- Wie doktor, o co chodzi z tą wojną? - pytam, ledwo znajdujemy się poza zasięgiem wzroku i słuchu Lidki.
- Nawet jeśli bym cokolwiek wiedział, to i tak bym ci nie powiedział - odpowiada Góra poważnie. - Jeśli będzie chciała, sama ci kiedyś o tym opowie.
Odpuszczam, nie chcąc dociekać, choć ciekawość jest naprawdę silna. Postanawiam uderzyć natomiast z innej strony.
- Niech mi pan tak szczerze powie, czy pan... No wie pan... Czy pan coś do niej czuje?
- Ja? - Robi wielkie oczy. - Wszołek, czy ty... ten... z taboretem się na rozumy nie pozamieniałeś przypadkiem?
- Słucham? - Tym razem to ja patrzę na niego jak na wariata.
- To, co słyszałeś. Zapytałem, czy się z taboretem na rozumy nie pozamieniałeś.
- No nie, doktorze. Ja pytam tak zupełnie serio.
- Posłuchaj mnie, Wszołek. - Góra staje naprzeciwko mnie. - Mam do ciebie taką ogromną prośbę. Nie wtykaj swojego pięknego noska tam, gdzie nie musisz. Chyba masz swoją rodzinę, prawda? Basię, Tadzika. No właśnie. Więc, proszę cię grzecznie, zajmij się nimi, a sprawy innych zostaw w spokoju.
- No dobrze, już dobrze, ja po prostu się martwię - wyjaśniam. - Po tym, co się stało ostatnio... Wie pan... Szkoda by było... Znaczy, po prostu... nie chciałbym... Znaczy nikt z nas by nie chciał, żeby pan cierpiał i żeby... się pan obwiniał. Przecież tak może sobie pan całe życie zniszczyć, doktorze, a z pana jest naprawdę równy gość i bardzo dobry lekarz.
Widzę jak na jego twarz występuje rumieniec.
- Naprawdę tak uważasz? - pyta cicho.
- No jasne - mówię szczerze. - Fakt, na początku kiepsko szła z panem współpraca. Wie pan, wszyscy pana uważali za służbistę, faceta z zasadami, ale w pewnym momencie pan się zmienił, na lepsze. Mówiąc krótko, zapunktował pan i to bardzo.
Moje słowa wyraźnie wprawiły go w zakłopotanie.
- Ja... Dziękuję, naprawdę. To... wielki zaszczyt usłyszeć od ciebie coś takiego.
- A dla mnie zaszczytem jest to, że mogę z panem pracować - odpowiadam z uśmiechem. - Uważam, że nie powinien pan się obwiniać za śmierć Renaty. W ten sposób ani sobie ani jej pan nie pomaga, bo przecież życia pan jej nie wróci, a podejrzewam, zapewne słusznie, że ona powiedziałaby panu dokładnie to samo.
- Wiem, tylko... Widzisz, to nie jest takie proste.
- Zdaję sobie z tego sprawę. Ale czasem przeszłość trzeba zostawić za sobą, a skupić się na tym, co jest teraz. Dobrze panu radzę, niech pan to przemyśli. A teraz nie zajmuję czasu. Lecę do Basi i małego, pewnie się za mną stęsknili.
- Dobrze, idź, jak najbardziej - odpowiada, wciąż zszokowany. - Tylko uważaj na siebie.
- Jasne, doktorze, będę jak zawsze ostrożny - uspokajam go i odchodzę.
- Wszołek! - woła za mną, zanim zdążam odejść na dobre.
- Tak, doktorze? - Odwracam się w jego stronę.
Czekam, aż niespiesznie podejdzie bliżej.
- Dziękuję za twoją radę - mówi nieśmiało. - Wiesz, jesteś... jesteś drugą osobą, która mi to mówi i... tego... po prostu dziękuję.
- Polecam się na przyszłość - odpowiadam szczerze. - Do widzenia, doktorze.
- Do jutra - odpowiada cicho Góra i powoli znika w ciemności.
CZYTASZ
Razem mimo wszystko
FanfictionHistoria jest o lekarzach i ratownikach z serialu Na Sygnale. :) Skupiam się w niej głównie na wątkach prywatnych, ale wezwania też się jakieś zdarzą. Cała opowieść zaczyna się od końca odcinka 162, w którym to Potocki poinformował Wiktora, że Anna...
