Perspektywa Łucji
Minęły kolejne dwa tygodnie, stan Krystiana wogóle się nie poprawiał, czasami było nawet tak, że było dużo gorzej. Ewelina była już tym wszystkim zmęczona, ona już chyba nie wierzyła w to że będzie dobrze, chyba nikt z nas już w to nie wierzył, ciągle tylko płakała, a każdy dzień spędzała w szpitalu przy Krystianie. Ten lekarz kilka razy jeszcze próbował wyżywać się na niej, ale kiedy wyszło na jaw że bierze łapówki, szybko został zwolniony, Olgierd tak jak powiedział nie odpuścił mu tego i dopiął swego. Dziś kiedy przyszłam zobaczyłam jak Ewelina śpi na łóżku obok wtulona w niego, nawet nie miałam odwagi wejść do środka, chwilę później dołączył do mnie mój narzeczony
- Tak bardzo mi jej szkoda. Olgierd, ja nawet nie chcę sobie wyobrażać co zrobiłabym gdybym była na jej miejscu
- Nie denerwuj się, pamiętaj że jesteś w ciąży...
- Pamiętam o tym i tak bardzo się cieszę, że mogę być szczęśliwa, ale jak tylko pomyślę o Ewelinie, przez co ona teraz przechodzi, to...
- Ewelina jest silna, gdyby tak nie było to już dawno by się poddała, przecież to trwa już prawie miesiąc, a ona jest cały czas przy nim...
- Olo, powiedz tak szczerze, ty jeszcze wierzysz w to, że Krystian się obudzi?
- Szczerze? Nie wierzę... - Zobaczyłam łzy w jego oczach, jemu też było z tym bardzo ciężko. Ewelina się obudziła i wyszła do nas na korytarz
- wyspana?
- Tak, nawet niewiecie jak bardzo. Zasypiałam słysząc bicie jego serca... przecież mógł to być ostatni raz
- Ej nie mów tak, jeszcze będzie dobrze, wszystko się ułoży
- Olo... proszę cię. Nie musisz przede mną udawać, wiem że ty też nie wierzysz, że będzie dobrze
- idziemy coś zjeść? - szybko zmieniłam temat, tak żeby przestali o tym myśleć, byłam zdziwiona, że Ewelina tak szybko się zgodziła
- Pewnie, ja jestem jak najbardziej za
- Chodźmy w takim razie - Poszliśmy do restauracji nie daleko szpitala, usiedliśmy przy stoliku zamawiając wcześniej obiad.
Perspektywa Eweliny
Kiedy skończyliśmy posiłek, chciałam im coś powiedzieć, to było dla mnie naprawdę ważne
- Dużo ostatnio o tym myślałam i wiecie co wam powiem? Ja już chyba pogodziłam się z tym, że Krystian nie długo umrze... oczywiście bardzo tego nie chcę, ale jeśli on ma się męczyć. Olgierd wszystkim nam jest ciężko, ale może pora wreszcie pogodzić się z tym - Widziałam zdziwienie w ich oczach, ale taka była prawda i nie mogliśmy się dłużej oszukiwać - ja kocham go najbardziej na świecie i też marzę o tym, żeby się wreszcie obudził, ale wiem że to się nie wydarzy
- Ewelina... Ja też już nie wierzę, że będzie dobrze...
- Musimy się trzymać razem, tak jak Krystian by tego chciał...
- przepraszam, ale ja nie dam rady dłużej - Olgierd wstał i wyszedł z restauracji, kazałam Łucji iść za nim, a sama wróciłam do męża. Kiedy znalazłam się pod drzwiami, zobaczyłam w środku lekarzy, czyli znów walczyli o jego życie, usiadłam bezradnie na krześle, obiecałam sobie przecież i nie mogłam się teraz rozpłakać, byłam całkowicie spokojna i pogodzona z tym co miałam zaraz usłyszeć
- Pani Ewelino... - W pewnym momencie usłyszałam męski głos, który mnie wyrwał z zamyślenia , nie popatrzyłam nawet przez moment przez szybę - Nigdy nie spotkałem się z bardziej walczącym facetem...
- Czyli to koniec?
- To chyba jakiś cud, ale proszę spojrzeć - Nie rozumiałam co mówi, Krystian nie miał już tej całej aparatury - Ja w tej chwili mogę tylko pogratulować tak silnego męża, naprawdę rzadko się zdarza, żeby ktoś tak walczył
- O czym pan mówi?
- Pani mąż jest przytomny i oddycha samodzielnie - Podniosłam na niego wzrok, rozpłakałam się jak dziecko, chociaż tak naprawdę to jeszcze nic do mnie nie dotarło
- Czy ja...?
- Niech pani idzie do niego na chwilę, ale góra 5 minut, on musi teraz dużo odpoczywać - Weszłam niepewnie do środka, ja czułam że to jest jakiś żart
- Krystian! - podbiegłam łapiąc go za rękę
- Cześć - powiedział tak cicho, że prawie go nie słyszałam, był jeszcze taki słaby - głodny jestem...
CZYTASZ
Ramię W Ramię
FantasyHistoria przyjaźni, która nie zdarza się często. Dwa różne charaktery, ale jeden wspólny cel...
