zabraniać Ci kontaktu z własnym dzieckiem. Wiem, że Weronika jest Ci obojętna. Ja może i się skuszę na poznanie tego szkraba. -stwierdziłam. 

-Opowiadaj co tam u ciebie. -zmienił temat. 

-Pomimo tego, że przeważnie umierałam z tęsknoty to dowiedziałam się, że mogę pomóc mojemu ojcu w wcześniejszym wyjściu z więzienia i... zrobię to, ale tylko ze względu na gang, to oni mnie poprosili o pomoc. Z pozoru wydają się niebezpieczni, ale to naprawdę fajni ludzie. Liam ten blondyn to spoko chłopak. Jest takim moim kumplem. -przyznałam. 

-Mam być zazdrosny? -zapytał. 

-Oczywiście, że nie. -zaśmiałam się dając mi całusa. -Musisz go poznać. 

* * * 

-Patecki nie! -krzyknęłam, ale w tym samym momencie brunet ściągnął majtki, więc odwróciłam wzrok. Siedzieliśmy wszyscy razem i opijaliśmy powrót do "normalności". 

Tak jak kiedyś: zabawnie i rodzinnie. 

-Dobra już koniec. -powiedziała Julka wskazując na Kubę. Wszyscy byliśmy czerwoni ze śmiechu. 

-Oj Patec, Patec. -przyznał Krzychu. 

-Mam nadzieję, że jak się już wszyscy wyprowadzimy takie imprezki będziemy regularnie urządzać. -powiedział zaś Majkel. -No prócz części be majtek. 

-Ależ oczywiście. -odpowiedział Łukasz, który z Kasią, Marcysią i Trombą niedawno przyjechali. 

-Wiecie co? Cieszę, że pomimo tylu trudnych chwil dalej siedzimy tu razem i przyjaźnimy się  -powiedziała Julka. 

-Ja też. -zgodziłam się z dziewczyną Kuby. 

-Wypijmy za to. -ogłosił Krzysiu, więc stuknęliśmy się napojami. 

Posiedzieliśmy jeszcze z godzinkę, ale ze względu na środek tygodnia impreza zakończyła się wcześniej niż zwykle. Ja postanowiłam zostać na noc, bo i tak część rzeczy dalej mam tutaj. 

-Karol? -zapytałam kiedy już sami zostaliśmy w salonie. 

-Hm? 

-Mogę zapytać o płeć dziecka? -zapytałam nerwowo bawiąc się pierścionkiem zaręczynowym.

-To dziewczynka, będę miał córeczkę. -westchnął chłopak siadając na sofie. -Ada, tak bardzo spierdoliłem. 

-Nie pierwszy, nie ostatni raz. Zawsze będę Ci powtarzać, że ludzie popełniają błędy. Ja też je popełniłam i musiałam za nie płacić. -próbowałam dodać mu otuchy. 

-Ada... em... Weronika powiedziała, że to ja mam wybrać imię... i mogłabyś mi pomóc? 

-Jasne. -zaśmiałam się. -Nie mam tym żadnego problemu. Podoba mi się jedno imię i myślę, że Natalia ładnie brzmi. 

-Okej, tak więc moja córka będzie miała na imię Natalia. -uśmiechnął się chłopak. 

On naprawdę jest szczęśliwy z tego powodu. 

Był uśmiechnięty od ucha do ucha, to niesamowite jak bardzo kochającym jest człowiekiem. Mogłabym mieć jego uśmiechniętego jako portret na ścianie. Taki ogroomny portret. 

Bądź nago. 

-Idźmy już spać, ja jutro ma mnóstwo roboty. -przyznał, więc poszliśmy na górę i po przebraniu się w piżamy wtuleni w siebie zasnęliśmy. 

Wszystko jest tak jak powinno, na reszcie. 




,

Learning to love/FrizOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz