Gra: Honkai Star Rail
Gatunek: Fluff
POV: 2-osobowy
A/N - Przez niego wróciłam do gry. Nie chciało mi się instalować jej po zmianie komputera, ale jak go zobaczyłam, stwierdziłam — dawać mi to. Chyba pierwszy raz byłam tak wciągnięta w historię tej gry, a na pewno pierwszy, popłakałam się. Wydawał się tak płytką postacią na wstępie, a się okazał tak głęboką, że ach! Kocham go! Znaczy...ehem ◔̯◔.Dan Heng, nie słuchaj skarbie...
Dziękuję za gwiazdki: Nicki_Rin, Negula, Anastazjusz, _seungmi_, AloneDreamerGirl oraz mi-amigo ♥.
⸗⸗⸗⸗⸗⸗⸗⸗⸗⸗⸗⸗⸗⸗⸗⸗⸗⸗⸗⸗⸗⸗⸗⸗⸗⸗⸗⸗⸗⸗⸗⸗⸗⸗
Złość przysłaniała ci racjonalne myślenie. Nikt ci się nie dziwił, bo irytował niemal każdego, a ciebie szczególnie. Wydawało mu się, że jest nie wiadomo kim, a pieniądze są wszystkim w tym świecie. Był niesamowicie pewny siebie, zawsze licząc na opłacalność relacji, nic więcej. Miasto było jego stołem do gry, a wszyscy wokoło kartami, na które obstawiał. Wszystko było jednym wielkim zakładem.
— Nie mam zamiaru na nic się z tobą umawiać. Chcesz, zrób to inaczej, ja będę robić po swojemu. — Prychnęłaś, nie chcąc kontynuować z nim rozmowy, ale ruszył za tobą.
— Nie bądź taka, Y/N. Jaka jest zabawa, jeżeli robimy to bez małego zakładu? Krucho stoisz z kasą? Mogę ci coś dać w prezencie. Sto tysięcy wystarczy? — Sięgnął telefon, chcąc zrobić ci przelew, ale złapałaś go za nadgarstek.
— Nie chcę od ciebie pieniędzy! Mam swoje środki, a tobie nic do tego, ile ich mam! — Drgnęła ci brew na widok jego uśmieszku.
— Aa... Rozumiem. Po prostu boisz się przegrać? — Miałaś ochotę go uderzyć, ale byliście w głównym holu hotelu i było za dużo świadków.
— Nie boję się przegranej. Nie chce po prostu zakładać się z tobą. Przestań wszystkim naokoło proponować takie rzeczy, bo pewnego dnia twoje szczęście się skończy i pożałujesz. — Warknęłaś, puszczając go.
— Boisz się, bo wiesz, że moje szczęście nigdy się nie kończy. Jestem pewien, że mógłbym z tobą wygrać we wszystkim. Możesz zaproponować cokolwiek chcesz. Może to być nawet coś niemożliwego, w twoim mniemaniu, oczywiście. — Przymknęłaś oczy, wzywając wszelki Aeonów, by dali ci do niego cierpliwość.
— Wiesz, że jesteś irytujący? — Zaśmiał się, niewzruszony totalnie.
— Często to słyszę, ale jakoś niespecjalnie mnie to boli. Jeden zakład, limitowany czas, zwycięzca zgarnia wszystko. — Nie wyglądał nawet trochę, jakby miał sobie odpuścić.
— Dlaczego ja...? — Warknęłaś, dotykając głowy, zaczynającej cię boleć od zbyt długiego towarzystwa blondyna. — Sprecyzuj.
— Ustalmy limit dwóch miesięcy. Zwycięzca zakładu zyskuje życie drugiej osoby na wyłączność. All or nothing. — Otworzyłaś usta chcąc go spytać, czy oszalał, ale to nie było nic nadzwyczajnego w jego wypadku.
— Zakład? — Założyłaś ręce, niewzruszona.
— Twoja decyzja. Popisz się wyobraźnią. Może to być niesprawiedliwe dla jednej strony, coś czego jesteś pewna, że wygrasz. — Drgnęła ci powieka z powodu jego pyszałkowatości.
