Anime: Haikyuu!
Gatunek: Fluff, Love/Hate
A/N - Tradycyjnie chciałabym podziękować za gwiazdki: Arsene_Lupin1, Obserwuje_Cie, suzumire, goha72, AnimusPospolityQwQ, shsjsjdjfa oraz cacoequatch, której mam nadzieje, że podobał się ostatni shot.
Dziękuję także Obserwuje_Cie , suzumire i AnimusPospolityQwQ za obserwowanie mnie <3 Czuje się zaszczycona (ノ◕ヮ◕)ノ*:・゚✧.
Postanowiłam zostać w Haikyuu, bo raz zaczęłam nadrabiać to czego nie obejrzałam, a widocznie trochę mam. Plus jeszcze nie napisałam o moim ulubieńcu.
⁙⁙⁙⁙⁙⁙⁙⁙⁙⁙⁙⁙⁙⁙⁙⁙⁙
Z naszych wspomnień, moją ulubioną historią było to jak się poznaliśmy.
Ten dzień nie zapowiadał się na szczególny, nawet przez ułamek sekundy. Poranny trening, zajęcia, na których przysypiałem i trening po szkole, po którym wracałem jak zwykle z Kenmą. W przyjaźni z nim, w mój kodeks było ratowanie bezpańskich kotów i w tym wypadku, ten dzień nie różnił się prawie niczym.
Prawie. Bo tym razem nie musiałem strugać bohatera, okradziony z tej roli przez ciebie. Nie zwracałaś w ogóle uwagi na to, że byłaś w szkolnym mundurku, wskakując na drzewo sprawnie niczym małpka. Zgrabnym krokiem podeszłaś spokojnie do kociaka, biorąc go na ręce z dumą wypisaną na twarzy, jakby ci mieli co najmniej dać za to medal za osiągnięcia.
— Fiu, fiu~~. Jakie widoki. — Uśmiechnąłem się bezczelnie, robiąc sobie daszek z dłoni przed słońcem, patrząc ci perfidnie pod spódniczkę.
Frustracja jaka pojawiła się na twojej twarzy, pogłębiła tylko mój uśmieszek, wyprowadzając cię totalnie z równowagi. Z piskiem chciałaś się zasłonić jedną ręką, cofając o krok. W typ wypadku był to jednak błąd, patrząc, że stałaś na dość cienkiej części gałęzi, chwiejąc się niebezpiecznie do tyłu, by z piskiem polecieć do przodu — wprost na mnie.
— Jaka odważna. Tak bez gry wstępnej? — Przymknąłem jedno oko, starając się nie roześmiać, kiedy ogarnęłaś sytuacje w jakiej byłaś. Siedząc na mnie okrakiem, twoja twarz zmieniła kolor na dojrzałego pomidora, a kot wyczuwając twój stres, wyskoczył ci z ramion, biegnąc w kierunku Kenmy. Zadowolonego z takiego obrotu spraw.
— Z-zboczeniec! — Chciałaś mnie spoliczkować, ale to było całkiem do przewidzenia. Nie było więc niespodzianką, że dość łatwo złapałem cię za nadgarstek, widząc na twojej twarzy wyłącznie rosnące zawstydzenie.
— Wypraszam sobie. To ty się na mnie rzuciłaś~~. — Zamrugałem niewinnie, udając oburzonego. Tym razem jednak to na ciebie nie zadziałało.
Nim zdążyłem w jakikolwiek sposób zareagować, unosząc się, kolanem uderzyłaś mnie w czułe miejsce, zostawiając mnie zwijającego się z bólu na ziemi. Widząc jak odchodzisz, zaśmiałem się mimowolnie widząc jak odchodzisz wściekła, a twoje uszy były czerwone po same koniuszki.
Nie mogłem się już doczekać, aby po raz kolejny doprowadzić cię do takiego stanu.
⁙⁙⁙⁙⁙⁙⁙⁙⁙⁙⁙⁙⁙⁙⁙⁙⁙
