9. - maraton.

2.4K 80 30
                                        

Bąbelki! Wczoraj miałam zrobić maraton, ale wyskoczyły mi inne sprawy, ale dzisiaj nadrobię! 

Po sesji pogadałam trochę z ekipą i wróciłam do domu. 

-Cześć Ada. -usłyszałam znajomy mi głos. 

ADAM, KURWA 

-Co ty tu do cholery jasnej robisz? -zapytałam z pozorną "pewnością siebie" 

Powtarzam pozorną. 

-Przyszedłem do ciebie, skarbie. -uśmiechnął się do mnie przerażająco. 

-Adam, kurwa nie zatruwaj mi życia. Już dosyć je zniszczyłeś. -syknęłam. 

Teraz się nie bała, BYŁAM WRĘCZ WKURWIONA. 

-Aduś, od kiedy ty taka agresywna jesteś, przecież nigdy taka nie byłaś. -powiedział spokojnym tonem. 

-Nie byłam taka, bo mnie szantażowałeś, dupku. 

-Ależ kochanie... 

-ŻADNE KOCHANIE! BIŁEŚ MNIE, GWAŁCIŁEŚ, PONIŻAŁEŚ JESZCZE CI MAŁO? nie jestem tą samą Adą co kiedyś z resztą zawsze taka byłam, tylko się ciebie bałam, a teraz mam kompletnie wyjebane na ciebie i twój nienormalny rozum! -krzyknęłam. 

-Jak chcesz, ale pamiętaj, że ja zawsze zdobędę to co chce, a chcę ciebie. -powiedział dotykając mój policzek. 

-Spierdalaj, już. -syknęłam przez zęby i kiedy wyszedł zamknęłam drzwi. 

I co ja mam teraz kurwa zrobić? Muszę natychmiast gdzieś wyjechać, do Nowcia, nie, bo wyjechał na jakiś kurs, do rodziców nie, bo to byłoby zbyt oczywiste. 

Nie wiem. 

Z bezsilności zaczęłam płakać. Teraz kiedy wiem, że zna mój adres może zrobić wszystko, WSZYSTKO. Nagle usłyszałam swój dzwonek, i jak się okazało był to Karol. Szybko zmyłam łzy i otworzyłam drzwi. 

-Hej. -uśmiechnęłam się lekko. 

-Hej, zapomniałaś portfela, więc Ci przywiozłem. -podał mi portfel. 

Zawsze coś gubię. 

-Dzięki wielkie, jak chcesz to wejdź. -powiedziałam i otworzyłam szerzej drzwi. 

-Ada? Wszystko okej? -zapytał z niepokojem. 

-Jak najbardziej. -uśmiechnęłam się jak najbardziej wiarygodnie. 

-Wyglądasz jakbyś płakała. 

-Nie, coś ty dzisiaj mało spałam i dlatego pewnie, coś do picia chcesz? -próbowałam odbiec od tematu. 

-No okej, jednak pamiętaj, że jak coś to możesz się wygadać nie znamy się długo, ale możesz mi zaufać. Już będę leciał. -uśmiechnął się. 

-Dzięki. 

Po chwili zostałam znowu sama. 

----------------------

Nieznany: Miłego dnia, Aduś!

Ja pierdole, zwymiotuję zaraz. 

Wstałam z łóżka po wykasowaniu wiadomości i ruszyłam do kuchni wczoraj przez te nerwy, nic nie jadłam, więc od razu zrobiłam sobie śniadanie. Miałam tak zjebany humor, że to szok. W ciszy zjadłam śniadanie i nie pamiętam od kiedy postanowiłam pójść na boks. Kiedyś trenowałam, ale kiedy doznałam kontuzji odpuściłam sobie. Wzięłam torbę pakując rzeczy, ubrałam się i uczesałam. Po chwili byłam już pod siłownią. 

-Ooo, Ada dawno Cię nie było, wracasz do boksu? -przywitała mnie moja ulubiona recepcionistka. 

-Tia, mam zły humor, więc muszę się na czymś wyładować. 

-Jasne. -odpowiedziała, a ja ruszyłam do szatni. Przebrałam się i założyłam rękawice. Wyszłam z szatni i od razu skierowałam się do worka. Zaczęłam go okładać jak nigdy w życiu, waliłam, waliłam i waliłam. 

Nie zapomniałam jeszcze techniki. 

-Dziewczyno, dziewczyno. -zaśmiał się koło mnie jakiś trener. -Widzę, że siłę masz. 

-Kiedyś trenowałam boks, ale przestałam ze względu na kontuzję. -odparłam kończąc obalać worek. 

-Zobaczymy co potrafisz. -uśmiechnął się cwaniacko i skierował się do parteru zakładając rękawice, które służą do ćwiczenia ciosów. Również weszłam do parteru i zaczęłam uderzać w rękawice na przemian: prawą ręką i lewą ręką. 

-Już, już jeszcze mi przywalisz na serio. -stwierdził trener. 

-Mam zły humor, muszę się wyżyć. -powiedziałam sapiąc. 

-W każdym razie zaproponuję Cie trening, co ty na to? 

-Okej. -zgodziłam się. 

-----------------------

Parkowałam właśnie po domem, bo nie dawno wróciłam z treningu, który swoją drogą dał mi w kość. 

-Aduś, gdzie byłaś? -powiedział Adam, który z nie wiadomo skąd znalazł się przy moim samochodzie. 

-Będziesz mnie teraz nachodzić, tak? -zakpiłam z niego. 

-Nawet jeśli, to i tak nie powinnaś chodzić gdzieś sama. -chciał mnie pocałować w czubek głowy, ale ja od razu go odepchnęłam. 

-Co ty odpierdalasz, człowieku? -zapytałam. 

-Walczę o swoje, kochanie. 

-ZOSTAW MNIE W SPOKOJU. -przeliterowałam mu w twarz i ruszyłam do swojego mieszkania szczelnie go zamykając. 

Ja się nigdy od niego nie uwolnię.

-

Learning to love/FrizOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz