5. Jeden tydzień...

282 8 4
                                        

Perspektywa Krystiana

Dojechaliśmy na miejsce, było to osiedle domków nad jednym z Mazurskich jezior, zanieśliśmy rzeczy do środka i przed obiadem poszliśmy jeszcze na krótki spacer wzdłuż jeziora, Ewelina cały czas trzymała mnie za rękę

- Pięknie tu jest, prawda?

- prawda, ale jeszcze piękniej  bo jestem tu z tobą

- Ja to jestem ciekawa, co zrobiłeś że jesteś taki grzeczny, hmm? - Powiedziała zatrzymując się na chwilę i całując mnie

- Ej nie przy ludziach, przyjemności zostawmy sobie na wieczór

- Sam jesteś jak ten wieczór, chodź wracamy, bo jestem bardzo głodna - Chciałem ją jak najbardziej uszczęśliwić, w tamtym momencie zrobiłbym dla niej dosłownie wszystko. Poszliśmy coś zjeść do jednej z najlepszych restauracji w okolicy, a po obiedzie wróciliśmy do swojego domku. Ten dzień  zleciał nam bardzo szybko i poza jakąś rozmową i spacerami nie zrobiliśmy nic więcej, mimo to nie nudziłem się w towarzystwie swojej żony. Wieczorem poszliśmy coś zjeść i potańczyć, wszystko szło po mojej myślę, aż do pewnego momentu. Zauważyłem jak jakiś dwóch typków zaczyna się że sobą szarpać, chciałem coś zrobić i jakoś zareagować, ale Ewelina złapała mnie za nadgarstek i pociągnęła do siebie

- Proszę Cię Krystian... - trzymała ciągle moją rękę praktycznie jej nie puszczając, ja nie wiedziałem o co jej chodzi

- Ja muszę...

- coś mi obiecałeś, na jeden tydzień zapomnij o tym, że jesteś policjantem. Proszę... - Nie wiedziałem co powinienem zrobić, z jednej strony wiedziałem, że muszę zareagować, ale z drugiej przez ten wyjazd miała się dla mnie liczyć tylko Ewelina. Usiadłem spowrotem na krześle przy stole

- Dziękuję, ty Krystian nawet nie wiesz ile to dla mnie znaczyło, kocham cię - Nie puszczała mojej dłoni, a ja biłem się z myślami, przecież nie mogłem tak tego zostawić

- Wiem, ja Ciebie też kocham - Powiedziałem mimo wątpliwości, które mi towarzyszyły, ale ona przez całą kolację była uśmiechnięta i to było wtedy najważniejsze. Kiedy mieliśmy już wychodzić, zauważyłem nóż w ręce jednego z mężczyzn awanturujących się w restauracji i teraz już nie mogłem przejść obok tego obojętnie

- Poczekaj! Muszę to załatwić - rzuciłem odchodząc od stolika

- Wiedziałam, że tak będzie - mimo tego co ona jeszcze mówiła podszedłem bliżej

- Ej! Pogieło cię!

- Nie wtrącaj się facet, bo to nie twoja sprawa!

- Może teraz już moja? - wyciągnąłem z kieszeni odznakę, którą obiecałem Ewelinie zostawić w domu

- Dobra luz gościu, przecież to tylko takie wygłupy

- Aha wygłupy? Z tych wygłupów, będziecie się policji tłumaczyć, patrol zaraz będzie - tak jak powiedziałem zadzwoniłem po radiowóz, kiedy przyjechali powiedziałem im wszystko i resztą zajęli się sami. Wróciłem do naszego stolika, ale mojej żony już tam nie było, wróciłem więc do domku gdzie spaliśmy, leżała na łóżku odwrócona do ściany, usiadłem obok kładąc jej rękę na ramieniu

- Kochanie... przepraszam... - odezwałem się cicho i niepewnie, ale ona tylko bardziej odsunęła się ode mnie - ... Ja musiałem zareagować

- okłamałeś mnie! Obiecałeś, że odznakę zostawisz w domu, a ty musiałeś ją że sobą zabrać, dla ciebie nie liczy się nic innego oprócz policji! Na co ja właściwie liczyłam, że wreszcie będę na pierwszym miejscu! Chociaż przez chwilę byłam szczęśliwa! - wykrzyczała mi płacząc prosto w twarz i wyszła z sypialni, próbowałem ja jeszcze złapać za rękę, ale ona mi się wyrwała i wyszła. Usiadłem na podłodze opierając się o łóżko, co ja właściwie źle robię? Dlaczego wszystko muszę zchrzanić?
Czułem się coraz bardziej przytłoczony tym wszystkim. Ewelina miała humorki, a ja starałem się wspierać ją jak tylko mogłem, sam zostając bez jakiejkolwiek pomocy...

Ramię W Ramię Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz