Anime: JJK
Gatunek: Angst, DARK
POV: Reader ( Skoro lubisz @Obserwuje_Cie,special for u ♥)
A/N - Zawszony ulubieniec Gege. Ugh, jak jeszcze początkowo miałam takie — może nie jest taką złą postacią, tak teraz? Zakopałabym żywcem jak Shikamaru, Hidana w Naruto. #Jin był lepszym bratem, #Kenjaku miał gust, # Najgorszy wujek świata.
Dziękuję za gwiazdki: zochnas, Gold_coffe, Obserwuje_Cie, Strofkaa oraz AloneDreamerGirl ♥.
┼┼┼┼┼┼┼┼┼┼┼┼
Przeklinałam dzień wspinaczki górskiej, z moją tak zwaną przyjaciółką. Mogłam się domyślić drugiego dna, skoro sama mi to zaproponowała. Wiedząc, że sama nie była zbytnim wielbicielem tego typu wycieczek. Mimo to, ufałam jej i wierzyłam , że chciała się wkręcić w moje hobby, byśmy spędzały więcej czasu. Znałyśmy się od dziecka, mając długą i krętą wspólną historię. Fakt. Byłyśmy jak niebo i ziemia, ale jakoś zawsze schodziło to na dalszy plan, gdy coś razem robiłyśmy.
— Ugh... — Jęknęłam, czując ciepłą krew, spływającą po mojej twarzy.
Chciała zrobić ze mną zdjęcie, na szczycie jednego z klifów. Pamiątka z pierwszej wyprawy — tak mówiła, nim popchnęła mnie w dół bez nawet cna wyrzutu z tego powodu.
Zawsze miałam sporo szczęścia. To, że odzyskałam przytomność, był fakt rozłożystego drzewa nade mną, przez którego gałęzie przeleciałam, spowalniając mnie na tyle, że uniknęłam większych szkód związanych z upadkiem. Wciąż, mocno mi się oberwało. Moje ręce i twarz były poharatane przez gałęzie, a jednej z nóg nie czułam.
Zbolała usiadłam, dotykając głowy, czując jak kręci mi się w głowie. Było już ciemno, a wychodziłyśmy z samego rana, także musiał na długo urwać mi się film.
— Uraume. Weź ją. — Jak przez mgłę dotarł do mnie czyjś głęboki głos. Było zbyt ciemno bym cokolwiek widziała, a przez mój stan, podwoiło się to.
— Jak sobie życzysz. — Gdy była blisko, rozmazana ukazała mi się białowłosa kobieta, z łatwością przerzucając mnie przez ramię jak worek kartofli. — Mam się jej pozbyć? — Spytała kogoś w cieniu.
— Hmm... — Zamruczał w zastanowieniu, uśmiechając po chwili. — Nie. Opatrz ją.
Zwisając niedbale na ramieniu kobiety, coraz bardziej traciłam kontakt z rzeczywistością. Dopiero co się obudziłam, ale możliwe, że straciłam za dużo krwi? Na tyle mogłam wpaść, widząc ścieżkę z jej kropel ciągnącą się za nami.
┼┼┼┼┼┼┼┼┼┼┼┼
Tym razem byłam pewna, że to było ostatnie zamknięcie oczu, a jednak — znów je otworzyłam. Byłam w dość zwyczajnym domku. Łóżko, rozpalony kominek, puchaty dywan. Ktoś jawnie mnie uratował co mówiły mi bandaże na moich ramionach i wyczuwalne opatrunki na twarzy.
— Obudziłaś się w końcu? — Przechyliłam boleśnie głowę, w kierunku mężczyzny siedzącego w rogu pokoju. Siedział na fotelu, opierając wygodniej nogi na czymś. Chwile mi zajęło, by wypatrzeć w tym ciało, ciało innego człowiek, martwego.
— Co ja... Gdzie... — Podniosłam się gwałtownie, żałując od razu tej czynności.
— Leż. — Mężczyzna wstał, a gruchot kości biedaka pod nim, sprawił, że przeszły mnie ciarki. Kładąc dłoń na moim ramieniu, pchnął mnie do pozycji leżącej. — Nie masz poważnych obrażeń, więc nie komplikuj tego. — Ujął moją brodę, zmuszając mnie bym na niego spojrzała. Bałam się, ale nie chciałam mu tego okazać.
