~Magnus~
- Będę musiał odwiedzić staruszka... - mruknął Magnus. Odchylił głowę i zapatrzył się na białe obłoki nad światem, zapominając na chwilę o swoich problemach. - A może list mu wysłać, jak myślicie?
- Ta, sowę od razu poślij - prychnął Raphael. - Może pomyśli, że dostał się do Hogwartu, i już więcej go nie zobaczysz.
- To jest klucz do mojego nowego wspaniałego życia - westchnął sarkastycznie Bane.
- Gdybyś pouczył się kilka dni i poszedł na poprawkę, nie musiałbyś teraz o nim myśleć - powiedział Ragnor.
Bane, do tej pory zwykła zapałka - zapalił się.
- Gdybyś mi powiedział, że poprawka będzie taka łatwa, że zda nawet ktoś taki jak ty... - syknął rozdrażniony azjata, odrywając wzrok od nieba i wracając na żałosną ziemię. - Poszedłbym tylko po to, żeby ci towarzystwa dotrzymać. A przy okazji bym napisał ten cholerny test i zdał.
- Mówiłem ci! - Ragnor także się zdenerwował. - Proponowałem pójście do Catariny i pouczenie się z nią. Wolałeś mieć wyjebane, to teraz idź na dywanik do starego, jakby facet nie miał co robić, tylko pilnować tego, czy jego syneczek ma piątki na świadectwie czy w ogóle, kurwa, nie zdaje.
- A żebyś wiedział, że to leży w jego interesie, jeśli chce mieć ze mną jakikolwiek kontakt - wywarczał Magnus. - Jakoś nie pamiętam, żeby dał mi spokój ze swoimi chorymi propozycjami, więc tak, do jasnej cholery, obchodzi go, czy syneczek ma piątki czy pały na świadectwie!
- Dosłownie jesteś synem marnotrawnym, w każdej postaci - wywrócił oczami Fell.
Magnus już zgrzytał zębami ze złości.
- Jeśli ośmielisz się powiedzieć, że mi się dziwisz, to dostaniesz w pysk.
- Zamknijcie jadaczki, niños estúpidos... - prychnął nagle Raphael, zerkając na obydwu swoich przyjaciół jak na małe, denerwujące dzieci, mimo że to on był z trójki najniższy i musiał wzrok na kolegów unieść. - Obaj jesteście kretynami i tyle powinniśmy teraz wiedzieć. Jeszcze jedno słowo, a odetnę wam wasze bezużyteczne języki.
- Nierealne - fuknął ze szczerym niedowierzaniem Magnus.
- Wrzucę twojego kotka do klatki głodnych psów, lepiej? - warknął hiszpan.
Ragnor parsknął śmiechem. Bane za to spojrzał na niskiego chłopaka w czarnych loczkach jak na swojego najgorszego wroga.
- Jesteś obrzydliwy... - wymamrotał, jednak na tym skończyła się ich dyskusja.
Obeszli już budynek liceum wraz ze znajdującym się na tyle boiskiem i dotarli do tylnego muru.
Magnus chciał przerzucić swoją torbę na drugą stronę, ale przypomniał sobie, że owej rzeczy przy sobie nie ma. Wyrzucił ją, gdy uciekał z Ragnorem od zgrai Richarda.
Niezbyt mądre posunięcie z jego strony, zważywszy, że miał tam broń oraz pieniądze, a także swoje kosmetyki - bezcenny towar. Richard lub ktoś z jego ludzi mógł bagaż pochwycić. Jednakże, życie było wtedy ważniejsze.
Magnus westchnął i zaczął ostrożnie wdrapywać się na śmietnik ustawiony przy drzewie, byle by broń boże nie wpaść do środka, jak mu się kiedyś zdarzyło. Nie zamierzał powtórzyć tego kolejny raz.
- Gdzie idziemy? - zapytał Ragnor. - Macie pomysł, co robimy do czasu, aż się walki zaczną?
- Zapomniałeś, co mówiłeś wcześniej o Richardzie? - mruknął Raphael. - Nie zamierzam spotykać się z Elliottem i Lily bez opowieści o tym, jak zemściliśmy się na tym dupku.
CZYTASZ
𝕎𝕚𝕝𝕝 𝕐𝕠𝕦 𝕊𝕞𝕚𝕝𝕖 𝕋𝕠 𝕄𝕖 𝔸𝕥 𝕋𝕙𝕖 𝔼𝕟𝕕?
Fanfiction🄼🄰🄻🄴🄲 🄵🄰🄽🄵🄸🄲 Magnus Bane robi wszystko, by uciec spod skrzydeł ojca. Jednak nie jest to takie proste. Asmodeusz, znany mafioza, widzi w swoim synu gangstera, który mu się przyda. Zsyła przez to na niego same problemy. Magnus każdego dnia...
