~Alec~
Lightwood pociągnął nosem. Magnus pogłaskał go po włosach, odsunął grzywkę z czoła i tam właśnie złożył pocałunek. Na ustach Aleca, który powoli przestawał płaczliwie dramatyzować, pojawiał się mały uśmiech.
Było mu ciepło, sucho, wygodnie. Oraz przede wszystkim - miło. Z Magnusem siedzieli na strychu Dumort, na jednym z łóżek, opierając się o poduszki. Wpełzli na górę lokalu tylnym wejściem, jakiś czas temu.
Bane zaciągnął Aleca do Dumort po tym, jak go przytulił, gdy ledwo przed nim wyhamował, pędząc jak strzała. Prze całą drogę do lokalu trzymał Aleca za ręce, całował go, tulił, nawet szeptał coś do ucha, ale Lightwood zamienił się wtedy we łzawy bajzel i nic nie usłyszał, zamieniając się w małe dziecko. Cóż, dał upust emocjom przy Magnusie, nie kontrolując siebie. Ale to wszystko za sprawą uczucia, jakim Magnusa darzył. Wiedział, że może mu się wypłakać.
Pamiętał tylko fragmenty z tego, jak Bane ciągnął go do Dumort i uspokajał. Przez mglistą powierzchnię łez, która rozmazywała mu obraz przed oczami, miał wrażenie, że księżyc odbijał się od twarzy Magnusa blaskiem. I nie z powodu brokatu, a łez. Czy azjata także płakał?
Alec nie był tego pewien, choć ta myśl była budująca. Świadczyła o przywiązaniu. Potem Lightwood sam ścierał swoje łzy, wchodząc za Magnusem po schodach na strych Dumort. Bane usiadł na łóżku, Alec od razu się przy nim skulił, azjata go objął i w takim uścisku zostali.
Trwali w ciszy, przerywanej przez Aleca, który co jakiś czas ciągał nosem albo przełykał ślinę. Oprócz tego był całkowicie wyleczony z bólu, jaki zaserwowali mu rodzice (Robert także, bo sama jego obojętność nie była w porządku), przez który płakał jak bóbr.
Wtulając się w Magnusa i czując, jak cierpiący z własnych problemów Bane pomaga jemu i traktuje go tak czule, Alec nie miał już powodów do płaczu.
Odczuwał głęboko w sobie, że Magnus go rozumie, i dlatego nikt z nich nie musiał nic mówić. Tulenie się w ciszy zastępowało godzinne żale i tony mokrych od łez chusteczek.
Alecowi bardzo się to podobało. Oraz był bardzo wdzięczny.
- Dziękuję... - mruknął więc, dość dławiąco, wciskając nos w pachnącą koszulę Magnusa.
- Nie masz za co... - wyszeptał azjata. Przytulał mocno Aleca, miażdżąc go w uścisku. - Naprawdę nie masz za co.
Alec znowu chciał się rozpłakać, ale tym razem ze wzruszenia. Miał za co dziękować Magnusowi. Za jego bieg, jakby Alec co najmniej umierał. Za wszystkie słowa, dotyk, całe wsparcie, jakim go zasypał, tak jak sam obsypywał siebie brokatem. Za to, że przy nim był i że go nie puszczał. Za to Alec chciał dziękować.
Najwyraźniej dla Magnusa była to normalna sprawa - pocieszać kogoś, kto był dla niego w jakimś stopniu ważny... Alec momentalnie pomyślał, że nawet jeśli Magnus nie posiadał normalnej rodziny i sam musiał zarabiać na życie, częściej nielegalnie, to przynajmniej robił to ze swoimi ludźmi. Liczył na nich, a oni liczyli na niego. Rozumieli się nawzajem w ciemnym światku. Powiedzenie "prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie" zadzwoniło w głowie Aleca, idealnie wpasowując się w sytuację.
Lightwood z kolei miał odwrotnie. Posiadał dobrze zbudowany dom, pełną lodówkę i kompletną rodzinę. Pieniędzy tyle, ile było trzeba na godne warunki życia. Aczkolwiek nie było u jego boku żadnego przyjaciela, który namawiałby go do durnych nastoletnich wybryków, z kim wymykałby się z domu, spacerował nocą. Kto zrozumiałby go w choć w małym stopniu, i kto cieszyłby się na jego widok. Kto by z nim żył i kto by go kochał. A teraz miał.
CZYTASZ
𝕎𝕚𝕝𝕝 𝕐𝕠𝕦 𝕊𝕞𝕚𝕝𝕖 𝕋𝕠 𝕄𝕖 𝔸𝕥 𝕋𝕙𝕖 𝔼𝕟𝕕?
ספרות חובבים🄼🄰🄻🄴🄲 🄵🄰🄽🄵🄸🄲 Magnus Bane robi wszystko, by uciec spod skrzydeł ojca. Jednak nie jest to takie proste. Asmodeusz, znany mafioza, widzi w swoim synu gangstera, który mu się przyda. Zsyła przez to na niego same problemy. Magnus każdego dnia...
