Rozdział 3

391 40 3
                                        


~Magnus~
- Będę musiał odwiedzić staruszka... - mruknął Magnus. Odchylił głowę i zapatrzył się na białe obłoki nad światem, zapominając na chwilę o swoich problemach. - A może list mu wysłać, jak myślicie?

- Ta, sowę od razu poślij - prychnął Raphael. - Może pomyśli, że dostał się do Hogwartu, i już więcej go nie zobaczysz.

- To jest klucz do mojego nowego wspaniałego życia - westchnął sarkastycznie Bane.

- Gdybyś pouczył się kilka dni i poszedł na poprawkę, nie musiałbyś teraz o nim myśleć - powiedział Ragnor.

Bane, do tej pory zwykła zapałka - zapalił się.

- Gdybyś mi powiedział, że poprawka będzie taka łatwa, że zda nawet ktoś taki jak ty... - syknął rozdrażniony azjata, odrywając wzrok od nieba i wracając na żałosną ziemię. - Poszedłbym tylko po to, żeby ci towarzystwa dotrzymać. A przy okazji bym napisał ten cholerny test i zdał.

- Mówiłem ci! - Ragnor także się zdenerwował. - Proponowałem pójście do Catariny i pouczenie się z nią. Wolałeś mieć wyjebane, to teraz idź na dywanik do starego, jakby facet nie miał co robić, tylko pilnować tego, czy jego syneczek ma piątki na świadectwie czy w ogóle, kurwa, nie zdaje.

- A żebyś wiedział, że to leży w jego interesie, jeśli chce mieć ze mną jakikolwiek kontakt - wywarczał Magnus. - Jakoś nie pamiętam, żeby dał mi spokój ze swoimi chorymi propozycjami, więc tak, do jasnej cholery, obchodzi go, czy syneczek ma piątki czy pały na świadectwie!

- Dosłownie jesteś synem marnotrawnym, w każdej postaci - wywrócił oczami Fell.

Magnus już zgrzytał zębami ze złości.

- Jeśli ośmielisz się powiedzieć, że mi się dziwisz, to dostaniesz w pysk.

- Zamknijcie jadaczki, niños estúpidos... - prychnął nagle Raphael, zerkając na obydwu swoich przyjaciół jak na małe, denerwujące dzieci, mimo że to on był z trójki najniższy i musiał wzrok na kolegów unieść. - Obaj jesteście kretynami i tyle powinniśmy teraz wiedzieć. Jeszcze jedno słowo, a odetnę wam wasze bezużyteczne języki.

- Nierealne - fuknął ze szczerym niedowierzaniem Magnus.

- Wrzucę twojego kotka do klatki głodnych psów, lepiej? - warknął hiszpan.

Ragnor parsknął śmiechem. Bane za to spojrzał na niskiego chłopaka w czarnych loczkach jak na swojego najgorszego wroga.

- Jesteś obrzydliwy... - wymamrotał, jednak na tym skończyła się ich dyskusja.

Obeszli już budynek liceum wraz ze znajdującym się na tyle boiskiem i dotarli do tylnego muru.

Magnus chciał przerzucić swoją torbę na drugą stronę, ale przypomniał sobie, że owej rzeczy przy sobie nie ma. Wyrzucił ją, gdy uciekał z Ragnorem od zgrai Richarda.

Niezbyt mądre posunięcie z jego strony, zważywszy, że miał tam broń oraz pieniądze, a także swoje kosmetyki - bezcenny towar. Richard lub ktoś z jego ludzi mógł bagaż pochwycić. Jednakże, życie było wtedy ważniejsze.

Magnus westchnął i zaczął ostrożnie wdrapywać się na śmietnik ustawiony przy drzewie, byle by broń boże nie wpaść do środka, jak mu się kiedyś zdarzyło. Nie zamierzał powtórzyć tego kolejny raz.

- Gdzie idziemy? - zapytał Ragnor. - Macie pomysł, co robimy do czasu, aż się walki zaczną?

- Zapomniałeś, co mówiłeś wcześniej o Richardzie? - mruknął Raphael. - Nie zamierzam spotykać się z Elliottem i Lily bez opowieści o tym, jak zemściliśmy się na tym dupku.

𝕎𝕚𝕝𝕝 𝕐𝕠𝕦 𝕊𝕞𝕚𝕝𝕖 𝕋𝕠 𝕄𝕖 𝔸𝕥 𝕋𝕙𝕖 𝔼𝕟𝕕?Opowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz