41.

1.9K 74 120
                                        

Dzisiaj rozdział troszkę późno, ale musicie mi wybaczyć! Swoją drogą chciałam wam przekazać dobrą wiadomość. Moja książka, która jeszcze na tą chwilę jest najdłuższa ma 42 rozdziały, a tutaj mamy 41, a chcę wprowadzić jeszcze tyle rzeczy. Nie żegnam się z Wami z tego względu, że przed nami jeszcze trochę drogi z tą książką, ale już teraz dziękuję wam bardzo, za tyle miłych komentarzy, za tyle pięknych liczb. Ta książka moim zdaniem jest chyba najlepsza, ale w sumie nie mi to oceniać. W każdym razie chciałam wam podziękować za to, że jesteście i dajecie mi tyle motywacji. Dla przykładu na początku pisania ustawiłam sobie alarm, aby pamiętać, żeby napisać rozdział i szczerze, zawsze, ależ to zawsze pamiętałam o tym. Kiedy wiesz, że te kilka, kilkanaście osób czeka z niecierpliwością na dalszą część od razu Cię rwie do laptopa. Są rzeczy, które bym poprawiła jeśli chodzi o swoje książki, ale wiem, że póki mam was, nie muszę nic poprawiać, opcjonalnie się rozwijać! Kocham was i mogę wam przysięgać, że nie skończę z pisaniem dopóki będziecie razem tutaj ze mną! Nie raz uroniła mi się łezka czytając komentarze, pochwały na temat mojej osoby jak i mojej książki. #teambąbelki 

perspektywa Ady 

-Jak się czujesz, siostra? -usłyszałam głos swojego brata, więc odwróciłam głowę. 

-Już lepiej. -uśmiechnęłam się. -Spał tutaj całą noc? -zapytałam patrząc na Karola, który oparty na moim łóżku spał. 

-Z tego co mi Wujaszek mówił to tak. Zaraz przyjadą i go zabiorą. -odpowiedział. 

Biedactwo, całą noc siedział na krześle. 

-Wiesz coś od lekarza? -zapytałam po raz kolejny chcąc się dowiedzieć o stanie mojego zdrowia.

-Wczoraj miałaś szok narkotykowy, ale opanowali sytuację. -powiedział, ale w tym samym czasie przyjechali moi rodzice. 

-Jak tam córcia? -zapytała mama. -Przywiozłam rosół, pierogi i jakieś słodycze. -dodała. 

-Dobrze, mamuś nie mogę jeść. Ewentualnie jakieś soki. -powiedziałam uśmiechając się. 

-Karol całą noc tutaj? -zapytał zaś mój tato. Ostatnio byliśmy z Karolem u rodziców na obiedzie i złapali fajny kontakt. 

-Tak. -odpowiedziałam głaszcząc go po główce. 

-Dowiedzieliśmy się, że to przez tego Adama. Musisz się od niego odciąć, raz na zawsze. -powiedział mój tato stanowczym tonem. 

-Wiem, wiem. Póki co chcę wyjść ze szpitala. Zobaczymy co później. Już mnie wkurwia leżenie tutaj. 

-Nie bluźnij! -skarciła mnie mama. 

-Dojdź do siebie. -dodał Filip i złapał mnie za rękę. 

Coś przede mną ukrywają, jestem pewna. 

Później rodzice wraz z bratem pojechali do domu. 

-Cześć skarbie. -szepnęłam do Karola, który się budził. 

-Hej... ała. -powiedział łapiąc się za plecy. 

-Spałeś całą noc na krześle, głupi jesteś? 

-Nie mogłem Cię zostawić samej. Wczoraj lekarz przyszedł z wynikami, więc zostałem. -odpowiedział uśmiechając się. -Tak się cieszę, że wszystko dobrze. -pocałował mnie w czubek głowy na co mój brzuch zrobił podwójne salto. 

-Kocham Cię. -powiedziałam kompletnie szczerze. Naprawdę, to były takie słowa prosto z serca. 

-Ja ciebie bardziej. 

-Oj, nie ja. -kłóciłam się. 

-Ja, nie okłamuj się. -powiedział, ale Patecki wtargnął do sali z balonikami i założonymi szybkimi okularami, na co od razu zaczęliśmy się śmiać. 

-Siemka. -uśmiechnął się. -Baloniki dla poszkodowanej. -dodał zawieszając mi balony nad łóżkiem po czym do sali weszła reszta ekipy i zaczęli mnie przytulać. 

-Wszystko okej po wczorajszej wiadomości? -zapytał Mini Majk i wszyscy się na niego popatrzyli morderczym wzrokiem. 

-O co chodzi? -zapytałam patrząc się na całą ekipę. 

-Aduś.-zaczął Karol łapiąc mnie za rękę. -Wczoraj jak byłem tutaj z Nowciem lekarz powiedział, że może być szansa, że będziesz bezpłodna. I tego samego wieczoru potwierdził to przypuszczenie. -powiedział mając łzy w oczach. 

Adam odebrał mi wszystko. Szczęście, uczucia. Kiedy się z tego wyleczyłam, znowu wtargnął do mojego życia zabierając mi możliwość dziecka. Jakim skurwysynem trzeba być, aby zdołać zrobić coś takiego? Nie wierzę, no nie wierzę.

-Kłamiesz... -szepnęłam przytulając jego rękę. -Kłamiesz do cholery jasnej! 

-Też chciałbym, aby było to kłamstwo, ale nie jest. Masz 8 procentową szansę, aby zajść w ciąże. -powiedział miziając moje włosy. On też płakał, każdy w sali płakał. 

-Odebrał mi wszystko, rozumiesz? Wszystko. -łkałam czując coraz bardziej łzy. -Karol, tak bardzo chciałam być matką twoich dzieci, dać Ci to szczęście i sprawić, abyś został ojcem. Tak bardzo chciałam, żebyśmy byli rodzicami z gromadką dzieci, a później dziadkami z wnukami. Tak bardzo przepraszam... -wydusiłam przerywając przez płacz. 

-Nie waż się mnie przepraszać. Będę z tobą nawet jeśli jesteś bezpłodna, nie zostawię Cię nigdy. -odpowiedział łamiącym się głosem, co jeszcze bardziej mnie przybiło. 

Wszystkie moje marzenia o założeniu rodziny runęły w gruzach. Nie ma ich. 

-Tak bardzo chciałeś mieć dzieci. -mamrotałam tuląc się w koszulkę Karola i żałośnie płacząc. 

-Ada, wszystko będzie dobrze. Nie możesz się załamywać, tyle przeżyłaś. -usłyszałam głos Marcysi. 

-Jesteśmy z tobą. -wtrącił się Mixer, który miał oczy całe we łzach. Nigdy nie widziałam go w takim stanie. 

-Popatrz na mnie. -odezwał się Karol łapiąc mój podbródek. -Nie możesz o tym tak myśleć, to nie twoja wina. Nie musimy mieć własne dziecko, możemy adoptować. To nie jest koniec świata, kochanie. Ja wiem, że ostatnio poważnie myślałaś o rodzinie, wiem, że Cię boli. Ale nie możesz się załamać, tyle razy pomimo najgorszej sytuacji tego nie zrobiłaś, więc teraz też nie możesz. Kocham Cię, nie ważne czy możesz zajść w ciąże czy nie. Nie chcę, abyś była w takim stanie. Nie przez tego skurwysyna, już dość Ci zrobił. Masz mnie, ekipę, rodzinę. Wszystko się ułoży. Musisz być silna tak jak byłaś przez całe swoje życie. -powiedział. -Zrób to dla mnie. -szepnął. 

Może i ma rację, ale zawsze chciałam poczuć to, że w twoim brzuchu rozwija się życie. Zawsze chciałam przeżyć poród, pomimo tego, że nie wierzyłam w miłość. Odkąd poznałam Karola i wiem, że to on jest tym odpowiednim marzę o tym, aby zobaczyć na teście 2 kreski. Teraz nie mogę dać mu tego co zawsze chciał. Gdyby nie to, że poznałam Adama, teraz byłabym szczęśliwa i mogła spełniać swoje marzenia o rodzince. To bardziej boli niż cokolwiek. Czujesz taką wielką pustkę, to ukłucie w sercu, które jest nie do wytrzymania. Dałabym wszystko, ależ to wszystko, żeby cofnąć czas i sprawić, że nigdy bym nawet nie ujrzała tego potwora. Nienawidzę go jeszcze bardziej niż wcześniej. Gdybym go teraz zobaczyła pewnie bym go zabiła. Przez niego czułam się jak śmieć, przez niego bałam się wszystkiego, przez niego płakałam po nocach, przez niego miałam wstręt do siebie, przez niego przestałam wierzyć w cokolwiek co związane miłością. Uciekłam od niego i kiedy zaczęłam układać sobie życie znów przylazł i odebrał mi coś najgorszego. Odebrał mi możliwość zajścia w ciąże, urodzenia dziecka, uczucia, że w twoim brzuszku jest nowe życie. Odebrał mi to wszystko, za jednym zamachem.


Learning to love/FrizOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz