26. Nie chodź...

217 7 2
                                        

Perspektywa Krystiana

Kiedy poczułem czyjąś dłoń na ramieniu momentalnie się odwróciłem

- Pogieło cię!? Jak ci ruscy tutaj wrócą to odrazu cię zabiją! - Na szczęście to był tylko ten nasz informator, w przeciwnym razie niechcę myśleć ciby się ze mną stało

- gdzie oni są?

- niewiem, ale zachwilę wrócą. Zmywak się stąd!

- muszę wejść na górę! Stój tu i pilnuj!

- Nie chodź tam dla swojego dobra

- są tam dzieciaki?

- Niewiem, ale chyba tak - nic więcej nie musiał mówić  dla mnie wszystko było jasne, te4az juz nie odpuszczę i ide tam. Odepchnąłem go na bok i wszedłem po schodach do góry. W dwóch pierwszych pomieszczeniach nikogo nie było, zauważyłem duże drzwi, które nie wyglądały na zbytnio zabezpieczone,  popchnąłem je silniej i się otworzyły, a kiedy wszedłem głębiej do środka zauważyłem dzieciaki. Były wtulone w siebie i związane,  na ich twarzy były zaschnięte łzy i ten widok mnie chyba złamał. Zaczęły krzyczeć i jeszcze bardziej płakać  podszedłem bliżej

- Nie bójcie się, ja nic wam nie zrobię... cicho... Nie płaczcie... proszę - delikatnie odwiązałem sznur, którym były związane - posłuchajcie mnie, ja jestem z policji i zabiorę was do rodziców, tylko musicie mi pomóc, ok?... zrobimy tak, że jak któryś z tych panów tutaj wróci to będziecie udawać że dalej jesteście związani, ja się schowam i zadzwonię do mojego kolegi on nam pomoże, dobrze? - cała trójka bała się mi nawet odpowiedzieć, zadzwoniłem do Olgierda...

- Olo dawaj tu czarnych jak najszybciej! Mam dzieciaki!

- Krycha wychodź z tamtąd rozumiesz!? - był wściekły na mnie i odrazu to pokazał, ale nas mnie nie zrobiło to wrażenia, nie miałem zamiaru odpuszczać

- wezwij ateków jak najszybciej

- Krystian wyjdź stamtąd i tutaj na nich poczekamy, wychodź słyszysz!?

- Nie Olo, nie zostawię ich tutaj samych - Rozłączyłem się i starałem się uspokoić dzieciaki, które cały czas płakały

- Nie bójcie się, zaraz zabiorę was  do rodziców - usłyszałem jakiś hałas na dole, one też to usłyszały i znów wtuliły się nawzajem w siebie - To co? Pomożecie mi?... Ja się schowam za ten mur i cały czas będę wszystko widział, obiecuję, że nic się wam nie stanie, nikt was nie skrzywdzi - chciałem wstać, ale poczułem jak ktoś łapie mnie za rękę, usłyszałem cichy niepewny głos jednego z chłopców
- Nie chodź...
- Nie płacz,... nigdzie nie pójdę - przytuliłem je do siebie, czułem drżenie ich ciała. Mam przesrane, ale nie zostawię ich.... Wkońcu po kilku minutach drzwi się otworzyły, stanęli w nich ci ruscy, podniosłem się z ziemi i stanąłem przed dzieciakami, one cały czas kurczowo trzymały się moich spodni...

- kim jesteś i czego tutaj szukasz!? - wyciągnął broń i skierował ją w moją stronę, zrobiłem to samo, ale był jeden problem, ich było trzech, a ja póki co byłem sam

- Policja! Radzę ci odłóż tą klamkę, nie masz szans uciec, a ja cię rozwalę jak będę chciał...

Ramię W Ramię Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz