~68~ Chce zbawić świat swoim kosztem.

212 16 54
                                    

Rozdział kończy się dopiero pogrubionym napisem.

(Perspektywa Juliusa)

/Czwartek, 22, Victoryville/

Szukanie staruszka który ponad sześć lat temu pomógł mi ukryć pewne rzeczy nie okazało się tak łatwe jak myślałem.

Znalezienie go w domu którego adres podał w szpitalu jeszcze za czasów gdy tam pracował byłoby zdecydowanie za proste, a jednak łudziłem się że właśnie to rozwiąże sprawę.

Flleut jak się okazało nie mieszka tam już kilka lat, co oznacza że prawdopodobnie zwolnił się i wyprowadził zaraz po pamiętnej operacji jaką przeprowadził na Rosie.

Chociaż w sumie czego ja się spodziewałem po mężczyźnie który przeze mnie złamał większość swoich zasad i naraził się nie tylko ludziom z Bekersfield ale także Trevorom.

Może i nie każdy jest obeznany w Mafii ale tak jak to już jest w większości mniejszych miast nazwiska krążą, ktoś usłyszy od kogoś kto usłyszał jeszcze gdzieś indziej i nagle stajesz się sławny.

Poza tym ludzie wiedzą, nawet jeśli się nie przyznają lub nawet nie do końca są tego świadomi to wiedzą ze kiedy słyszysz jedno z ''tych'' nazwisk lub widzisz jedną z "tych" osób to odwracasz wzrok lub odchodzisz.

Dlatego też doktorek spietrał i uciekł, prawdopodobnie uciekł bo co do tego dlaczego zniknął nie mam pewności.

Nie znajdę doktorka sam, ale nie mam się też do kogo odezwać po pomoc. Każdy z ludzi Platyn prawdopodobnie wie już o mojej "zdradzie" i z chęcią by mnie oddał w ręce braci.

Kontakty Basima nie sięgają tak daleko a większość ludzi tutaj jest w bliskich relacjach z pracownikami Lito i Caspara.

No właśnie wszystko prowadzi kurwa do nich, może gdybym wtedy nie przybrał ich strony to moje życie teraz wyglądałoby zupełnie inaczej. Może nie potrąciłbym wtedy Rosie i nie narobił jej takich kłopotów.

Nie musiałbym spędzać tylu nocy szwendając się w okolicach jej osiedla by w razie czego być blisko i przede wszystkim cholera nie wciągnąłbym jej w to całe bagno.

Jedyne co mi teraz pozostaje to znaleźć jakiegoś informatyka który byłby w stanie odszukać Flleuta. Raczej nie zrobię tego w staroświecki sposób szukając go po mieście więc pozostaje mi tylko Internet.

Zjechałem na jakieś pobocze i z tylnego siedzenie zabrałem torbę w której miałem laptopa. Nie używałem tego komputera zbyt często bo ten sprzęt łatwiej namierzyć. Dlatego też zazwyczaj leży wyłączony w samochodzie.

Wystawiłem w odpowiednim miejscu ogłoszenie oraz zaoferowałem całkiem dużą kwotę i pozostało mi czekać.

I mimo iż tak naprawdę praktycznie cała moja kariera w mafii opierała się głównie na czekaniu ja właśnie tego nie lubię najbardziej.

Szczerze nienawidziłem sytuacji w których dniami lub nawet tygodniami musiałem przymilać się do ludzi których szczerze nie znosiłem, kiedy musiałem wysłuchiwać historii o morderstwach na moich znajomych i przyjaciołach z uśmiechem na ustach tylko po to by doczekać chwili w której padną jakieś szczegóły odnośnie interesów lub kolejnych planów.

W tamtym czasie szczerze nienawidziłem swojej roboty ale byłem w tym dobry więc nie mogłem zrezygnować. Taki już mój urok, zazwyczaj ludzie szybko mi ufają i nie mają większego problemu by obdarzyć mnie sympatią.

Sam nie wiem od czego to zależy czy od obycia danej osoby, charakteru, sposobu mówienia czy może wyglądu.

Tak naprawdę siedziałem w tym pseudo szpiegowskim bagnie wiele lat a skończyło się to dopiero na robocie którą zajmowałem się w czasie kiedy spotkałem Rose. To przez to ścigali mnie wtedy ludzie z Bakersfield, przez to Trevorzy dręczą mnie do teraz i również przez to na Rosie spada coraz większe niebezpieczeństwo.

Nawet krok może wywołać lawinę. ✔Opowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz