~Magnus~
- Skończyłem z drugim miejscem - opowiadał facet. - Co było totalnie głupie. Byłem lepszy od tego kretyna z gitarą.
- Z pewnością - mruknął Magnus, niezainteresowany w żadnym stopniu tym, co mówił do niego mężczyzna. Jack, John albo jak mu tam było.
Ramię w ramię spacerowali po moście, przy odludnej, tylnej części małego lasu. Długimi krokami zbliżała się północ. Szczypiący policzki mróz sprawiał, że Magnus marzył o szybciutkim powrocie do auta i odjechania stąd jak najprędzej.
Tyle było dobrego, że nie padał śnieg, a na dwóch końcach krótkiego mostku stały wysokie jak żyrafy latarnie, oświetlające drogę azjacie i jego towarzyszowi. Inaczej Bane czułby się jak w jaskini i stracił cały zapał do wykonania zlecenia.
- Miło mi, że się poznaliśmy - odezwał się znowu mężczyzna, śmiejąc się krótko. - Myślałem, że nikogo nie spotkam, kiedy przejdę się na spacer. Musiałem wyjść z domu, pomimo tej godziny... Miałem dołek. Nie pomyślałbym, że spotkam kogoś takiego jak ty i że zechcesz ze mną pospacerować. Dzięki.
- Do usług.
Bane zatrzymał się na środku mostu. Spojrzał w dół, na kamienie wystające z płytkiej rzeki. Z tej wysokości, przy upadku rozstrzaskałyby ludzkie ciało od środka. Człowiek przypominałby miękką drożdżówkę z czerwonym dżemem w środku.
Magnus wsadził rękę pod płaszcz, próbując wymacać pistolet. Ucieszył się przy okazji, że naładował broń wcześniej i teraz mógł pominąć towarzyszący temu trzask.
- Słuchaj... - zaczął John, podchodząc bliżej do Bane'a. Uśmiechał się lekko, skrępowany. - Masz chłopaka?
Palce azjaty przesunęły się po zimnej, metalowej lufie, tam się zatrzymując. Zielono-złote oczy zwróciły się ku mężczyźnie. Uniósł brew.
- Może.
- Otwarty związek? - spytał z nadzieją facet. Pociągnął nosem z zimna.
- Może... - mruknął Magnus i posłał mu zadziorny uśmieszek.
Mężczyzna przyglądał się nastolatkowi i podgryzał wargę. Walczył sam ze sobą, ale po krótkim czasie przemógł się, uśmiechnął szerzej i odważył na pytanie:
- Mogę cię pocałować?
Magnus rozejrzał się, sprawdzając, czy byli całkowicie sami w tej jednej, zimowej godzinie. Potem stanął przed mężczyzną, zauważając błysk w jego ciemnych oczach. Zbliżył się na jeszcze jeden krok.
- Na co czekasz?
Facet się niezmiernie ucieszył. Entuzjastycznie chwycił szal Magnusa, stanął na palcach i go pocałował.
Bane przekręcił głowę, pogłębiając mozolny taniec warg. Ręka wysunęła się spod płaszcza. Metal ciężkiej i zimnej broni zdawał się parzyć Magnusa w palce, jakby był diabłem i dotknął pistoletu ochlapanego wodą święconą. A może po prostu mróz był na tyle silny, by opętać metal?
Całujący azjatę mężczyzna spróbował wpełznąć dłonią pod jego płaszcz, a wówczas Magnus wykorzystał odwrócenie uwagi gościa pocałunkiem. Przystawił mu lufę do skroni i od razu strzelił.
Magnus drgnął, otumaniony hukiem wystrzału, jednocześnie czując kilka ciepłych kropel krwi na własnej twarzy i w ustach. Mocno zamknął oczy. Martwy facet bezwładnie osunął się na bok i padł na most jak ścięte drzewo, pod nogi azjaty. Magnus westchnął i kucnął.
Na szczęście powstająca kałuża krwi skapywała z krawędzi mostu i nie brudziła mu butów. Bane położył pistolet na plecach faceta, żeby nałożyć na swoje zmarznięte dłonie rękawiczki. Wyciągnął jeszcze z kieszeni szmatkę nasączoną preparatem do czyszczenia broni.
CZYTASZ
𝕎𝕚𝕝𝕝 𝕐𝕠𝕦 𝕊𝕞𝕚𝕝𝕖 𝕋𝕠 𝕄𝕖 𝔸𝕥 𝕋𝕙𝕖 𝔼𝕟𝕕?
Hayran Kurgu🄼🄰🄻🄴🄲 🄵🄰🄽🄵🄸🄲 Magnus Bane robi wszystko, by uciec spod skrzydeł ojca. Jednak nie jest to takie proste. Asmodeusz, znany mafioza, widzi w swoim synu gangstera, który mu się przyda. Zsyła przez to na niego same problemy. Magnus każdego dnia...
